Dziś krótko, bo jakdojade.pl wyraźnie wskazuje 16:25 jako początek podróży. Nie mogłem się jednak powstrzymać, bo jeśli *to* nie jest wideo dnia, to co nim jest? Devendra, Beck i Caetano razem:
A już niedługo zapraszamy na obszerne podsumowanie 2010 oraz specjalne posty poświęcone naszym ulubionym Talking Heads. So, when I say "bye" we gotta go.
OK, bye!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą caetano veloso. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą caetano veloso. Pokaż wszystkie posty
wtorek, stycznia 04, 2011
środa, grudnia 29, 2010
AV - miejskie playlisty - Lizbona

Lizbona zasługuje na miano *czegoś* południa, tak jak Amsterdam zasługuje na miano *Wenecji północy*. To miasto górzyste, chłostające oceanicznym wiatrem, kameralne, tajemnicze, przygodowe, ale nierozbuchane. Lizbona to miasto Fernanda Pessoi i nie chodzi tu o breloki i kubeczki ze strefy wolnocłowej. Wyświechtane saudade coś jednak portugalskiego definiuje, a saudade w wykonaniu Pessoi to szczyty estetyki, kultury i ducha. Pomimo prób upupiania jego dorobku świadomemu czytelnikowi aż chce się nosić bluzę z cieniami jego heteronimów i szczerzyć zęby, gdy okazuje się, że w "Nowych kronikach wina" artystę cytuje Bieńczyk. Jasne, można z przekąsem cytować za Kunderą "Kafka was born in Prague" i dodawać "Pessoa was born in Lisbon", ale lektura "Księgi niepokoju" nakłada niezwykłą warstwę na obcowanie z tym miastem. I tak jak najbardziej dającą się pokochać metropolią jest Madryt, najbardziej soczystą Barcelona, itd. itd. itd., tak Lizbona (może ex aequo z Walencją) jest miastem najbardziej przytulnym. Dla poszczególnych osobowości Pessoi pewne jej fragmenty stanowią absolutnie stały ląd, punkt zaczepienia i latarnię morską. Dla samego autora były to być może ogrody Estrela mieszczące się tuż przy domu, w którym zamieszkał. Dla Bernarda Soaresa jest to Rua dos Douradores. Dla innych i dla nas: wszystkie pozostałe kolejki, ujścia Tagu, punkty widokowe, genialne wina wszystkich regionów, elevadory, babeczki śmietankowe i babeczki piwne, żółte tramwaje, które dziś mają fantastyczne muzeum, Belemy, Baixe, Chiada, Alfamy i wszystkie części biało-granatowego kalejdoskopu. Lizbona pombalowska, czyli potrzęsienna, ale nie współczesna (tj. stara i modernistyczna, nie peryferyjna - stadionowa czy blokowa) jest dla przyjezdnego hotelem z początku "Roku śmierci Ricarda Reisa" Saramago - częścią stałą i wieczną - suchą, oświetlaną ciepłym światłem wyspą na morzu mgły i wilgoci. Bardzo w stylu kojących harmonii na pierwszej płycie Noah Lennoxa i bardzo w stylu radości z lektury miejskiego przewodnika autorstwa Pessoi, który prowadzi nas po Lizbonie gdy już "opuścimy statek".
1) PANDA BEAR - Bros (albo jeszcze lepiej w wersji Bros live at ZDB, Lisbon)
Smakuję - nawet pośród codziennych zajęć - to przeczucie bezczynności, które niesie ze sobą sama ciemność, bo ciemność to noc - a noc to sen, dom, wyzwolenie.
+ z okazji zakupów w sklepie niezwykle miłej Fernandy Pereiry:
PANDA BEAR - You Can Count On Me
2) ANIMAL COLLECTIVE - College
Szlachetna jest nieśmiałość, chwalebna jest nieumiejętność działania, wspaniała jest niezdolność do życia.
3) DESTROYER - Watercolors Into the Ocean (na cześć portugalskich przylądków)
Otoczenie jest duszą rzeczy.
4) DAVID BYRNE - What a Day That Was
Dwa, trzy dni przypominające początek miłości.
Zakończył się ten dzień, to, co z niego pozostało, unosi się w oddali ponad morzem i umyka, zaledwie kilka godzin wcześniej płynął Ricardo Reis przez te wody.
+ płytowe połowy:
TALKING HEADS - The Lady Don't Mind
TOM TOM CLUB - Under the Boardwalk
+ re-odkryty przez Byrne'a TOM ZE - eksperymentujący tropikalista (bardziej tropikalnie kilka numerów niżej),
+ w związku z występem Toma Waitsa i Davida Byrne'a w Until the End of the World Wendersa (w którym to filmie kino Eden na placu Restauradores gra rosyjski hotel!) - coś MADREDEUS z jego Lisbon Story albo jakieś zabłocone, wampiryczne klimaty z Black Rider Waitsa w nawiązaniu do zamku w Sintrze. You choose.
5) LUIS COSTA - Verdes Anos
Poranny czas miasta.
Luisa poznaliśmy po przesłuchaniu zakupionej podczas naszej pierwszej wizyty w Lizbonie płyty Novos Talentos FNAC 2008. Zagrał najlepiej z debiutantów, a do tego okazał się człowiekem bardzo sympatycznym i artystą bardzo płodnym. Graliśmy go w radiu LTB (jechał z nami tramwajem 28) i gramy go cały czas, wspominaliśmy o nowych świetnych EPkach oraz o zespole You Can't Win Charlie Brown, wspomnimy raz jeszcze podczas podsumowania 2010. Po dłuższym zastanowieniu wybrałem Verdes Anos, ale dla zainteresowanych dodatkowo:
- całe najlepsze w dyskografii Short Fleeting Moods,
- nowe Layered, np. Wide:
Luís Costa - Wide by cakesandtapes
- coś z dostępnych na majspejsie płyt wcześniejszych.
6) + ze świeżych "nowych talentów FNAC" - COCHAISE - Porquê
myspace
7) CAETANO VELOSO - Clarice
Pisaliśmy już o Veloso przy okazji tropikalnego widea i przewodnika po Guinchu, ale o Kajetanie i jego debiucie nigdy za wiele i na pewno będziemy się jeszcze nad nim rozpływać. Ta płyta jest jednocześnie burżujskim balem i uliczną popijawą, filmem noir i kolorową wizją spod znaku magical mystery. Genialna kompozycyjnie i rewelacyjna klimatycznie, z timingiem godnym mistrza, bezbłędną kompozycją i kapitalnym wyczuciem. Beatlesowska i brazylijska (śpiewana tym jeszcze dziwniejszym portugalskim) do granic - naraz!
+ Estranha Forma De Vida z Fados Saury:
A ze znakomitej składanki wytwórni Soul Jazz Records jeszcze:
8) GAL COSTA - Tuareg
Do pokoju wciska się świeże powietrze, wilgotne od wiatru, który przemknął nad rzeką, rozbija stęchłą atmosferę jakby brudnych ubrań w zapomnianej szufladzie.
9) THE SMITHS - Some Girls Are Bigger Than Others
zamiast techno z paskami z głośników samochodu w środku nocnego Chiado (podróż nr 2)
+ z zasłyszanych i słuchanych: THE FUTUREHEADS przypadkowo zapętleni podczas nocnej podróży madryckim autokarem (podróż nr 1).
10) MANSUN - Six
I przestaję pisać, ponieważ przestaję pisać.
cytaty pochodzą z "Księgi niepokoju" Fernanda Pessoi oraz "Roku śmierci Ricarda Reisa" Jose Saramago.
niedziela, listopada 21, 2010
Wideo dnia #152

Dzisiejszy bezobrazowy klip dnia na: pogodę pod psem, wypełnienie ciszy wyborczej, jako dodatek do przewodnika po Guinchu i zapowiedź lizbońskiej playlisty miejskiej, w której również będzie tropikalnie.
Odsłuchy Strawberry Fields Forever jako jeden z kamieni węgielnych całego ruchu, eksperymentalne odjazdy i gry słowne "odkrytego" przez Davida Byrne'a Toma Zé, harmonie i kompozycyjna lekkość Os Mutantes, przebojowość Jorge Bena, seksowne i zwiewne wykony Gal Costy - wszystko to wspaniałe Beatlesowskie ślady tropikalizmu, ale jednym z najbardziej ruszających momentów jest chyba odśpiewany przez Caetano Veloso fragment Revolverowskiego For No One. Jako intro do Superbacany, na koncercie zagranym z Gilberto Gilem i utrwalonym na płycie Barra 69 z koszmarną jakością dźwięku. "Ostatnim" tropikalnym koncercie, który tych dwóch artystów grało za pozwoleniem wojskowych władz, by zarobić na "dobrowolne" opuszczenie kraju.
The day breaks / your mind aches
Caetano Veloso & Gilberto Gil - Superbacana (live, Barra 69) by lazysunbathers
PS You can't change the world But you can change the facts. Itd. Głosujcie!
piątek, września 17, 2010
El Guincho - przewodnik (notatki z przesłuchania [7] Pop Negro - część 2.)

EL GUINCHO - PRZEWODNIK | CZĘŚĆ 1. | CZĘŚĆ 2. | Alegranza - SUPLEMENT
TROPICALISMO (cd.) i EXOTICA
Faktem jest, że Pop Negro to płyta mniej egzotyczna niż Alegranza i że bliżej na niej Guinchowi do hiszpańskiego radia czy space age popu (→ WIDEO NR 16 - Marty Gold and His Orchestra - Dance, Ballerina, Dance) niż do szemrzącej brazylijskiej portugalszczyzny Tropicalistów, ale patrząc przekrojowo na twórczość Hiszpana i dokonania Veloso, Gila i innych (ogólny obraz daje m.in. składanka Tropicália ou Panis et Circencis) trudno nie doszukać się wielu podobieństw. Spalona jak Lily na T4 stylistyka, plażowy luz, wielki odważnik rytmu, zabawy wokalem, czerpanie z kulturowej multiwitaminy - wymieniać można długo. Tropicalismo to jednak w miarę konkretny styl, a płytę z papugą charakteryzuje spora kalejdoskopiczność brzmienia, dlatego przy koniecznej we wszystkich recenzjach inspiracyjnej litanii często pojawia się nazwa exotica (When I started producing, I was obsessed with exotica records) - nostalgiczny nurt orientalno-oceaniczny pod patronatem i batutą Lesa Baxtera
→ WIDEO NR 17 - Les Baxter - Jungle Flower
gdzie kształt większości instrumentów (oprócz wszechobecnych smyków rzecz jasna) podpada pod explicit content. Bardzo exotyczne jest np. Guinchowskie Cuando maravilla fui.
Wracając natomiast do Tropicalismo i postaci genialnego Veloso warto przytoczyć jeden z wywiadów, w którym zapytany o swoich pięć ulubionych płyt Díaz-Reixa wylicza:
These 5 by Caetano Veloso: 1968 (Tropicália), Araça Azul, Muito, Qualquier Coisa (Side A) and Cinema Trascendental..
No to gramy jeszcze raz, tym razem z fantastycznej płyty Caetano Veloso (Tropicália) z 1968 roku → WIDEO NR 18 - Cateano Veloso - Clarice:
[Zobacz też: dokument BBC o ruchu Tropicalismo]
SAMPLE, DEBIUT, J DILLA
Pozostajemy w sferze inspiracji. Wspominaliśmy już o pewnych podobieństwach do Since I Left You The Avalanches - płyty definiującej plażową żonglerkę samplami i zabójczymi melodiami, porównania do Pandy i Animal Collective (które brzmiały najprawdziwiej na etapie Folías - pierwszego, wyprzedanego albumu Guincha*, który → WIDEO NR 19 - rules) szły na żółtym pasku w TVNie. Sam Guincho wskazuje jednak na inną definiującą początki jego stylu inspirację:
I'm flattered when all these journalists compare me to Animal Collective or Cornelius or other great bands, but that's not me, I wouldn't have done anything if it weren't for J Dilla. I heard Donuts, wow! That was when I decided to get a sampler and it all started. I couldn't pay for an MPC, it was way too expensive! I asked for something cheap and they sold me a Roland SP-404.
→ WIDEO NR 20 - J Dilla - Last Donut of the Night:
Na Pop Negro sample poszły jednak w odstawkę, dlatego więcej o nich w Alegranzowym suplemencie do przewodnika (zapraszamy niedługo).
* opis ze strony wytwórni: Imagine the Cookie Monster all full on crack in a dark and wet basement aiming El Guincho with an AK-47 and screaming at him“play something beautiful for me baby, c’mon flaco this is my weird war!” Thirteen songs about bizarre birthday parties, intergalactical karts and sharks on the swimmingpool. If Caetano Veloso had known what is a Sp-404 in 1968 another rooster would sing. Word!
ODNOGI i KOLONIE
Z lewej strony muzycznych równań przenosimy się (po raz kolejny, patrz: cz. 1) w rejony po znaku równości. Oprócz The Avalanches (a jeśli Avalanches to czemu by nie Girl Talk? → WIDEO NR 21 - Girl Talk - Play Your Part, pt. 1) mamy tu sporo słuchania podzielonego na dwie grupy:
ZESPOŁY, KTÓRYCH CZŁONKIEM JEST/BYŁ EL GUINCHO i (uwaga) ZESPOŁY, W KTÓRYCH NIE WYSTĘPUJE EL GUINCHO. Na razie zapraszamy grupę pierwszą:
Coconot:
znajoma twarz i debiut pt. Novo tropicalismo errado → WIDEO NR 22:
Giulia Y Los Tellarini:

Guincha przygoda z perkusją i soundtrack do Vicky Cristina Barcelona:
→ WIDEO NR 23 - Giulia Y Los Tellarini - La Ley Del Retiro
+ Albaialeix = Guincha przygoda z perkusją [2].
POZOSTAŁE GRUPY:
Na początek bardzo przez Guincha lubiani Barcelończycy (dołączający tym samym do Thelematicos, o których pisaliśmy w pierwszej części przewodnika) Extraperlo (→ WIDEO NR 24 - Extraperlo - Bañadores)
Actually, I should say my favorite new band is Extraperlo. They're from Barcelona, too, and great friends of mine. They write clever pop songs that you can dance to with all these jumpy percussion sounds like in my favorite Tom Tom Club tunes, and the way they sing the melodies like if they were not interested at all. I think they're great...
Dalej - Delorean - autorzy bardzo dobrej EPki Ayrton Senna i jeszcze lepszej płyty Subiza, o których na LTB pisaliśmy bardzo często (tag: delorean).
→ WIDEO NR 25 - Delorean - live, Primavera Sound 2010
Dalej - i to dalej w rozumieniu odległości stylistycznej - Devendra Banhart - który swoją odmianę New Weird Americi oparł głównie na kontynencie południowym. Banhart to największy chyba propagator tropikalnych rytmów na alternatywnej scenie, bosy JezusMax, którego na LTB pamiętamy m.in. z Americany na Malcie oraz koncertu w Madrycie.
→ WIDEO NR 26 - Devendra Banhart - Carmensita:
BERLIN

Muzycznie Berlin i Niemcy kojarzą się chociażby z kraut-rockiem, pociągami i autostradami Kraftwerk, mur-trylogią Bowiego, idealnym eskperymentalnym kwachem Can, zimnym błyszczącym dichem, owłosionym NRDowskim punkiem - słowem ze wszystkim oprócz tropikalnej biby. Berlin jednak ma swoje miejsce na mapie Pop Negro - Guincho przez trzy miesiące nagrywał w znanym studio Planet Roc (zdjęcie powyżej). Mówiliśmy już o hiszpańskim temperamencie i niemieckiej precyzji, tak?
A na koniec - DISCOTECA OCEANO
czyli wytwórnia założona "pod Alegranzę" (dumnie oznaczoną numerem DO001), która oryginalnie nie została wydana przez Young Turks, ale przez Discotecę właśnie (ze znaczkiem tego labelu Alegranza pozuje z mą ręką powyżej). Podobno gdy Félix Ruiz usłyszał materiał nagrany przez Guincha nie miał wątpliwości - ktoś musi wydać to W TEJ CHWILI. Dzisiaj Discoteca Oceano (MYSPACE) to m.in.:
- opisywani Thelematicos,
- Joe Crepúsculo (Ruiz jest jego managerem),

- Linda Mirada - → WIDEO NR 27 - Linda Mirada - Solo,
- Maluca,
- Los Massieras
i honorowy ambasador - Pablo Díaz-Reixa - El Guincho.
środa, września 15, 2010
Wideo dnia #139

Jeśli chciałbym być szczery, musiałbym wideem dnia uczynić jakąkolwiek scenę z Monicą Vitti, przepisać wszystkie śmieszne erotyczne kawałki Bolaño i podłożyć pod to repeatowanego do znudzenia Veloso, ale ni chuja ja ja ja, będzie o planach na na na nach. Otóż tak - szykują się:
- przesłuchania, bo po sporym "take a leak", czyli "ściągnij płytę przed premierą" na playliście odsłuch znalazły się:
0) aktualne obsesje - ten Panda z Primavery, który - jak już wspominałem, jednak o dziwo - jako bootleg brzmi znakomicie, + The Changes, DJ Shadow i znów Bowie (Hunky Dory), a z nowości:
1) The Corin Tucker Band - 1,000 Years (40 minut)
Corin Tucker, która wygląda trochę jak żona potato heada, Corin ze Sleater-Kinney, za którymi tak tęsknię.
2) solowa Laetitia Sadier (też krótka, 34 minuty, przesłuchuje się),
3) Memoryhouse (też krótkie, 35 minut),
4) Maximum Baloon (s/t, też krótkie, 38 minut),
5) Marnie Stern, która ostatnio poszła w kisiel z Best Coast [walki dziewcząt!] (również s/t i krótka, 34 minuty),
No i widzisz, Newsom? Można rach ciach pograć?

- dalej - po weekendzie druga część przewodnika po Guinchu, a w niej stacje-atrakcje zapowiadane w części pierwszej,
- esej - o tym, że ostatnio nawet Pitchfork bawi się w srogie oceny (niedorzeczne teksty o nowym Blonde Redhead - btw: notatki z przesłuchania również niedługo - i debiucie Everything Everything - notatki tu) - not!,
- poszerzanie się nowych działów (trwa).
Nie będzie za to o nowym Grindermanie, który wcale nie jest taki fajny. No, to do przeczytania niedługo!
Subskrybuj:
Posty (Atom)