wtorek, listopada 13, 2007

live!

Hej.

Zamiast objadać się tabletkami trzeba było od razu pojechać na te dwa madryckie koncerty, o których zaraz. 'Hiszpańska publiczność' to synonim słowa 'wymiatać'. Nie dość, że (w większości, zdarzały się oczywiście małe wyjątki) dens nie polega tu na rozbryzgiwaniu piwa i waleniu łokciami w sąsiadów (zaleciało Juwenaliami, co?), to jeszcze ludzie znają i śpiewają teksty. A niektórzy, uwaga, tylko śpiewają (naśladując dźwięki i tworząc na potrzeby koncertu własny anglo-podobny język). Ważny jest efekt - miażdzący.

INTERPOL - 8.11.2007 - La Riviera


fragment zagranej na bis Stelli

setlista

Pioneer To The Falls
Obstacle 1
NARC
C'mere
The Scale
Say Hello To The Angels
Mammoth
No I In Threesome
Slow Hands
Rest My Chemistry
The Lighthouse
Evil
The Heinrich Maneuver
Not Even Jail
***
Hands Away
Stella Was A Diver And She Was Always Down
PDA



Zaczęło się od świetnego występu Blonde Redhead. Koszmarne nagłośnienie zostało wynagrodzone przez sceniczne zachowanie Kazu Makino (to trzeba zobaczyć) i niezwykły oniryczny nastrój krótkiego setu. Potem niezbyt długa przerwa i na scenie pojawiła się gwiazda wieczoru.



Tu trzeba wyjaśnić sobie jedną sprawę. Zaczęło się od Pioneer, podczas całego występu muzycy zagrali 7 piosenek z nowego albumu. Płyty, jak się okazuje, stworzonej by ją grać na żywo. Wiem, że tworzenie zjebek (przyczepiło się do mnie to słowo od czasu lektury "Na krawędzi" dawno temu, sorry) i pozycja muzycznego znawcy (rozkminiającego co jest skąd zerżnięte i dlaczego) to fajna zabawa, ale muzyka obroni się też przed masową mądralokrytyką. Our Love To Admire triumfuje na scenie, chociaż nie wskazywały na to YouTube'owe przecieki (No I... w jakimś amerykańskim programie kazało się bać). Ale koniec tej bełkotliwej obrony Interpolu nr 3. Nevermind. Do rzeczy.

Po pierwsze, jak mówiłem - wszyscy uczestniczą. Niesamowite musi być czuć na sobie głos 2500 ludzi (tyle mieści La Riviera) śpiewających twoją piosenkę. Uhh... Po drugie - poczucie spełnienia po The Lighthouse, bo strasznie chcieliśmy usłyszeć to na żywo. Warto było czekać - punkt G closera OLTA strzela w publiczność mlecznym światłem i przepala nerwy. Boskość się wdziera do dyskotekowego klubu z palmami.
Po trzecie - zapasy, które zgromadziliśmy na dwóch koncertach w Berlinie. Pewnie, gdyby nie one, byłoby nam strasznie żal, że nie usłyszeliśmy Leifa Eriksona (którego podobno czasem grają na tej trasie) czy Specialist. A tak... :-)

Orgazmicznie, bardzo dobrze muzycznie, Kessler szaleje, Carlos (poimo naszego rozpaczliwego apelu) nie 'zgolił wąsa', Banks jednak wokalnie bardzo daje radę, Fogarino tłucze aż miło a klawiszowiec ma kapelusz. Jakby to powiedziała Pani Serwusowa: "Jak dla mnie bomba".

WILCO - 9.11.2007 - La Riviera

Najpierw support - zespół The Sunday Drivers z Toledo. Przesympatycznie grający - cukier w kostkach, drink z parasolką, lato miłości zimą. Posłuchajcie sobie, myślę że warto.

A później...


Jesus Etc.

Np. Hummingbird z wyśpiewanym w całości refrenem:

Remember to remember me
Standing still in your past
Floating fast like a hummingbird
.

Albo niebieskie, kończące zasadniczy set On and On and On ze Sky Blue Sky (tytułowy utwór też wypadł pięknie).

No a Jesus Etc. właśnie? A kapitalne Shot in the Arm (tak bardzo na to czekałem po przesłuchaniu Kicking Television)? A mnóstwo improwizacji łącznie z zasugerowanym przez publiczność "Ole, ole, ole, ole!"? ;-)

No.

Ale generalnie to:

Radość grania.
RADOŚĆ GRANIA.

RADOŚĆ GRANIA.RADOŚĆ GRANIA.RADOŚĆ GRANIA.RADOŚĆ GRANIA.RADOŚĆ GRANIA.RADOŚĆ GRANIA.
RADOŚĆ GRANIA.RADOŚĆ GRANIA.RADOŚĆ GRANIA.RADOŚĆ GRANIA.RADOŚĆ GRANIA.RADOŚĆ GRANIA.
RADOŚĆ GRANIA.RADOŚĆ GRANIA.RADOŚĆ GRANIA.RADOŚĆ GRANIA.RADOŚĆ GRANIA.RADOŚĆ GRANIA.

Właśnie. RADOŚĆ GRANIA.



To tyle na razie. Do kontaktu :-)

Aha, coś fajnego znalazłem dziś:

6 komentarzy:

Marta pisze...

Hurra!
Już się nie mogę doczekac Columbiahalle :)

marta pisze...

P.S. OH MY, The Headmaster Ritual w wykonaniu Radiohead to odjazd!

slejw pisze...

nooo :) sam bym chętnie znów poszedł, ale muszę zbierać Euro na kolejne Madrytowanie. teraz będzie New Pornographers na pewno + może Air i BRMC ;)

co do Ritual to owszem :)

a Ty w ogóle dostałaś mojego smsa z setlistą? ;)

marta pisze...

cudnie, 'zazdraszczam'! ;)
bylam kiedys w barcelonie... pieknie. madryt tez musi byc super.

aj, nie dostalam! w uk mam inny numer. 00447514986280, jesli sie przyda :)
dzieki za smsa! milo, ze pamietaliscie o mnie :)

slejw pisze...

no właśnie, bo raportu nie dostałem. dzięki za nr, na pewno się przyda :)

a barcelona jest chyba najpiękniejszym miejscem na ziemi. byliśmy raz i teraz mój stosunek do niej to:

I got damaged
I lost myself in you ;)

ściski!

slejw pisze...

A to znalazłem w sieci: http://www.fileden.com/files/2007/1/12/632492/6y31wye.jpg :)