Pokazywanie postów oznaczonych etykietą the arcade fire. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą the arcade fire. Pokaż wszystkie posty

piątek, stycznia 07, 2011

PODSUMOWANIE 2010 - płyty





PODSUMOWANIE 2010 | PŁYTY | EPki | PIOSENKI



Errata: Ajj, co za błąd na pozycjach kilkunastych! Podsumowanie było kompilowane po nocach, z wielu różnych plików i nieczytelnych zapisków. Stąd pomyłka, bo starszy plik w jednym miejscu zastąpił plik nowy. Chodzi o spory awans Javiery, której płyta - wcześniej zbiór utworów niezłych i świetnych - zaczęła grać jako znakomita całość [dziś byłaby pewnie numerem 2]. Przepraszamy i zapraszamy do lektury!



PRZESŁUCHANE, POZA RANKINGIEM (kolejność przypadkowa):

The Walkmen - Lisbon
Interpol - Interpol
Lali Puna - Our Inventions
Gil Scott-Heron - I'm New Here
The Radio Dept. - Clinging to a Scheme
MEG - Maverick
Latitia Sadier - The Trip
Glasser - Ring
Paul Smith - Margins
Clive Tanaka y Su Orquesta - Jet Set Siempre No. 1
MGMT - Congratulations
Yeasayer - Odd Blood
Shugo Tokumaru - Port Entropy
Isobel Campbell & Mark Lanegan - Hawk
Maximum Balloon - Maximum Balloon
Joanna Newsom - Have One on Me
Stars - The Five Ghosts
CocoRosie - Grey Oceans
Triángulo de amor bizarro - Año Santo
The Fresh & Onlys - Play It Strange
Anais Mitchell - Hadestown
Emeralds - Does It Look Like I'm Here?
Toro Y Moi - Causers of This
jj - jj n° 3
Gonjasufi - A Sufi and a Killer
School of Seven Bells - Disconnect From Desire
Bonnie 'Prince' Billy & The Cairo Gang - The Wonder Show of the World
Lissie - Catching a Tiger
The Ruby Suns - Fight Softly
Dungen - Skit i allt
Ted Leo - The Brutalist Bricks
She & Him - Volume Two
Titus Andronicus - The Monitor
The Mynabirds - What We Lose in the Fire We Gain in the Flood
M.I.A. - /\/\/\Y/\
Flying Lotus - Cosmogramma
Ra Ra Riot - The Orchard
LCD Soundsystem - This Is Happening
Here We Go Magic - Pigeons
Perfume Genius - Learning
The Knife in Collaboration with Mt. Sims and Planningtorock - Tomorrow, in a Year
Race Horses - Goodbye Falkenburg
The Morning Benders - Big Echo
Goldfrapp - Head First
Jónsi - Go
Muchy - Notoryczni debiutanci
First Aid Kit - The Big Black and the Blue
Surfer Blood - Astro Coast
The Futureheads - The Chaos
Marina & The Diamonds - The Family Jewels
Shearwater - The Golden Archipelago
Clogs - The Creatures in the Garden of Lady Walton
Hot Chip - One Life Stand
Liars - Sisterworld

PRZESŁUCHANE, NA TAK (kolejność przypadkowa):



High Places - High Places vs. Mankind
Forest Swords - Dagger Paths
Violens - Amoral
Sleigh Bells - Treats
The Corin Tucker Band - 1,000 Years
Caribou - Swim
Gorillaz - Plastic Beach
Erykah Badu - New Amerykah Part Two: Return of the Ankh
Las Robertas - Cry Out Loud
How to Dress Well - Love Remains
Thelemáticos - Thelemáticos
Matthew Dear - Black City
Pantha du Prince - Black Noise
Marnie Stern - Marnie Stern
The New Pornographers - Together




40 - 1:

40. Evelyn Evelyn - Evelyn Evelyn
39. Lightspeed Champion - Life Is Sweet! Nice to Meet You
38. Belle and Sebastian - Write About Love
37. Vampire Weekend - Contra
36. Warpaint - The Fool
35. Owen Pallett - Heartland
34. Los Campesinos! - Romance Is Boring
33. Lower Dens - Twin-Hand Movement
32. The Hundred in the Hands - The Hundred in the Hands
31. Janelle Monáe - The ArchAndroid



30. Grinderman - Grinderman 2

Ciężko, ale nie ociężale.

29. Broken Social Scene - Forgiveness Rock Record

Kilka miażdżących piosenek w morzu tych zaledwie niezłych. Trochę mało jak na BSS.

28. Girl Talk - All Day

Girls just wanna have fun.

27. No Age - Everything in Between

Słabsza od Nouns płyta, na której liczy się przede wszystkim kapitalny Glitter.



26. Aias - A la piscina

Kolejny obiecujący zespół sceny barcelońskiej, kolejny obiecujący żeński zespół sceny światowej.

25. Avey Tare - Down There

Dobra solowa płyta na pocieszenie dla czekających na Tomboy.

24. Everything Everything - Man Alive

Poprzeczka mocarnego MY KZ, UR BF strącona z hukiem, ale próba długogrającego debiutu zaliczona bez zadyszki.

23. Soutaiseiriron - Synchroniciteen

Był przekład Lolity na japoński? To jest nowy. Tu, pod dwójką.



22. Robyn - Body Talk (+ Body Talk pt. 1, Body Talk pt. 2)

Mogła być jedna rewelacyjna płyta, są dwie niezłe i synteza w postaci Body Talk właśnie. Dancing On My Own to ścisła czołówka piosenek ostatnich lat.

21. Twin Shadow - Forget

Raczej Remember, bo to debiut godny uwagi.

20. Best Coast - Crazy for You

Plażowe hedonuty w urzekającym wykonaniu.

19. Holly Miranda - The Magician's Private Library

Holly śpiewa, Sitek produkuje. Bardzo klimatyczne i z perełką w postaci Waves.

18. Sufjan Stevens - The Age of Adz

Sufjan zamienia urban konkretny na urban kosmiczny i nagrywa swoją najbardziej udaną całość.

17. The Tallest Man on Earth - The Wild Hunt

And no this is not the summer dream she said
It's just the drying of the lawns I want to leave out there


16. Dum Dum Girls - I Will Be

Najbardziej treściwy kąsek z tegorocznych wytartych dziewczęcych albumów.

15. Tokyo Jihen
Sports







14. Spoon
Transference




Given Spoon’s reputation for consistency, it’s not a surprise that Transference is good. However, it manages to be good in surprising ways. (Allmusic)

No właśnie, był 13.04.2005, a w Berlinie przed Interpolem - zespołem, który w końcu nagrał niestety słabą płytę grał Spoon - zespół, który marnego albumu nie zarejestrował nigdy. Pamiętam dokładnie jak bardzo ścisnęła mnie za wszystko koncertowa wersja Paper Tiger i jak zaraz po koncercie kupiliśmy sobie EPkę The Way We Get By. Od tego wieczoru minęło ponad 5 lat, od długogrającego debiutu Spoon mija w tym roku lat 15. Po co te kalendarzowe dane? Na wypadek gdyby ktoś zapomniał, że to praktycznie weterani udanej piosenki. A zapomnieć łatwo, bo Transference to płyta świeża i nowoczesna. Poza tym jest pełna błyskotliwych zagrań, inteligentna i spójna, ale te cechy mogłyby Was na Spoon tylko naprowadzić.

13. The Bird and the Bee
Interpreting the Masters Volume 1: A Tribute to Daryl Hall and John Oates




No i jakże nie sluchać Inary i George'a jeśli nawet cover-płyta wychodzi im naprawdę dobrze? Heard It on the Radio w wersji z Interpreting... to bez wątpienia jedna z piosenek roku, a Kiss on My List jest słodsze od tureckich smakołyków. Tak więc słuchawki na uszy, fast forward do wiosny, INARA, dzieci, I NARA.

12. Uffie
Sex Dreams and Denim Jeans




Gdyby nie Mena nie miałbym wątpliwości, a tak muszę napisać - Sex Dreams and Denim Jeans to jedna z dwóch najseksowniejszych płyt roku. Już sama dziewczęca (acz niegrzeczna) barwa Hartley stymuluje kowadełko, natomiast takie zabijaki jak nowa wersja Pop the Glock, kapitalne Neuneu, kawałek tytułowy czy śpiewane w duecie z Mattiem Saferem Illusion of Love to już prawdziwy orgazm małżowin.

11. Parallels
Visionaries




Hi Krzysiek,

Thanks for you message! I'm glad the album is serving you well- thank you for your support. We're working on plans for Europe and we'd love to play your beautiful country -- (my grandmother was from Warsaw!)

Keep in touch,

Holly


10. Javiera Mena
Mena




...Primera estrella / Sufrir / Primera estrella / Sufrir / Hasta la verdad / Primera estrella / Sufrir / spanie / Primera estrella / Sufrir / Primera estrella / Sufrir / No te cuesta nada / No te cuesta nada / Luz de piedra de luna / Un audífono tú, un audífono yo / spanie / Primera estrella... czyli muzyczny crush roku po mignięciu na Primaverze i rozbłyśnięciu po przesłuchaniach debiutu i tegorocznej Meny.

Więcej o Javierze Menie na LTB

9. Ariel Pink's Haunted Graffiti
Before Today




Najlepsza płyta Ariela, najbardziej piosenkowa, zdecydowanie najmniej podkultowa (tj. robiona pod bycie niezależnym obiektem zachwytów) i ze świetnym czuciem cytowanych klimatów. Little Wig brzmi jak zagubiony Bowie z cekinowej skrzyni, Menopause Man startuje jak Billie Jean, Round and Round to nie tylko największa pożywka ubiegłorocznego hajpu, ale faktycznie jeden z numerów roku, Can't Hear My Eyes - zmumifikowany przebój złotych lat radia, a Bright Lit Blue Skies - prywatkowy strzał. Wciągający, psychodeliczny lo-fi pop z fantastycznym klimatem dla dźwiękowych różdżkarzy.

Więcej o Ariel Pink's Haunted Graffiti na LTB

8. Dënver
Música, gramática, gimnasia




Zazwyczaj ilość latino-wydawnictw w zestawieniach roku można określić sformułowaniem "tyle o ile". W 2010 roku lepiej użyć jednak określenia "tyle o Chile"! Kilka zabójczych numerów Javiery (nie odpisuje na maile) oraz znakomity album duetu Dënver (regularnie odpisują na maile) praktycznie same czynią wiosnę i każą uważnie śledzić ten wąski rynek. Oparty na instrumentalnym locie, seksownym wokalu i chamskiej disco podwyżce otwieracz brzmi jak The Go! Team południa, Lo que quieras to bull's eye czułej piosenki pop, Los adolescentes ma najlepszy teledysk roku. Lekko, rześko, pociągająco ; niespodziewanie, ale z zapasem w pierwszej dziesiątce roku.

Dënver - Los Adolescentes - wideo roku

Więcej o Dënver na LTB

7. Delorean
Subiza




Studio Montreal, w którym zarejestrowano ten album znajduje się w mieście Subiza położonym tutaj, ale prawdziwa muzyczna Subiza leży tu, na barcelońskiej plaży. Te przestrzenne, oddychające piosenki do tańca z palemką są jak moment, w którym większa fala zalewa nam buty. Niby szok termiczny i zaskoczenie, ale dopiero wtedy czujemy, że jesteśmy nad morzem.

DELOREAN - PRIMAVERA SOUND 2010 - relacja

Więcej o Delorean na LTB

6. Arcade Fire
The Suburbs




Jak mówi nasza znajoma przedszkolaczka - młynek nie lubi pustki. Można jarać się skwierczącym lo-fi - nasłuchiwać szumów i brodzić w chillwavie, a jednocześnie doceniać i z namiętnością słuchać wysokiej jakości uduchowionego hi-fi, które też jest do życia potrzebne. Trochę śmieszne, że piszę to akurat w przypadku Arcade Fire - grupy, która znakomitym debiutanckim Funeral nie zapowiadała raczej wyrywania stadionów. Po pogrzebie przyszło mocarne Neon Bible, a jego konsekwencją jest tegoroczne świetne Suburbs. No i jest jeszcze to jedno zdanie z DiS nt. tej płyty, które bardzo lubię:

This is a gradual gradient of maturity from Funeral (people die) to Neon Bible (EVERYONE DIES!) to The Suburbs (but, y'know, it's not going to happen today so just chill out).

Więcej o Arcade Fire na LTB

5. The National
High Violet




High five High Violet! Wiemy już, że nie jesteś najlepszą płytą The National, bo jest nią Alligator. Wiemy też, że nie jesteś całością tak pełną i zamkniętą jak Boxer. I wiesz co, nie szkodzi. Jesteś świetny. Masz duet poruszającego Sorrow z niezwykle przebojowym Anyone's Ghost. Masz Afraid of Everyone, masz potencjał koncertowy, masz styl i moc. Jesteśmy z tobą! Złapmy się za ręce! Oklaski!

THE NATIONAL - ARS CAMERALIS 2010 - relacja

Więcej o The National na LTB

4. Blonde Redhead
Penny Sparkle




underrated /ˌʌndəˈreɪtɪd/

if a person or thing is underrated, especially a performer, writer, or sports player, most people do not recognize how good that person or thing really is

She is one of the league’s most underrated players.

Więcej o Blonde Redhead na LTB

3. Deerhunter
Halcyon Digest




I znów stali bywalcy Primavery wrócili z piękną płytą, której nie można niczego zarzucić. Nie przeginają, sypią świetnymi numerami jak z rękawa, twórczo modyfikują brzmienie, nie stadionują się, nie idą w formalny eksperyment. Zamiast tego czarują bez wysiłku i udowadniają, że gitary nadal wzruszają (Helicopter), grzeją (Revival, Desire Lines) i wykopują w lepsze, przyjemniejsze miejsca (Fountain Stairs, Coronado). Znakomity album, który jest świadectwem już rozpoznawalnej marki. To jak, Bradfordzie, ostatni weekend maja wolny? Czekamy.

Więcej o Deerhunter na LTB

2. El Guincho
Pop Negro




Tak, tak, alala e alala o! Dwie części przewodnika i srebrny medal 2010 roku składamy u tupiących stóp Reixy - autora dwóch masakrująco dobrych płyt, które zaszczepiają co trzeba gdzie trzeba i zamiast biernie czekać na kiełkowanie podgrzewają atmosferę. Powtórzmy to razem - ale to było dobre! - 12 miesięcy dla hispano (i katalano) -języcznej muzyki. Muzyki, w której w ostatnich latach panuje właśnie El Guincho. I nie ma, że ustawa, że 6 stycznia, że trzech króli. Król. jest. jeden.

EL GUINCHO - PRZEWODNIK LTB - cz. I
EL GUINCHO - PRZEWODNIK LTB - cz. II

Więcej o El Guincho na LTB

1. Beach House
Teen Dream




Jednym z wielu problemów dzisiejszej muzyki jest cała masa zawodników rwących przypadająca na bardzo niewielką (a kiedyś przecież bardzo popularną) grupę graczy podrzucających. Rwący to ci nagrywający dobre / bardzo dobre debiuty i średnie lub słabe *kluczowe drugie płyty* powodujące zawód i wypad z obiegu. Podrzucający zaczynają skromniej - definiującym styl debiutem, który jest początkiem dłuższej, rozwojowej kariery, z trwającym kilka albumów triumfalnym podniesieniem.

Kiedy przypomnę sobie promujący Devotion koncert Beach House w barcelońskiej [2] (2008) oraz promujący Teen Dream koncert Beach House w barcelońskim parku Forum (2010) widzę dwa różne zespoły. W małej salce, która prawie że drży od ruchu podziemnych pociągów na stacji Paral.lel, widzieliśmy shoegaze - nie muzyczny, a mentalny. Nieśmiały, wpatrzony w podłogę kameralny występ z atmosferą skandynawskiej muminkowej wyspy, koncert przy świecach, wakacje z duchami. Na ubiegłorocznej Primaverze zobaczyliśmy muzykę potężną, żarówkową, zespół w najwyższej formie, czołówkę ligi mistrzów. Wejście Walk In the Park wywołało sztorm prawdziwego i ludzkiego mare internum, 10 Mile Stereo zabrzmiało najpiękniej na całym wielkim festiwalu.

Teen Dream to płyta mająca w sobie coś z bogactwa czarno-białych filmów. Coś z tych starych, najbardziej japońskich dzieł Kurosawy czy Ozu, w których mimo najskromniejszej palety barw tak wiele dzieje się w kwestii światła, odcieni i, paradoksalnie, kolorów. To album bez wypełniacza, który można czytać na wielu płaszczyznach. Podstawowa warstwa to muzyka pop, której chcemy słuchać w radiu, muzyka dopieszczona, ale nie przeprodukowana, zwiewna, ale nie pusta, chwytliwie melodyjna, ale nie banalna. Zapuszczanie się w głębsze kręgi przynosi niebiańskie przyjemności - jest z jednej strony fascynującą przygodą, z drugiej poczuciem bycia w domu.

Co ważne - nie można zarzucić tej płycie zbytniej maślaności. Nie bez powodu Victoria Legrand mówi w udzielonym dla altmusic wywiadzie o fizyczności, czy wręcz seksualności tych napędzanych "nową perkusją" piosenek. Jakaś błogość i producencki puch trzymają ją w ryzach świetnej kompozycji, ale pod tych puchem tętni prawdziwe, krwiste życie. Za ten kontrast w pewnym stopniu odpowiada Chris Coady - jeden z najlepszych producentów ostatnich lat, człowiek współodpowiedzialny za brzmienie m.in. płyt Yeah Yeah Yeahs, Subizy Delorean, Dear Science TVOTR (naszej płyty nr 1 2008 roku), Yellow House Grizzly Bear czy 23 Blonde Redhead - albumu, którym zachwycaliśmy się na LTB wielokrotnie. Podobnie jak Martin Hannett, który na szczęście, lecz wbrew woli muzyków Joy Division zmienił brzmienie Unknown Pleasures, Coady pięknemu, ale pozytywkowemu brzmieniu dwóch pierwszych płyt Beach House przeciwstawił kameralny pop totalny. Żeby jednak nie wzbudzać wątpliwości co do intencji, wrócę do określenia "nie przeprodukowane". Teen Dream właśnie takie jest, bo gdyby nie wielka siłą tych piosenek osobno i tych piosenek razem nie byłoby tej wielkiej płyty. I tak naprawdę, kiedy przypomnę sobie promujący Devotion koncert Beach House w barcelońskiej [2] oraz promujący Teen Dream koncert Beach House w barcelońskim parku Forum widzę jeden zespół - nadzieję podrzutu, autorów najlepszej płyty 2010 roku.

BEACH HOUSE - PRIMAVERA SOUND 2010 - relacja + 2.
BEACH HOUSE - [2], BARCELONA, 12.11.2008 - nagranie

Więcej o Beach House na LTB

sobota, listopada 27, 2010

Wideo dnia #154


Chłopaku! Dziewczyno! Wstawcie się!

Pierwszą stałą warstwę śniegu świętuję zazwyczaj głośnym odtworzeniem piosenki otwierającej długogrający debiut Arcade Fire, ale dzisiaj to długogrający debiut artystek tworzących Warpaint rozbrzmiewa zapętlony w moich uszach. A razem z nim świetny cover centralnego punktu Scary Monsters (and Super Creeps).



piątek, listopada 19, 2010

Wideo dnia #151 [Psss! PS11!]



Nie dość, że potwierdzili ich:

Animal Collective (to będzie nasz trzeci raz i pierwszy po pawilonie), Ariel Pink's Haunted Graffiti (może tym razem bez przegrzania, na pewno po najlepszym albumie), Belle & Sebastian (po raz pierwszy, po raz...), Broadcast (tak!), Fleet Foxes (tak tak tak!), John Cale & Band + Orchestra perform PARIS 1919 (no urra, najpierw Nico, a teraz cała najlepsza płyta), Mercury Rev perform Deserter's Songs (! !! !!!), Mogwai, Pulp (jak zobaczyłem to, chwytając darmowy internet w lizbońskim FNACu, to ruchome schody się pode mną ugięły), Suicide, Swans, The Fiery Furnaces, The Flaming Lips (czyli jednak zaległości z OFFa 2010 zostaną nadrobione) i The National (hmmm, patrz niżej?)...

to jeszcze uruchomili Primavera TV i zaczynają od:



THE CONCERT OF PAVEMENT AT THE SAN MIGUEL PRIMAVERA SOUND 2010. Qualified by the band itself as the best show of their comeback tour, a concert in which the Stockton band play the hits of their extensive discography ("Shady Lane", "Cut Your Hair", "Gold Soundz") without forgetting to rescue some hidden gems.

>> oglądaj <<


PS A wideo 151,5 to nowy klip Arcade Fire do Suburbs.

wtorek, sierpnia 31, 2010

Przedwczesna: jesień, liście spadają z drzew? + Wideo dnia #133



Witam i znów przepraszam za chorobowe przestoje. Górne drogi oddechowe nadal bardziej górne niż oddechowe, ale po wczorajszych obchodach solidarnościowych z jakąś większą sympatią patrzę na mój krzywy nos. Ale do rzeczy - zrobiło się zimno! Nie żebym się cieszył, preferuję klimaty letnio-wiosenne, ale za to aura dopasowała się w końcu do tegorocznej czołówki. Zaistniały sprzyjające warunki do odsłuchów wielkiego Beach House (choć akurat Teen Dream to dzieło uniwersalne, które równie dobrze brzmi w pluchę - w plusze? - i w ciepły nadmorski wieczór) i cudownej nowej płyty Blonde Redhead (notatki z przesłuchania Penny Sparkle już niedługo na LTB, a ja wciąż zaglądam na cdwow i liczę na cudowne przemienienie vinyl pre-ordered w vinyl despatched). Lepiej wchodzą też The National, Arcade Fire, nie mówiąc już o Parallels. Jedynie odnoga Delorean-Dum Dum-Best Coast będzie musiała poczekać na ponowne ocieplenie.


A to nowe Beach House z sesji iTunes, nasze wideo dnia, które przeleżakowało kilka dni w wersjach roboczych.

Z nowości polecamy opisane w notce poniżej Everything Everything, całkiem fajnego Matthew Deara i oblatujące nowe The Walkmen (ok, ale powoli tracę nadzieję na kolejne Everyone Who Pretended to Like Me Is Gone). Nie polecamy, z bólem, nowego Ra Ra Riot. Po bardzo fajnym The Rhumb Line i przednim barcelońskim supporcie wieśniaków to spory zawód. No a jeśli jesteśmy już przy kręceniu mordą to w odpowiedzi na ewentualny zarzut postawy zbyt koguciej, zamiast programowego piania (bo piszemy o tym co lubimy) - trochę narzekań. Największe dotychczasowe wpadki 2010? Słabe, nijakie Shearwater, okropne nowe Liars, Hot Chip bez historii, zawsze dobrzy Futureheads tym razem sprawni jak filipińscy antyterroryści, dachowanie Much, niestraszne The Knife, m.i.a.łka M.I.A., przydługa Joanna, średni Shugo, nudnawy Bonnie, niewciągające CocoRosie, niedysponowane MGMT i kiepski James Murphy, bo o ile Sound of Silver uważam za absolutne opus magnum almond LCD Soundsystem, to na This Is Happening odpowiadam "Yes, unfortunately", bo nie dzieje się dobrze. To wszystko + postępujący zalew muzyki bez znaczenia i gęstszy z każdym rokiem wysyp blaszkowych zespołów sprawiają, że trzeba łowić, przeczesywać i odcedzać. Po pierwsze - trudniej skupić się na dokładnym przesłuchiwaniu, mało czasu - dużo płyt. Po drugie - można strzelić gafę i w podsumowaniu 08 napisać o fenomenalnym Devotion, że wystarczy skrócić i będzie fajna EPka. Wy to tylko przeczytaliście, ja-autor muszę z tym żyć.



W takich okolicznościach chwilowy powrót do lat 90. wydaje się być niezłym pomysłem dlatego linkujemy kolejną listę Pitchforka - The Top 200 Tracks of the 1990s. Oczywiście puszenie i modny eclectic taste obecne, ale jak zwykle, mimo wszystko, sporo treści i pozycji do przypomnienia. No a jeśli chcecie cofnąć się jeszcze dalej i wychowywaliście się w miejscach porządnie zeskanowanych przez GoogleMaps (czyli raczej z ziemi włoskiej do Polski niż przejdziem Wisłę, przejdziem Wartę) polecam interaktywny film Chrisa Milka dedykowany świetnemu We Used To Wait z The Suburbs Arcade Fire.

The Wilderness Downtown



PS Aha, zainteresowanych winem zapraszam do zapowiadanej, nowo otwartej piwniczki w dziale MY.

środa, sierpnia 11, 2010

Notatki z przesłuchania (5) - Arcade Fire - The Suburbs



No i mamy nowe Arcade Fire. Od razu widać, że muzycy zrobili wszystko, aby te płytę spieprzyć - poszli w stronę koncept-albumu, teksty nagięli pod samą granicę frazesów (zapomniane przedmieścia, architektoniczny, polityczny i ekologiczny krach, tempo życia, ucieczka w dzieciństwo - takie tam unity z książek do angielskiego), zamiast wyjściową jedenastką zagrali szesnastką i zamiast pójść w modny lo-fi, pozostali przy hi-fi rokoku. To szokujące, ale zamiast katastrofy powstało albumisko.

Ktoś powiedział, że czasowy problem The Suburbs to "za długo na raz, za krótko na dwa". Za płytą przemawia jednak fakt, że jeśli coś wyjąć to całość się chwieje. Zawsze pieję nad kompozycją, przykuwam się do niej i zostawiam w domu otwarty testament, a nowa płyta Kanadyjczyków (no, powiedzmy) to kompozycyjna perełka. Pętla stworzona z numeru tytułowego to być może tani chwyt, ale zostawmy to, hearts and kidneys are tinkertoys! I'm talking about the central nervous system! Że za mało Regine? Może faktycznie, a kolejny sms od telewidza brzmi "We already have to tolerate one Bruce Springsteen, we don't need another, Win!" Po pierwszym przesłuchaniu wyglądało na linię, ale po czelendżu widać, że ta uwaga to jednak out. To nie ta droga, nie nią oni idą. Po ciepłej chacie i śnieżycy Funeral i horrorowej kabale wielkomiejskiej Neon Bible czas na wiejskomiejską muzykę przedmieść.

The Suburbs - wszystko startuje jak z szerokokątnej taśmy filmowej, majestatyczny początek w stylu Last Exit z Antics Interpolu, kurtyna w górę i pierwsze punkty za wartość artystyczną.

Ready to Start - mój pierworodny pupil ; poruszający refren, wagowa klasa My Body Is a Cage, bez tej ekspresji, ale z tym drapnięciem.



Modern Man - nieznośna lekkość kompozycji, naszkicowany utwór, który brzmi jakby się go znało od dawna.

Rococo

Rococo by lazysunbathers

Empty Room - tegoroczne Keep the Car Running, bez budapesztańskiej orkiestry, za to z podniosłym flowem i świetnymi partiami smyczków Palletta.

City With No Children - proste, wyszyte, z dobrą partią gitary prowadzącej rodem ze stadionowych etapów u dwa ; btw: które to miasto i czy drogo za metr kwadratowy?

świetna dwójka - Half Light I > Half Light II - bardziej patetyczna II minimalnie przegrywa z I głównie za sprawą wokalnych partii but they're ... only ... echoes ; jako całość to takie ocean in a shell - portret stylu tego albumu, który czerpie z jednej strony z cyrku i festynu w klimacie On Avery Island NMH i eklektycznej energii chamber popu, z drugiej z kojącej przestrzennej tradycji ich najlepszych piosenek, vide: Neighborhood #1 (Tunnels).

Month of May - czy ja wiem, jedyny kompozycyjny zgrzyt? płyta przeskakuje wprowadzając niepotrzebne zamieszanie, jak coś wycinać to to.

Wasted Hours - solidnie, bez przełączania.

Deep Blue - Kasparov, Deep Blue, 1996, czyli liryczny powrót małej apokalipsy Neon Bible oraz przypomnienie, że it's demanding to defeat those evil machines ; piękne partie pianina, kandydat do częstego repeata.

We Used to Wait - aż dziwne, że to nie pierwszy singiel. Bardzo przebojowy numer podbity grubo tnącą sekcją rytmiczną. W warstwie tekstowej o listach i czasach, w których "no czasem napiszę, żeby nie zapomnieć."

i kolejny duet, Sprawl - I gęsta, II najlżejsza, najbardziej taneczna, ze zmysłowym brokatowym refrenem i nieco banalnym tekstem o tym, że już 10 lat, 10 plus 1.

Suburban War - patrz: Wasted Hours.

The Suburs (continued) - i pozytywkowe wyjście zamykające całość.



Czy to wszystko jak zamierzona mieszanka Neila Younga z Depeche Mode? Niekoniecznie. Jeżeli już, to tę myśl należałoby rozszerzyć, tak jak zrobił to recenzent The Guardian:

There's something charming about the way an album about growing up in the suburban 80s gradually starts to resemble a chart rundown from 1983: the taut, post-new wave rock track, the mournful social-realist ballad, the glittering synth-pop masterpiece.

Czyli debiuty socjalizujących The Smiths, młócącej Metallici, podniosłego Marillion, piosenkowego R.E.M. oraz tańczącej pod szczęśliwą gwiazdą Madonny i tańczących z bagażem New Order. Nie jest to też ich OK Computer ani Automatic for the People. Arcade Fire grają ewolucyjnie, bez rewolucyjnego podwajania widowni albo dramatycznych wachnięć stylu i jakości. Faktycznie zespół rozszerza nieco gatunkowe spektrum (najwidoczniej w opisanym Sprawl II), ale utrzymuje wszystko w ryzach swojego rozmachanego, podmiejskiego, pulsującego, ozdobnego rocka tworząc barokowy album kostiumowy, wciągający i bogaty. Często ulegając propozycji Let's take a drive through the sprawl, bardzo polecam.



PS Słyszeliście nowe No Age? A Sunrise z nowej płyty Campbell i Lanegana?

środa, sierpnia 04, 2010

Wideo dnia #126



Noo, widełko 126! Kozanów-Krzyki - trasy walkmanowe i discmanowe! I w związku z nimi całkiem przypadkowy zbieg okoliczności - powrót do With the Lights Out Nirvany i IV Led Zeppelin, bo jak to niezwykle zgrabnie ujął Chris Dahlen na widelcu:

Some people call "When the Levee Breaks" the album's true epic, because it sounds like the blues while "Stairway to Heaven" sounds like druids. But that was the fucking point . Zeppelin understood that you spend your days under the weight of shit, so they show you the way out with a moronized stewpot of myth, Tolkien and California daydreaming, a place where you can pray for greatness from battles you'll never fight. Zeppelin spanned it all, because they knew sometimes you wield the Hammer of the Gods and sometimes you just get the shaft.

Zaleciało rockiem właśnie teraz? No to w nogi, w inny repeat=tuar ostatnich dni, czyli Six by Seven i ich trzy pierwsze płyty, z którymi zawsze jest tak samo - kiedy już zacznę słuchać to zimny Lech, nie ma ucieczki. Kapitalny debiut Things We Make, obiektywne szczyty szczytów, czyli "ta z Another Love Song" - The Closer You Get i personal fav - The Way I Feel Today - jedna z najważniejszych płyt w życiu piszącego.

+ wspomnienia sztokholmskiego koncertu (26.03.09) Fever Ray (duchy, wisielce, opętane księżniczki), naprawdę dobre nowe Arcade Fire , a na razie sedno notki, czyli OFFowe zapowiedzi w trybie przyspieszonym - zespoły, których nie graliśmy, albo które graliśmy rzadko. Na początek Damon & Naomi, czyli 2/3 Galaxie 500. Ułóżcie sobie proporcje.



niedziela, grudnia 16, 2007

PODSUMOWANIE 2007 - miejsca 5-1






5. 51 Editors – An End Has A Start (yoko: 5, slejw: 6)

yoko: Franz Ferdinand nie wydali w tym roku nowej płyty, więc to chyba do piosenek Editors tańczą w tym roku indie-dziewczęta. Świetnie, dynamiczne Bones czy Racing Rats doskonale nadają się pod lewą nóżkę, a szczególnie w wersji live, bo Editors to koncertowi wymiatacze. Wysokie miejsce w podsumowaniu właśnie za koncert, wzruszający zamykacz Well Worn Hand, no i za fantastyczną sekcję rytmiczną (perkusista umie!).

slejw: Że co?! Editors tak wysoko?! Eeee... Taaak, wyobraźnia pracuje i już widzę takie reakcje, od razu więc tłumaczę. Hasło "Don't believe the hype!" jest tak samo ważne jak "Don't believe the anti-hype!". Dlatego jeśli uwierzycie w to, że zespół A jest kalką zespołu B, który z kolei jest kalką zespołu C i przez to nie należy mu poświęcać uwagi, OK. Ale nie poznacie wtedy m.in. tej wzruszającej płyty. Wszystko zaczyna się podniosłym aranżacyjnym kremem sułtańskim, ale tak naprawdę jest to płyta prosta, taneczna. Jest kilka numerów, które zabrzmią dobrze na indie-potańcówkach (m.in. utwór tytułowy czy mocarne momentami Escape The Nest), ale taniec przy An End Has a Start jest raczej klasycznym, eleganckim tańcem zjaw przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Dystyngowanym balem częściej niż migającą dyskoteką. Najprostsze zabiegi poruszają, najprostsze kompozycje pobudzają i największe nawet błędy można wybaczyć tylko wtedy, kiedy obcujemy z czymś szczerym i prawdziwym. W tym przypadku nie mam co do autentyczności albumu najmniejszych wątpliwości. Aha, jeśli tego byłoby mało na An End Has a Start znajduje się jeden z najbardziej poruszających utworów jakie znam, czyli Well Worn Hand, o którym już na LTB pisaliśmy.

recenzja koncertu Editors w Madrycie




4. 52 The Arcade Fire - Neon Bible (yoko: 6, slejw: 4)

yoko: Po zachwycającym, magicznym Funeral nikt się chyba nie spodziewał, że zespół z Montrealu na drugiej płycie zafunduje nam barokowe aranże na organy i orkiestrę symfoniczną. Gdy pierwszy szok minie i zdołamy się przyzwyczaić okazuje się, że Neon Bible to jedna z najpiękniejszych płyt ever. Moje koncertowe marzenie nr 1, no, ex aequo z RH :-)

slejw: Ten zespół to jedno z największych muzycznych objawień XXI wieku. Funeral to jedna z najważniejszych i najlepszych płyt kilku, a może i kilkunastu ostatnich lat. Nagrywać pod taką presją to wyzwanie, a nagrać w takich warunkach świetny album to już prawdziwa sztuka. Neon Bible zachwyca bogactwem (m.in. gościnny udział orkiestry z Budapesztu) i dopieszczeniem kompozycji, które podporządkowane jednej koncepcji (zamaszystej, baśniowej, monumentalnej) układają się w zamkniętą całość. Rankingi to, jak mówiliśmy, "just a state of mind" i prawdę mówiąc w określonych warunkach Neon Bible mogłoby z powodzeniem znaleźć się na podium tego zestawienia. Z takimi utworami jak genialne My Body Is a Cage, odświeżone No Cars Go czy chociażby otwieracz - Black Mirror, mało jest dla tego albumu rzeczy niemożliwych.




3. 57 Radiohead – In Rainbows (yoko: 2, slejw: 3)

yoko: Pewnie zawiedli się ci którzy oczekiwali kolejnej rewolucyjno-przełomowej płyty, a zastali kontynuację Kid A, Amnesiaca i Hail to the Thief. Mimo wszystko RH nadal są o pół okrążenia przed resztą zawodników i jeszcze trochę będą musieli poczekać na godnych siebie rywali. A 12.06.2008 grają w Barcelonie, więc może wreszcie...

slejw: Coś chyba pisałem o presji, prawda? No właśnie. Muzycy Radiohead musieli do niej przywyknąć, trudno być geniuszem we własnym... świecie? Na Pablo Honey był ultraprzebojowy Creep, The Bends było już kompletnym rockowym dziełem, OK Computer to ścisła czołówka płyt wszechczasów, Kid A przełom i to przełom faktyczny, odczuwalny, Amnesiac - wyżyny elektroniczno-rockowo-popowego geniuszu, Hail To The Thief - płyta wymagająca, ale oddająca wszystko co w nią "zainwestujemy", no a In Rainbows? "Recenzję" już niby publikowaliśmy, ale o wielkich płytach można powiedzieć TAK dużo. Tylko czy naprawdę trzeba? Ten album broni się sam - niezwykle wysoką jakością piosenek, tęczowością uczuć, które wzbudza, brakiem silenia się na cokolwiek. Poza tym spotkanie z In Rainbows było jak spotkanie z przyjacielem po latach: Jak dobrze znów ich słyszeć.




2. 58 Animal Collective – Strawberry Jam (yoko: 3, slejw: 1)

yoko: ChaosChaosChaosChaosChaosChaosChaosChaosChaosChaosChaos
ChaosChaosChaosChaosChaosChaosChaosChaosChaosChaosChaos
ChaosChaosChaosChaosChaosChaosChaosChaosChaosChaosChaos
ChaosChaosChaosChaosChaosChaosChaosChaosChaosChaosChaos

Oni są z innej planety.

slejw: WWWWWWOOOOOOOOWWWWWWWWW!!! To jest dopiero muzyczna miazga i najmilsza niespodzianka tego roku (oglądając ich na Malcie nie spodziewałem się, że nagrają COŚ TAKIEGO). To jedna z najlepszych płyt jakie słyszałem - For Reverend Green wywala słuchacza na takie wysokości, na których ten rzadko kiedy bywa. Fireworks to jedna z najpiękniejszych piosenek jakie znam. Peacebone masakruje tym "In-side" tak, że nie można o tej płycie mówić. Tak, to Ta-Płyta-O-Której-Nie-Można-Mówić to natomiast MÓWI o niej wiele. I jeszcze tylko pytanie do Was, panowie z zespołu, odwiedzaliście może kiedyś planetę Ziemia?




1. 59 Interpol – Our Love To Admire (yoko: 1, slejw: 2)

yoko: Pioneer to the Falls - No I in Threesome - The Scale - The Heinrich Maneuver - Mammoth - Pace Is the Trick - All Fired Up - Rest My Chemistry - Who Do You Think? - Wrecking Ball - The Lighthouse

Wystarczy posłuchać.

slejw: Wiecie jak chciałbym zacząć? "Że co?! Interpol tak wysoko?! Eeee... Taaak, wyobraźnia pracuje i już widzę takie reakcje, od razu więc tłumaczę." Sytuacja bowiem bardzo podobna do tej związanej z Editors pojawia się w mojej głowie. Pomijając fakt, że porównywanie Editors do Interpol i odwrotnie jest już tak nudne jak gramatyka język staro-cerkiewno-słowiańskiego. Ale OK, nie przejmujmy się tym co mówią, mówmy. Our Love To Admire nie jest najlepszą płytą Interpolu. Jest nią, jak mi się wydaję, debiut - Turn On The Bright Lights. Niezwykle cieszy natomiast to, że płyta nr 3 z TOTBL ścigać się wcale nie zamierza. To album kompletnie inny. Gotowy na eksperymenty (prześliczne The Lighthouse), nawiązujący do dokonań Antics (jeden z singli roku - The Heinrich Maneuver czy łopoczący Mammoth), wzruszający (Pace Is The Trick, masakrujące Rest My Chemistry, Who Do You Think czy jedna z ich najbardziej wzruszających piosenek - Wrecking Ball) w końcu - stworzony do grania na żywo (rozpoczynanie koncertów Pioneer To The Falls z pięknym, śpiewanym przez publiczność, tekstem jest bardzo dobrym pomysłem). Wrzućcie tabletkę z napisem OLTA w morze zgromadzonych w klubie ludzi a zasmakujecie jednego z najlepszych muzycznych koktajli jakie istnieją. A teraz brawa dla płyty roku wg Louder Than Bombs. Dzięki i do zobaczenia w rankingu 2008.


recenzja koncertu Interpol w Madrycie




EDIT: Pssst! Stali czytelnicy już wiedzą, niestałym obwieszczamy. To podsumowanie wygrał tak naprawdę Panda Bear. Zajął miejsce zerowe, to nad pierwszym i wszystkimi innymi. Dowody tu i tu.




EPki, składanki, płyty live, o których aktualnie pamiętamy:


Black Kids – The Wizards...
Daft Punk – Alive 2007
Drivealone – The Letitout EP
Hey – Unplugged
Junior Boys – Dead Horse EP
Offensywa 2
orchid - takk_soundsampler
Sigur Rós – Hvarf/Heim
Yeah Yeah Yeahs – Is Is

Rankingi osobiste:

YOKO:

30. Burial – Untrue
29. Beirut – The Flying Club Cup
28. Klaxons - Myths Of The Near Future
27. Art Brut – It's A Bit Complicated
26. Piano Magic - Part Monster
25. PJ Harvey – White Chalk
24. CocoRosie - The Adventures of Ghostborne and Stillborn
23. Wilco - Sky Blue Sky
22. Róisín Murphy – Overpowered
21. Nosowska – UniSexBlues

20. Yoko Ono – Yes I'm a Witch
19. Caribou - Andorra
18. The Aliens – Astronomy For Dogs
17. Muchy - Terroromans
16. LCD Soundsystem - Sound Of Silver
15. Super Furry Animals Hey Venus!
14. Bloc Party - A Weekend In The City
13. Modest Mouse - We Were Dead Before The Ship Even Sank
12. Blonde Redhead - 23
11. Maximo Park - Our Earthly Pleasures

10. The National - Boxer
09. The New Pornographers - Challengers
08. Devendra Banhart - Smokey Rolls Down Thunder Canyon
07. Spoon - Ga Ga Ga Ga Ga
06. The Arcade Fire - Neon Bible
05. Editors – An End Has a Start
04. Arctic Monkeys Favourite Worst Nightmare
03. Animal Collective – Strawberry Jam
02. Radiohead – In Rainbows
01. Interpol - Our Love To Admire

SLEJW:

30. Beirut – The Flying Club Cup
29. The Good, The Bad & The Queen - The Good, The Bad & The Queen
28. Art Brut – It's A Bit Complicated
27. Super Furry Animals Hey Venus!
26. Caribou - Andorra
25. Burial - Untrue
24. Black Rebel Motorcycle Club - Baby 81
23. The Field – From Here We Go Sublime
22. CocoRosie - The Adventures of Ghostborne and Stillborn
21. Jens Lekman - Night Falls Over Kortedala

20. Klaxons - Myths Of The Near Future
19. Piano Magic - Part Monster
18. Nosowska - UniSexBlues
17. Muchy - Terroromans
16. Bloc Party - A Weekend In The City
15. The National - Boxer
14. Arctic Monkeys - Favourite Worst Nightmare
13. LCD Soundsystem - Sound Of Silver
12. Wilco - Sky Blue Sky
11. Devendra Banhart - Smokey Rolls Down Thunder Canyon

10. Spoon - Ga Ga Ga Ga Ga
09. Modest Mouse - We Were Dead Before The Ship Even Sank
08. Maximo Park - Our Earthly Pleasures
07. Blonde Redhead - 23
06. Editors - An End Has A Start
05. The New Pornographers - Challengers
04. The Arcade Fire - Neon Bible
03. Radiohead - In Rainbows
02. Interpol - Our Love To Admire
01. Animal Collective - Strawberry Jam




Dziękujemy Wam bardzo za uwagę i już teraz zapraszamy na zapowiadany cykl Musztarda po obiedzie. Znajdą się w nim opisy płyt, których tu zabrakło a nie powinno + tych, które otarły się o pierwszą trzydziestkę. Będą to m.in. nowy Patrick Wolf, Lust Lust Lust grupy The Raveonettes, nowa płyta Sea and The Cake i wiele innych. Będą także wyznania osobiste, w których np. Slejw przeprosi za brak Overpowered w swoim głównym zestawieniu.

Poza tym - już dziś wieczorem relacja z koncertu tres b/Muchy/HEY a najprawdopodobniej na dniach tekst Yoko o występie Róisín Murphy w Madrycie.

Do przeczytania!