Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vivian Girls. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vivian Girls. Pokaż wszystkie posty
środa, marca 02, 2011
no tak...
Właściwie mogło iść samo zdjęcie, bo nie kopie się nudzącego. Ale krótko - Collapse Into Now wyciekło i przeciekło przez uszy. Okazuje się, że lekki (lekki!) podryg w postaci Accelerate z 2008 roku mógł być jedynie pożegnalną konwulsyjką, bo tegoroczny album to powrót do "formy" z Around the Sun. Czy też rzuca Wam się w oczy to, że z liter R. E. M. można ułożyć prawie całe słowo EMERYTURA?
PS Z rzeczy ciekawszych - polecam bardzo dobry utwór tytułowy z nowej (acz wczorajszej) EPki Dum Dum Girls (częściowo na fotografii powyżej), która jako całość do specjalnie udanych niestety nie należy. Produkcja Sune Rose Wagner słyszalna (jak się wie), ale nie zawsze ratująca. Oprócz tego, takie duże i takie niegrzeczne dziewczynki powinny wiedzieć, że ruszanie There Is a Light That Never Goes Out jest jak kolejne podejście do płyty z góry. Nieuzasadnione, niebezpieczne i bezcelowe.
Z innych kropli miodu w beczkach z wypełniaczem - polecam Take It as It Comes z opisywanego przeze mnie w poprzedniej notce, nowego albumu Vivian Girls. Poza tym w nowościach nudy. Zaciskamy zęby i czekamy na kwiecień zmieceń.
środa, sierpnia 19, 2009
Primavera Sound 2009 - dzień drugi

18:15 Crystal Stilts
Nie bez powodu ich debiutancki album znalazł się w naszym ubiegłorocznym płytowym podsumowaniu roku. Wielkim zaniedbaniem z naszej strony było haniebne spóźnienie się na ich występ na scenie Pitchforka. Trochę jednak usłyszeliśmy, a to co usłyszeliśmy tylko umocniło nasze dobre zdanie o „Crystal Stilts”. Czekamy na więcej.
19:10 Bat For Lashes

foto: alterna2
Pierwsza piątka tegorocznych koncertów. Wokalnie bajecznie, czyściutko, porywająco. Muzycznie znakomicie – „What’s A Girl To Do” oczyszczone z fajerwerków ujawniło jeszcze dobitniej rewelacyjną melodię, „Daniel” był jeszcze bardziej taneczny niż jest, „Sleep Alone” jeszcze bardziej klimatyczne. A już pomijając to wszystko – przebywanie tak blisko Natashy jest przeżyciem niezwykłym. Khan jest zaprzeczeniem pretensjonalności, przez cały czas przyciąga uwagę, czaruje, jest przesympatyczna, ale zachowuje też lekki dystans. A jej kostium to temat na osobną notkę.
19:30 Vivian Girls

foto: Studio koku
Koncert Vivian Girls z Primavery do odsłuchania/pobrania TUTAJ.
Naiwnie licząc na to, że Bat For Lashes będzie słabe/średnie do końca mieliśmy nadzieję, że ten koncert zobaczymy od samego początku. Niestety/stety BFL wymiotło, więc dobiegliśmy na scenę Pitchfork dopiero w połowie występu Vivian Girls. Występu świetnego, który już całkowicie ustawił ten dzień pod znakiem "girl power". Po raz kolejny uderzyła nas wspaniała wakacyjna atmosfera słonecznego zblazowania. Dziewczyny zamieniały się rolami i wycinały kawałki z debiutu w sposób fantastycznie wyluzowany. Potem tańczyły na koncercie The Pains Of Being Pure At Hart. A w sobotę perkusista Ariel Pink’s Haunted Graffiti miał na sobie koszulkę Vivian Girls. Ma się za co adorować to doborowe towarzystwo.
20:15 Spiritualized
Pomimo dużej sympatii do „Ladies and Gentleman” Spiritualized nigdy nie należeli do moich ulubionych zespołów. Fragment ich koncertu potraktowaliśmy więc jako odpoczynek. Było widowiskowo i miło. W przestrzeni się jednak nie unosiliśmy.
21:00 The Pains Of Being Pure At Heart
Lepsi od Red Bulla za 3 kupony. Diabelski mix "Come Saturday", "Young Adult Friction" i "This Love Is Fucking Right" rozwalił nas i z pewnością jest jednym z highlightów całej Primavery 09. Było cudownie, ale kolejka na MBV rosła, więc z bólem serca w połowie występu Pains musieliśmy udać się pod Auditori i ustawić się w niej po potężną szuflę w twarz.
21:45 My Bloody Valentine (Auditori)
Dzień dobry, automacie z napojami i biletami. Po pierwsze, poproszę cię o kilka piwnych kuponów, bo nadal jest bardzo ciepło, a gardło boli coraz mniej. Po drugie, może jakąś wodę bym dokupił na podróż festiwalowym+nocnym do hostelu. Słucham? Czy dorzucić potężnego muzycznego kopa w szczękę? Chyba mam jeszcze trochę drobnych, no dobra, może być.
Automat, w którym można kupić piwo, Jacka Danielsa i rezerwację miejsca na koncercie MBV w Auditori to dobra sprawa. Jeszcze lepsza sprawa to sam koncert MBV. Nagłośnienie było o niebo lepsze. Było co prawda przesadnie głośno (szczególnie w kakofonicznej, okrutnie długiej, ale fascynującej wersji „You Made Me Realise”), wciąż nieidealnie, ale już jak najbardziej do zaakceptowania. Mocny, w pewnym sensie męczący występ, pozostawiający jednak poczucie, że obcowało się z czymś pięknym i potężnym.
23:55 Jarvis Cocker

foto: Daniel Villanueva
Z perspektywy czasu patrzę na ten koncert przychylnym okiem, choć muszę przyznać, że tej piątkowej nocy byliśmy nieco rozczarowani. Po pierwsze – przeważał materiał z „Further Complications”, a nam żal było uciekających kawałków z solowego debiutu Jarvisa (na szczęście było „Big Julie”!). Po drugie – sceniczna maniera Cockera brała często górę nad samym śpiewaniem, a tego nieeee lubimy. Mimo wszystko wyszło jednak nieźle, momentami zabawnie (połamany taniec + wygląd spod znaku nieodebranego przez lata bagażu), momentami bardzo fajnie (wspomniana Julka czy "Slush" z nowej płyty). Na plus, ale bez przesady.
01:00 Dan Deacon Ensemble
No a taka dobra płyta z tego Bromsta, no! Koncert natomiast fatalny. Ciężko w ogóle nazwać to koncertem. Nocny występ Deacona i jego licznego zespoły na scenie Pitchforka był głupawą zabawą z tańczeniem i wylewaniem piwa w centrum. Taką, którą potem jarają się fani na forach mówiąc "ale show odstawił Dan w Barcelonie, naprułem się, że aż nie pamiętam.”
01:05 Saint Etienne

Więc skoczyliśmy na piwo i na Saint Etienne szczęśliwie trafiając w "Only Love Can Break Your Heart", które zabrzmiało bardzo ładnie, bo dlaczego by miało zabrzmieć inaczej.
02:15 Bloc Party
Każdy kolejny koncert Bloc Party, na którym jesteśmy jest gorszy od poprzedniego. Ten był tak słaby, że po kilku piosenkach wyszliśmy. Sztuczny, wymuszony, bez porywu i polotu. Ten na Open'erze był średni. Ten przed Interpolem w Berlinie był fajny. Naturalny, zwierzęcy, energetyczny. Two more years i może w ogóle być po sprawie. Oby nie!
Jeszcze dziś relacja z soboty - zapraszamy!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
