niedziela, czerwca 15, 2008

PRIMAVERA SOUND 2008 - dzień 3.



Trzeci dzień zaczął się tragicznie a skończył wspaniale - nic to, zawsze mogło być odwrotnie. Tragiczność spowodowali pierdoleni kieszonkowcy (którzy na 100% pójdą do piekła, ale nie do tego co my), przez których nie obejrzeliśmy koncertów Justina Vernona (Bon Iver) i Atlas Sound, na które byliśmy bardzo napaleni. No ale trudno, gdzieś ich dorwiemy. Spóźniliśmy się nawet na Okkervil River (bez oceny, ale z tego co udało nam się zobaczyć, bardzo fajny koncert). Relację zaczynamy więc od godziny 19:45.


LIGHTSPEED CHAMPION - VICE JAGERMEISTER - bez oceny



Tu też bez oceny (byliśmy na tym koncercie niecałe pół godziny, o 20:15 w Auditori zaczynali YMG), ale z bardzo dobrym wrażeniem. Świetne kompozycje (m.in. singlowe Galaxy Of The Lost) z bardzo ciekawego, ekscentrycznego (Devonte Hynes pisze w książeczce m.in.: "Restaurants that shaped this record" i tu wymienia, huh) debiutu Falling Off The Lavnder Bridge na żywo ożywają no i mamy koncert dołujących hitów, z którego z bólem serca musimy uciec (ale jeszcze ich opiszemy, będą na Benicassim!). Aha, gdybyśmy oceniali byłby punkt w górę za świetną perkusistkę!


Lightspeed Champion - nowa piosenka ; wideo - my


YOUNG MARBLE GIANTS - AUDITORI - 10/10



Do Walii mamy sentyment, ale o tym może kiedy indziej. Skupmy się na tym świetnym, kultowym, wyjątkowym zespole z Cardiff. Nagrali praktycznie jeden longplay (Colossal Youth - rewelacja ; jeśli nie słyszeliście, polecam podcast #007), zajęło im to 3,5 dnia i wydali na to bardzo mało pieniędzy. No a efekt porażający.

Koncert? Hmm... Chyba największa niewiadoma tegorocznej Primavery, bo kiedy siedzieliśmy w Auditori odczuwałem pewien niedosyt (oczywiście obok zachwytu, radości, że mogę ICH oglądać itd.), ale teraz gdy myślę o tym występie wydaje mi się, że był kapitalny. [edit: myślę coraz częściej i nie mogę przestać, koncert wrasta w czołówkę top ten ever]

No i Alison... Alison Statton (która aktualnie zajmje się chiropraktyką, "no i co zrobisz, oka nie wyjmiesz") - uosobienie scenicznej elegancji, ale nie takiej spod znaku zwiniętej w stożek serwety, ale tej pociągającej, artystycznej elegancji.

Ogólnie wielkie brawa, zagrać taki koncert 28 lat po wydaniu debiutanckiej płyty to jest, no umówmy się, mistrzostwo świata.

Think of salad days
they were folly and fun
They were good, they were young



Young Marble Giants - Salad Days ; wideo - my


Więcej o Young Marble Giants - Cardiffians.


DEERHUNTER - ATP - 8,5/10


zdjęcie - mattbooy

Spóźniliśmy się na solowy projekt Bradforda Coxa, ale na Deerhuntera na szczęście zdążyliśmy bez problemu. Gdybyśmy się nie zagapili (kolejna musztarda po obiedzie), Cryptograms znalazłoby się wysoko w naszym podsumowaniu 2007 (btw: staramy się być bardziej uważni w tym roku, więc po rankingu 2008 powinno być mniej sarepskiej, dijon, czy jaką tam lubicie).

Nieważne, ważne jak zagrali, a zagrali wyśmienicie. Zachowując klimat zbudowali konieczną na koncercie dramaturgię. No i nowa gitarzystka jak najbardziej daje radę.

+ perełki, m.in. Strange Lights z intro w postaci dialogu Bradford Cox - Brian Weitz (Animal Collective), czyli najfajniejsza zapowiedź koncertu AC jaką można sobie wyobrazić (wideo poniżej)


Deerhunter - Strange Lights ; wideo - my


TINDERSTICKS - ROCKDELUX - bez oceny

Piękny, smutny występ przerwany terapią redbullową (again) i (again) drzemką. No ale musieliśmy być gotowi na główny koncert wieczoru, a jak się miało okazać, również całego festiwalu.

ANIMAL COLLECTIVE - ESTRELLA DAMM - 10/10



Ujarany set na poznańskiej Malcie raczej nas rozczarował, a że Animal Collective to aktualnie najbardziej kreatywny, wizjonerski, najcool i najsoczystszy kolektyw na świecie, bardzo liczyliśmy na poprawę. Chcieliście? No to macie! Nie miejcie jak się pozbierać przez kilka dni, niech wam się zamknie głowa na cokolwiek innego, ależ bardzo proszę. Co dla pani? Pranie mózgu dźwiękiem? Bardzo proszę... Następny! Zabić pana monumentalną wersją Fireworks? Nie powinno z tym być problemu. Małe paraliżowanko Peacebone? Robi się, szefie!

To było przeżycie pozazmysłowe, a przy tym zmysłowe do granic możliwości. Trudno więc cokolwiek napisać, żeby nie brzmiało patetycznie/hagiograficznie/banalnie. Może powinienem dać 9 albo 9,5, bo co bym zrobił gdyby np. zamknęli całość For Reverend Green? Ale to kwestia emocji i przeżyć, a nie cyferek, więc fuck it. To był jeden z kilku (trzech, czterech?) najlepszych koncertów na jakich byłem. Zresztą sami, wiecie, znacie Animal Collective. Idźcie na ich koncert, czytanie relacji może być tylko impulsem. It's not my words that you should follow, you've got your IN-SIDES!


Animal Collective - Peacebone ; wideo - my


Więcej klipów tutaj.



relacja - dzień 1.
relacja - dzień 2.


No OK, dzięki za uwagę :-) Prawdopodobnie niedługo audycja festiwalowo-koncertowa, damy znać. Na razie polecamy nowego Bonniego (Lie Down In The Light ; relacja z koncertu 10.07.2008 w Madrycie oczywiście pojawi się na LTB) i Fleet Foxes (PIĘKNA płyta). Do kontaktu!

4 komentarze:

slejw pisze...

Marto, a Ty widziałaś Animal Collective gdzieś po Malcie? :-)

Marta pisze...

Niestety nie :(
Mam rozumiec, że jeśli na Malcie byłam zachwycona, to ich następny koncert (jeśli kiedykolwiek na owy pójdę) będzie mi się całkiem podobał? ;)

slejw pisze...

Jeśli na Malcie byłaś zachwycona, to może lepiej nie idź, bo jeszcze zemdlejesz ;) Miażdżą! No i grają perełki ze Strawberry Jam :)e

Marta pisze...

And Strawberry Jam just keeps on getting better...

Chętnie zemdleję!