Pokazywanie postów oznaczonych etykietą javiera mena. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą javiera mena. Pokaż wszystkie posty

środa, stycznia 30, 2013

Single roku 2012 / The best of 2012 - singles ( + teledysk roku / + video of the year)



Najlepszy teledysk roku / The best video of the year:

Javiera Mena - Luz de Piedra de Luna
Twórca: Canada - www.lawebdecanada.com







SINGLE:


Polecamy / recommended:

AlunaGeorge - Your Drums, Your Love
Andrea Balency Trio - Lover
Carly Rae Jepsen - Call Me Maybe
Cat Power - Ruin
Chromatics - Kill for Love
David Byrne & St. Vincent - Weekend in the Dust
Dum Dum Girls - Mine Tonight
Fiona Sit - 9:55 PM
Grimes - Oblivion
iamamiwhoami - Goods
Las Amigas de Nadie - Tronador
Olga - Nuestros colores (con Javiera Mena)
Paul Banks - The Base
Purity Ring - Belispeak
Santigold - Disparate Youth
Solange - Losing You
Tame Impala - Feels Like We Only Go Backwards
Tony Gallardo II - Tormento
Violeta Castillo - Afilados

... i wiele innych / ... and many others

Bardzo polecamy / Highly recommended:

Hey Chica! - Lo Que Nadie Ve
Holy Esque - Rose
Icona Pop - I Love It
Japandroids - Younger Us (poza top 5, bo ponownie, patrz: piosenki roku 2010)
Los Punsetes - Alférez Provisional
Nite Jewel - One Second of Love
quierostar & Mamacita - Destrucción total
Susanne Sundfør - White Foxes
Sofía Oportot - Señal
The XX - Our Song



TOP 20

20. La Bien Querida - Arenas Movedizas
19. Aldo Benítez - Efecto (con Javiera Mena)
18. Las Ligas Menores - Accidente
17. The Raveonettes - She Owns the Streets
16. Twin Shadow - Five Seconds
15. Grizzly Bear - Yet Again
14. The Tallest Man On Earth - There’s No Leaving Now
13. yiLet - Mi Verano de Invierno
12. Chairlift - Amanaemonesia
11. El mató a un policía motorizado - Mujeres bellas y fuertes

10. Jessie Ware - Running

posłuchaj

9. Kindness - Cyan

posłuchaj

8. Protistas - Granada

posłuchaj

7. Granit - Aresta

posłuchaj

6. John Talabot - Destiny (feat. Pional)

posłuchaj

5. El Perro del Mar - Walk On By


 
4. Bat For Lashes - Laura



3. Capullo - La Nueva Configuración



2. Linda Mirada - Secundario




1. Pegasvs - La Melodía del Afilador





sobota, czerwca 04, 2011

Primavera Sound 2011 (IV) - dzień 3. (piątek)


PS11 | środa | czwartek | piątek | sobota | niedziela |

JAVIERA MENA – (Placa de la Catedral, Red Bull Bus Tour)


Mmm, mad world. Jeśli nie zostaniesz pogłaskana przez Pitchfork albo przeciwnie – olana przez widelca, za to broniona przez portale z niezależnością wypisaną na sztandarach – masz pecha. Nagrałaś najlepszą popową płytę ubiegłego roku, a twój debiut to jeden z najpiękniejszych albumów dekady? Mmm, OK, podejdź proszę do okienka nr 74, tam będzie napisane Club Fonograma i tam cię pochwalą. Potem po pieczątkę uwielbienia do okienka nr 3084943 (szyld Louder Than Bombs) i z tym wszystkim wróć do siebie – grać, rejestrować i czekać na dobry moment. To jedna strona medalu.

Druga: mmm, Mena na wyciągnięcie ręki! 200 metrów od domu, na placu katedralnym jednego z najfajniejszych miast na świecie, z publicznością mniejszą niż ta, którą cieszy się nadjeżdżający pociąg metra na którejkolwiek z centralnych barcelońskich stacji. Dobrze i niedobrze, ale nieważne, przed nami sam medal, złoty medal piątku,

bo przecież: mmm, ta muzyka! Gdybyśmy dziś konstruowali nasze płytowe podsumowanie 2010 roku, „Mena” znalazłaby się z pewnością o wiele wyżej niż na (i tak przecież wysokim) dziesiątym miejscu. Youtube’owy research i mityczne mignięcie podczas Primavery 2010 (mały set z keyboardem) poskutkowały pogłębieniem się popłytowego crushu i bolesnym odczuwaniem naglącej potrzeby zobaczenia Javiery na żywo. I stało się i rozkręciło w sposób wymarzony – cudownym numerem „Primera estrella”, od którego w naszym przypadku też wszystko się zaczęło. Biorąc pod uwagę utwory takie jak zabójcze „Sufrif” (z gościnnym wokalem Jensa Lekmana), bezlitośnie, kampowo grające z konwencją disco „Luz de piedra de luna”, hymniczne, zjawiskowe „Al siguiente nivel” czy skrojone pod wieczorną audycję radiową „Hasta la verdad” naprawdę trudno uwierzyć w brak Menamanii (tym bardziej, że nazwisko jak znalazł). Przy całej sympatii dla Uffie, Robyn i innych królujących dziś pop-dzierlatek – one powinny być jej (zdolnym-ale-) dworem. Szał, który nie nastąpił (pomijam popularność w Ameryce Południowej) jest dla Meny krzywdzący, ale słuchaczowi pozwala na niemalże intymne obcowanie z jej muzyką wykonywaną na żywo. Bez sińców, slalomu do barierek i listy kolejkowej mamy możliwość przebywania w bliskim towarzystwie absolutnie wyjątkowej artystki wykonującej swoje elitarne skarby. Hity, które okupowałyby pierwsze miejsca list przebojów w tej stacji radiowej, której nie ma, a której słuchalibyśmy bardzo często i ballady, poruszające niczym największe sercołamacze, ale jednocześnie wdzięczne, niewinne i niecoverowane przez 800 zespołów. „Sol de invierno” (poniżej) zabrzmiało na placu katedralnym tak pięknie, że wykroiło nas spoza rzeczywistości i wkleiło w pamiętnik znaleziony w Santiago czy innym Puente Alto. Na „Esquemas juveniles” i „Menie” jednym z zachwycających elementów jest krystaliczna produkcja, ale tu przy prostym instrumentarium okazało się szczęśliwie, że tak jak w przypadku wszystkich wielkich liczy się przede wszystkim wielki kompozycyjny talent, artystyczna wrażliwość i sceniczna osobowość.

No a potem już zdjęcia, autografy, pocałunki i rozmowa o koszulce zespołu Dënver i Krzysztofie Komedzie. A po Krzysztofa comidzie czekanie na wieczór. See you half past midnight, Javiera. Oh yes, thank you, will you be there? No proszę cię!



JULIAN LYNCH (Pitchfork)

Bardzo dobry i bardzo przyjemny koncert, ale też spore zaskoczenie, bo po wielokrotnej lekturze „Terry” można się było spodziewać czegoś mniej realnego i nie stricte gitarowego. Naprawdę jednak nie ma na co narzekać, struny hipnotyzujące, występ muzycznie atrakcyjny, a dodatkowo jeden z tych, które idealnie wpasowały się w warunki pogodowe i nadmorską scenerię Forum. Do usłyszenia.



THE FIERY FURNACES (Llevant)

Zawsze staram się odcinać działalność pozamuzyczną od muzycznej, czy nawet – bardziej radykalnie – artystę od dzieła (śmierć wokalisty, oh my god!). No aaale, z tym słynnym „fuck you, Radiohead” to było mocno komiczne i trochę tnące powagę tego niezłego chyba zespołu. Sam koncert OK, do posiedzenia na ręczniku i wyzerowania zapasów żywnościowych przed nadchodzącą wycieczką do Auditori, gdzie prześliźnie się bazooka, ale odebrany zostanie herbatniczek.

THE NATIONAL (Llevant)

Wiedzieliśmy już, że ominie nas Ariel, ale nasze niezadowolenie łagodziła perspektywa OFFa. W przypadku The National rolę pocieszacza musiała natomiast odgrywać przeszłość – jeden z najlepszych koncertów na Benicassim 2008 oraz całkiem niedawny świetny koncert w Chorzowie. Ale nie będę udawać, trudno wychodzi się z nich po kilku piosenkach. Szczególnie jeśli ktoś z wejścia ostrzega cię: Walk away now and you’re gonna start a war.

ARTO LINDSAY (Auditori)


W mówionym języku czeskim istnieje słowo “exot” - nacechowane raczej pozytywnie i określające człowieka egzotycznego, innego, zwariowanego. Jeśli w czeskim pawilonie w Sèvres nie znajdziecie idealnego wzoru „exota” musicie wybrać się na koncert Arto Lindsay'a. Lindsay – człowiek-legenda, świadek ruchu Tropicália, kompozytor, muzyk, współzałożyciel grupy DNA (No New York!), producent (Caetano Veloso, David Byrne, Gal Costa, Laurie Anderson), tłumacz (m.in. tekstów brazylijskich artystów, których płyty ukazywały się w wytwórni Byrne’a Luaka Bop) – to jedna z tych osób, które warto zobaczyć dla samego zobaczenia. Ale okazuje się, że nie tylko. Po pierwsze – Arto wygląda i żartuje jak brat Woody’ego Allena, po drugie – przenosi w rzeczywistość bardzo bliską natury, co szczególnie w trakcie festiwalu daje wytchnienie, po trzecie – gra z wielką lekkością, zabawnie, czasami pięknie, szczególnie gdy zgłębia regiony tradycyjnie brazylijskie lub demoluje swoje najlepsze numery („Illuminated”!). Naiwnie liczący na wjazd Animal Collective – zespół pracował z Lindsay’em podczas sesji nagraniowych do świetnego „Invoke” – zawiedli się, ale barwa postaci, szaleństwo występu, ciepło muzyki i radość grania zespołu otarły hipotetyczne łzy i zarumieniły autentyczne policzki. A gig to remember.



PS Wywiad Byrne’a i Lindsay’a ze wspaniałym brazylijskim muzykiem Tomem Zé do przeczytania tutaj - http://bombsite.com/issues/42/articles/1628

BELLE & SEBASTIAN (San Miguel) / TWIN SHADOW (Pitchfork)

Na B&S dobiegliśmy spóźnieni, ale po chwili okazało się, że nie trzeba było aż tak się spieszyć. Przyczyny? Ktoś pisał, że zespół przegrał z dużą sceną, nam wydaje się, że pokonała go przede wszystkim najnowsza, słaba płyta. Może to też kwestia braku wejścia w koncert od samego początku, ale set mówi sam za siebie – szanse na moc nie były wielkie. Ucieszyła nas natomiast świetna „Sukie”, ją zawsze dobrze jest spotkać.

Twin Shadow, którego udało nam się złapać na scenie Pitchfork, wydawał się natomiast fajny i odpowiednio natchniony (bardzo dobrze i rozmaszyście wypadło m.in. „Castles in the Snow”). Płytę lubimy, więc czekamy na pełny koncert na OFFie.

JAVIERA MENA (Adidas Originals)


Cześć Javieeera!
Cze-eeść! Tak więc znowu Mena i znowu pierwszy rząd. Identyczny set, ale inny koncert, na scenę Adidas przyszło bowiem więcej osób, które werbalnie, mentalnie i wokalnie wspierały Chilijkę i towarzyszący jej zespół. BTW: dziewczyna od keyboarda wyglądała jak Francisca Villela (współtworząca swego czasu z Javierą duet Prissa), ale oglądam zdjęcia i nie jestem pewien (a „chciałem zapytać, zapomniałem”). Nieważne, wracając do rzeczy trzeba powiedzieć, że było mniej osobiście, za to bardziej ‘do przodu’. W trakcie „Al siguiente nivel” uczestniczyliśmy w naturalnym wybuchu radości, podczas „Sufrir” (poniżej) współtworzyliśmy zastępy zastępców i zastępczyń Lekmana, po „Yo no te pido la luna” pozostaliśmy bez gardeł. Po raz kolejny było autentycznie, uroczo, urzekająco, naturalnie i czarująco, a odpuszczenie Deerhuntera (którego do tej pory zawsze na Primaverze oglądaliśmy) stało się nie mniej bolesne, ale jeszcze bardziej uzasadnione. No a potem spaliśmy z tym pięknym, patrzącym oczami Javiery winylem i cennym, kaligrafowanym span-polskim autografem.



PULP (San Miguel)

Zanim jednak położyliśmy się spać wzięliśmy udział w historycznym wydarzeniu (wszak wszyscy wiemy, że to najlepsze, co można zrobić przed snem). Na głównej scenie pojawili się kompletnie reaktywowani i zupełnie niezasapani Pulp. Przywitali się tekstowo i po katalońsku, po czym wyszli, by zagrać jeden z najlepszych koncertów tegorocznej Primavery. Zaczęło się wspaniale i sugestywnie od „Do You Remember the First Time?” Ale co? Pierwszy odsłuch „Disco 2000”? Pewnie, że pamiętam, tym bardziej, że pierwszy nastąpił tego samego dnia co dziesiąty, pięćdziesiąty i setny. Ale trzymajmy się chronologii, miało być hitowo i przekrojowo i obietnica została dotrzymana. Garderobiany duet „Pink Glove” – „Pencil Skirt” pozwolił uwierzyć, że faktycznie jesteśmy na koncercie Pulp i że to „Do You Remember…” nie było zwidem i majakiem, który wypączkował na gruncie wielkiej chęci zobaczenia ich na żywo. Dalej: „Something changed” – euforyczne „Disco 2000” – „Babies” – „Sorted For E's & Wizz” – “F.E.E.L.I.N.G.C.A.L.L.E.D.L.O.V.E” – „I Spy” i poprzedzone oświadczynami (przypomniał mi się Čapek, jego lista pt. „Co mi się nie podobało w Wenecji” i punkt piąty: „Nowożeńcy w ogóle, bez podania powodów”) i ironicznym komentarzem Jarvisa (że to może jednak średni dobór utworu) piękne jak zawsze „Underwear”. Następnie wyśmienity, jedyny z „This Is Hardcore” utwór tytułowy, „Sunrise”, masakrująco dobrze zagrane „Bar Italia” i dedykowane protestującym na pl. Catalunya „Common People”. No a na bis to, na co liczyliśmy po cichu (wręcz jakimiś ujemnymi decybelami), utwór trochę mniej znany, ale jakościowo plasujący się w ścisłej Pulp-czołówce, jak najbardziej znakomity i jak najbardziej na temat. „Bo jest taki klub w Barcelonie”. A nazywa się. Razz. Ma. Tazz.



JAMIE XX (Pitchfork)

Na koniec, zmyleni euforią wywołaną koncertami Meny i Pulp, przeceniliśmy swoje siły i wybraliśmy się nad morze, zobaczyć Jamiego z xx. Koncert był słaby, ale głupio krytykować nam Głównego Remixującego zmarłego tego dnia Gila Scott-Herona. Właśnie dlatego przeczytamy się jutro, a zaczniemy od bardzo dobrego występu Kristiana Mattsona.

No a LINDSTRÖM? A Lindström na *T-Mobile* Nowych Horyzontach!


Wszystkie nagrania i zdjęcia - Louder Than Bombs (chyba, że zaznaczono inaczej).

wtorek, kwietnia 26, 2011

krótka przerwa + Wideo dnia #185


Jak z pewnością zauważyliście, na Louder Than Bombs trwa przerwa w nadawaniu. Audycja obsunęła nam się niemiłosiernie i wróci dopiero po majowym weekendzie. Wtedy też pogadamy o nowościach, które mimo, że niepasteryzowane (patrz np.: nowe Gang Gang Dance) nie powinny puścić. Zapowiadamy sporo muzyki i trochę filmu. W kolejnym numerze Pepika najprawdopodobniej pojawi się krótka relacja z tegorocznego Kina na granicy.

Na razie jednak nowa Mena w klipie dnia na dni chlipania w oczekiwaniu na powrót LTB. Do kontaktu!

czwartek, marca 03, 2011

Wideo dnia #180 - słońce w zimie, czyli Lykke na uszach i Javiera na Primaverze



Nie, nie szukajcie elementów różniących obrazki. Szukajcie podobieństw w szczęściu autora notki, w ten czwartek - tłusty od dobrych informacji. Otóż: 1) po wielokrotnych podróżach z repeatowaną nową Lykke Li, moje wcześniejsze twierdzenie, że jest to płyta "niezła" wydaje się dzisiaj gadką nie na miejscu. To (druga w tym roku) płyta świetna, więc dajcie jej tyle szans, ile będzie trzeba. Podejrzewam zresztą, że wejdzie szybko i trafi prosto do krwiobiegu. 2) Modły i nadzieje przyniosły (nie)oczekiwany efekt - Javiera Mena znów pojawi się na Primaverze! Do listy wykonawców została dopisana małym druczkiem, ale my już wiemy, że to może być jeden z najlepszych koncertów całego naszpikowanego gigantami festiwalu. Poniżej jeden z najlepszych wykonów jednej z najlepszych piosenek Meny. Był 'Big in Japan', jest 'Narrow in Mexico'. Obcujcie z pięknem.


poniedziałek, stycznia 31, 2011

PODSUMOWANIE 2010 - piosenki roku






PODSUMOWANIE 2010 | PŁYTY | EPki | PIOSENKI




Przed Wami ostatnia część muzycznego podsumowania ubiegłego roku na Louder Than Bombs - piosenkowy elementarz 2010. Jest alfabetycznie, z dopasowaniem do potrzeb (tj. z pierwszą literą od artysty lub tytułu utworu), a ilościowo - najskromniej jak się dało, chcieliśmy bowiem, aby w zestawieniu znalazły się numery faktycznie najlepsze i faktycznie ulubione. + przy literach to wyróżnienie piosenek bardzo dobrych i często słuchanych. Zapraszamy do czytania, słuchania, oglądania, a w połowie lutego planujemy złapać w końcu kontakt z nowym, młodym rokiem.






- BEACH HOUSE [+ do wyboru z Teen Dream]

Może to i absurdalne, że przestrzeń 0-9 wypełnia piosenka z dziesiątką w tytule, ale sam utwór - znakomite 10 Mile Stereo - poniżej rejonów dziesiątkowych nie schodzi ani na sekundę. Śmiem twierdzić, że od czasów OK Computer i Exit Music (For a Film) nie powstał tak poruszający numer traktujący ściśle o bezwarunkowej nieprzemijalności uczucia. Beach House dokonują tu niemożliwego i cały rozmach piramid, panteonu, przestrzeni i nieboskłonu zawierają w przytulnym mikrokosmosie pięciu piosenkowych minut, tworząc tym samym muzyczną szklaną kulę z chatką, śniegiem i zaprzęgiem. Jeśli dodamy do tego kapitalny, charakteryzujący zresztą całe Teen Dream, songwriting, otrzymujemy kompozycję wybitną, zaspokajającą muzycznie, a jednocześnie definiującą uczucie bycia lasting part of everlasting love.

posłuchaj
zobacz (live, Primavera Sound 2010)



- BROKEN SOCIAL SCENE (feat. Lisa Lobsinger)

Zdecydowanie najlepsza piosenka na ubiegłorocznej płycie Broken Social Scene swoją repeatowalność zawdzięcza głównie wokalowi, dykcji i urokowi emisji Lisy Lobsinger z Reverie Sound Revue. Powiedzieć szybko i bezbłędnie It's like the all to all the all to all the ultimatum to raz, nagrać jeden z kawałków roku to dwa. To dwa.

posłuchaj
zobacz (live, Primavera Sound 2010)

+ na A:

Aias - A la Piscina
Arcade Fire (poza głównym zestawieniem z powodu nieznośnej sztywności alfabetu) - Ready to Start / Half Light I / Sprawl II (Mountains Beyond Mountains)



- Spain [+ Here Sometimes / Not Getting There]

Z najbardziej niedocenionej płyty 2010 roku pochodzi utwór dorównujący wielkością opiewanemu przeze mnie powyżej 10 Mile Stereo. Dwa tak miażdżące uczuciowo fragmenty mogłyby z powodzeniem stworzyć zestaw "Mały zawałowiec", z drugiej strony - obcowanie z nimi wynosi słuchacza na niesłychane poziomy ukojenia. Abstrakcyjne kontrasty zostawmy jednak na boku. Spain broni się samo i broni się jako zamknięta całość. Wciągane przez muzyczne wiry, rozciągnięte w nieskończoność wokalizy Kazu Makino (No more calling y___o___u___ i No more missing y__o__u__) rozbijają się majestatycznie o beatowy falochron, a całość zapewnia same przypływy i żadnego odpływu wielkiego zachwytu. Tekstowo jest wyjątkowo ciekawie, w stylu zgoła almodowarowskim (The dancer says he is the one to share my bed) czy nawet bergmanowskim (My sister says: no more calling you), no i cóż, znów chyba zaczyna się tak dziać, że wszyscy grają, a wygrywa... Japonia... i Włochy... no dobra - Hiszpania.

posłuchaj

+ na B:

Best Coast - Our Deal / I Want To



- Careful What You Say

A tu wystarczy belferskie: "jakbyś słuchał, to byś wiedział" i odautorskie zaproszenie do zapoznania się z naszym podsumowaniem EPek. Powtórzę tylko, że Careful What You Say rozpala i przywraca sformułowaniu "koronkowa robota" jego pierwotny seks (lub jeśli wolicie - sens).

posłuchaj

+ na C:

Cults - Go Outside



- ROBYN [+ Love Kills / Hang With Me]

Halo, halo! Takich hymnowych piosenek już się dawno nie robi! Dicho normalne dało nura w nudne, rozmemłane suity dla dresów, a dicho alternatywne chowa się po niszach! Aż tu nagle przychodzi Robyn i nagrywa piosenkę, którą każda szanująca się radiostacja powinna nadawać przynajmniej raz dziennie. Pisałem już pewnie o satynowej strukturze, piano black czerni, błyszczącym szyku, grubym podkładzie, matującym (nie odbłyszczającym, szach matującym!) motywie przewodnim, ale podkreślania perfekcyjności tego kawałka nigdy za wiele. Dancing On My Own? Za każdym odtworzeniem. A must.

posłuchaj
zobacz (teledysk)

+ na D:

Delorean - Real Love / Warmer Places / It's All Ours
Dum Dum Girls - Oh Mein Me / Jail La La / Rest Of Our Lives



- Bombay [+ Mientes (con Julieta Venegas) / Lycra Mistral]

No te vayas a China que alli no tienen cortinas
como las que nos escondieron de todos los demas


i to co potem to najczęściej słuchane przeze mnie pół minuty muzyki w roku 2010. Cały Bombay oferuje wybicie z dna Morza Martwego na sam wierzchołek Mount Everest, a mówiąc językiem "bliższym ludzkich spraw" - wystrzelenie z największej depresji na najwyższe szczyty radości.

posłuchaj
zobacz (teledysk)

+ na E:

Everything Everything - MY KZ, UR BF (patrz: piosenki roku 2009) / Leave the Engine Room



- DEERHUNTER [+ Revival / Desire Lines]

Od razu widzę jakąś di Trevi, Cibeles czy inną tańczącą na Montjuicu i w związku z tym współbrzmię z tym świetnym, najlepszym chyba na Halcyon Digest, numerem, który wessał w siebie pokłady ciepła z całego sezonu grzewczego i teraz oddaje je czyniąc zimę znośną. Pierwsze miejsce w konkursie małych form.

posłuchaj



- Strawberry Skies (feat. Laurel Halo)

Truskawki dobrze schodzą na rynku muzycznym. Wystarczy wymienić epokowe Strawberry Fields Forever, Strawberry Wine (której to płyty można, jak wiemy od wuja Destroyera, słuchać 131 razy pod rząd) czy właśnie ubiegłoroczne Strawberry Skies. Wspaniale wkręcająca piosenka i jedno z najlepszych połączeń chwytliwego songwritingu z pociągającym wokalem od czasów współpracy Vince'a Clarke'a z - cytat za wyświetlanym w TVP Kultura programem o latach 80. w muzyce - Alisonem Mojetem.

posłuchaj
zobacz (teledysk)

+ na G:

Girl Talk - do wyboru z All Day



- THE BIRD AND THE BEE [+ Kiss On My List]

Z cyklu "Samowystarczalni artyści recenzują się sami":

they were playing that song
And then it stuck into my head, stuck into my head


i

When we parked the car, they were playing that song
And we turned it up to ten and started up again


i jeszcze:

Every time I hear it play
I think of you and those summer days
Oh, I can still remember
When I heard it on the radio


posłuchaj

+ na H:

High Places - On Giving Up
Holly Miranda - Waves



- SUFJAN STEVENS

Był sobie król, był sobie paź w wersji 2010, czyli piosenka, która powinna ukazać się na singlu-pozytywce. Sufjan w szczytowej formie.

posłuchaj

+ na I:

Isobel Campbell & Mark Lanegan - Sunrise



- Younger Us

Najlepszy rockowy kawałek 2010? Bardzo możliwe. Younger Us - piosenka nr 1 na dotychczasowym bestofie Japandroids - tłucze skondensowaną gitarą, taranuje mocarnym refrenem, a przy okazji tchnie gęstą nostalgią za fajnym sezonem.

posłuchaj

+ na J:

J*Davey - Fight the Daylight
Janelle Monáe - Cold War



+ Miami Horror - I Look To You

Nie miałem przyjemności zapoznania się z całością ubiegłorocznego Illumination, ale słaba tegoroczna płyta Cut Copy może spowodować, że przeproszę się z Miami Horror na drogach poszukiwania dobrej nuty z Melbourne rodem. Pytanie tylko, czy bez pomocy zjawiskowej w I Look To You Kimbry Australijczycy są w stanie kosić tak dobrymi momentami. Mniam mniam, pyszota.

posłuchaj
zobacz (teledysk)



- DËNVER [+ Mi primer oro / Olas gigantes]

O Maryjanno, czyżbyś była zakochana? Bardzo możliwe, bo Lo que quieras - najcenniejsza zdaje się (zdaje się, bo wybór ciężki) perełka na Música, Gramática, Gimnasia - tchnie bzami, a Marianie Montenegro doprawdy do twarzy marzyć. Cały, niby prosty, trik opiera się na przewijającej się przez utwór nuconej pętli, ale jakże dobra jest ta nucona pętla! Słuchać prosto do ucha.

posłuchaj i zobacz (teledysk)

+ na L:

Lightspeed Champion - Dead Head Blues
Los Campesinos! - There Are Listed Buildings
Lower Dens - Rosie



- Primera Estrella [+ Sufrir (feat. Jens Lekman) / El Almanecer lub No Te Cuesta Nada lub Un Audifono Tu, Un Audifono Yo]

Jeśli uważnie śledziliście (a na pewno uważnie śledziliście) nasze poletko na last.fm, naciągnięcie reguł podsumowania właśnie w przypadku Meny nie powinno wydawać się Wam dziwne. Po wgryzieniu się w ten krótki album nie sposób zorientować się na konkretną piosenkę. Karty LTB zapełniały się już zgłoskami zachwytu nad artykulacją spółgłosek przez młodą Chilijkę, ale naprawdę ciężko nie łapać i nie uwielbiać tych małych smaczków rozproszonych po całej powierzchni albumu. Javiera Mena nagrała kiedyś jeszcze lepszą płytę - debiutanckie Esquemas juveniles (okładka!) wyznacza absolutne wyżyny popu okresu dojrzewania, czaruje niesamowicie dobrymi piosenkami i całkowicie zasłużenie topuje latynoamerykańskie podsumowania płytowe ubiegłej dekady. Wybór Primera Estrella na ten-jeden kawałek do podsumowania może wynikać z jego zawieszenia między aksamitnym, pudrowym charakterem Esquemas... a dyskotekową, do-przodu konwencją Meny. Odpowiedzi, że został wybrany, bo to jedna z kilku najlepszych piosenek 2010 także będą uznawane.

posłuchaj
zobacz (live)

+ na M:

Memoryhouse - To the Lighthouse



- Glitter

Przyciśnięty do muru, wybrałbym pewnie coś z Nouns, ale polemiki z twierdzącymi, że Glitter to najlepszy numer w historii No Age nawet bym nie zaczynał. Nasycenie melodyjnością jest tu zaskakująco spore, ale za taki radiowy sell-out większość grających dziś zespołów dałoby się pokroić. Nie gorzej jest w warstwie lirycznej. I want you back underneath my skin, mimo wywoływania skojarzeń iniekcyjnych, plasuje się w ścisłej czołówce wersów roku, a współgranie refrenowego I've been wonder-iiiing z rozprzężeniem gitar tylko tę pozycję umacnia.

posłuchaj

+ na N:

The New Pornographers - Crash Years
Nite Jewel - Am I Real? (feat. Teen Inc)



- CARIBOU

A to jest najlepsza piosenka w historii Caribou. I nie ma problemu.

posłuchaj
zobacz (teledysk)

+ na O:

Owen Pallett - Lewis Takes Off His Shirt



- You Can Count On Me

Niewiele jest osób, które z wielce monotonnego motywu pa-ra-ra ~ pa-ra-ra | pa-ra-ra ~ pa-ra-ra | pa-ra-ra ~ pa-ra-ra | pa-ra-pa-ra-pa-ra potrafią wykuć fantastyczną piosenkę, która zarazem uspokaja i nie daje spokoju. Niewiele, ale jednak istnieją. O, na przykład Noah Lennox.

posłuchaj

+ na P:

Parallels - Find the Fire / Reservoir / Vienna



- ARIEL PINK'S HAUNTED GRAFFITI [+ Bright Lit Blue Skies / Can't Hear My Eyes]

Wyobraźcie sobie sklep z najlepszymi popowymi hookami, telewizyjnymi hitami lat minionych, radiowym nastrojem nocnych audycji, refrenami tak czepliwymi jak numery, którymi faszerowała Was katechetka. A teraz przychodzi Ariel rzuca się w to wszystko na bombę.

posłuchaj
zobacz (teledysk, reżyseria: Wayne Coyne / George Salisbury)



- THE NATIONAL [+ Anyone's Ghost / Bloodbuzz Ohio]

Sorrow - piosenka stylistycznie i nastrojowo spokrewniona z Daughters of the Soho Riots z Alligatora - brzmi jednak jak ukryty utwór z płyty Boxer. Berninger śpiewa Sorrow's my body on the waves i utrzymuje słuchacza w takim właśnie - melancholijno-bezwładnym stanie. Czarodziejstwo.

posłuchaj

+ na S:

Sleigh Bells - Tell 'Em
Soutaiseiriron - Miss Parallel World / Kininaru Ano Ko
Spoon - Goodnight Laura / Written In Reverse / Trouble Comes Running
Stricken City - Animal Festival



- All Around and Away We Go

I znowu - otwieramy podręczniki na wpisie Wideo dnia #161 and away we go.

posłuchaj
zobacz (teledysk)

+ na T:

Teen Inc. - Friend of the Night
The Tallest Man on Earth - The Dyring of the Lawns
Tokyo Jihen - wedle upodobań ze Sports
Triángulo De Amor Bizarro - De La Monarquía A La Criptocracia
Twin Shadow - Tether Beat / Castles in the Snow / Tyrant Destroyed



- Neuneu [+ First Love / Sex Dreams And Denim Jeans]

No taaak, jest gała radioodbiornika w utworze tytułowym i kopiąca w prąd kolan rozmowa telefoniczna w First Love, ale to Neuneu wygrywa playcountem. Seksapil rozpisany na prostą, taneczną nutę z tak charakterystycznym dla Uffie ironicznym tekstem. You wanna talk about it? Uh! Let her talk about it!

posłuchaj



- The Dawn of Your Happiness Is Rising

Numer 1 z Amoral faktycznie bardzo amoralnie obchodzi się z naszym czasem i każe się powtarzać w długich seriach. Może nie tak długich jak Spectator & Pupil z EPki z 2009 roku, ale może jednak. Zostawmy statystyki i cieszmy się jednym z najlepszych otwieraczy 2010.

posłuchaj

+ na V:

Vampire Weekend - Horchata / White Sky



- Ashes to Ashes (David Bowie cover)

Coverowanie to zajęcie bardzo niebezpieczne. O ile kiedyś, z wywieszonym jęzorem czekało się na smaczki w postaci innych, ciekawych wykonów znanych kawałków, o tyle era masowego internetu, tysiąca i jednego tribjutu i miliona cover-sesji sprawiły, że emocje chciały się odbić od dna i dno zarwały. Raz na jakiś czas pojawia się jednak w tej beczce dziegciu łyżka miodu i takim właśnie miodem na uszy jest Ashes to Ashes w wykonaniu pań z Warpaint. Utwór niby nieruszalny i dziwnie brzmiący poza ustami Bowiego, ale kogo to obchodzi jeśli brzmi tak dobrze?

posłuchaj



- THE HUNDRED IN THE HANDS

Ja wiem, że modły do tak prostego motywu gitary mogą się wydawać na-iwne, ale co ja poradzę - Young Aren't Young zaskakuje. Tłumacząc tę małą językową prowokację wyjaśniam - zaskakuje nie w znaczeniu "zadziwia", a "wskakuje w trybiki". Jeśli to Wam nie wystarcza (to Wam nie wystarcza?) dodajcie piękny wokal Eleanore Everdell i (tak, równie banalne jak gitara) pół-mówione outro. Zresztą, co ja się tłumaczę? Od kiedy to popowy hit nie jest fajny?

posłuchaj



No a teraz już Zapraszamy do słuchania i polecamy się na luty. Ewentualne pominięte piosenki trafią do tegorocznej musztardy. Dzięki i do przeczytania!

piątek, stycznia 07, 2011

PODSUMOWANIE 2010 - płyty





PODSUMOWANIE 2010 | PŁYTY | EPki | PIOSENKI



Errata: Ajj, co za błąd na pozycjach kilkunastych! Podsumowanie było kompilowane po nocach, z wielu różnych plików i nieczytelnych zapisków. Stąd pomyłka, bo starszy plik w jednym miejscu zastąpił plik nowy. Chodzi o spory awans Javiery, której płyta - wcześniej zbiór utworów niezłych i świetnych - zaczęła grać jako znakomita całość [dziś byłaby pewnie numerem 2]. Przepraszamy i zapraszamy do lektury!



PRZESŁUCHANE, POZA RANKINGIEM (kolejność przypadkowa):

The Walkmen - Lisbon
Interpol - Interpol
Lali Puna - Our Inventions
Gil Scott-Heron - I'm New Here
The Radio Dept. - Clinging to a Scheme
MEG - Maverick
Latitia Sadier - The Trip
Glasser - Ring
Paul Smith - Margins
Clive Tanaka y Su Orquesta - Jet Set Siempre No. 1
MGMT - Congratulations
Yeasayer - Odd Blood
Shugo Tokumaru - Port Entropy
Isobel Campbell & Mark Lanegan - Hawk
Maximum Balloon - Maximum Balloon
Joanna Newsom - Have One on Me
Stars - The Five Ghosts
CocoRosie - Grey Oceans
Triángulo de amor bizarro - Año Santo
The Fresh & Onlys - Play It Strange
Anais Mitchell - Hadestown
Emeralds - Does It Look Like I'm Here?
Toro Y Moi - Causers of This
jj - jj n° 3
Gonjasufi - A Sufi and a Killer
School of Seven Bells - Disconnect From Desire
Bonnie 'Prince' Billy & The Cairo Gang - The Wonder Show of the World
Lissie - Catching a Tiger
The Ruby Suns - Fight Softly
Dungen - Skit i allt
Ted Leo - The Brutalist Bricks
She & Him - Volume Two
Titus Andronicus - The Monitor
The Mynabirds - What We Lose in the Fire We Gain in the Flood
M.I.A. - /\/\/\Y/\
Flying Lotus - Cosmogramma
Ra Ra Riot - The Orchard
LCD Soundsystem - This Is Happening
Here We Go Magic - Pigeons
Perfume Genius - Learning
The Knife in Collaboration with Mt. Sims and Planningtorock - Tomorrow, in a Year
Race Horses - Goodbye Falkenburg
The Morning Benders - Big Echo
Goldfrapp - Head First
Jónsi - Go
Muchy - Notoryczni debiutanci
First Aid Kit - The Big Black and the Blue
Surfer Blood - Astro Coast
The Futureheads - The Chaos
Marina & The Diamonds - The Family Jewels
Shearwater - The Golden Archipelago
Clogs - The Creatures in the Garden of Lady Walton
Hot Chip - One Life Stand
Liars - Sisterworld

PRZESŁUCHANE, NA TAK (kolejność przypadkowa):



High Places - High Places vs. Mankind
Forest Swords - Dagger Paths
Violens - Amoral
Sleigh Bells - Treats
The Corin Tucker Band - 1,000 Years
Caribou - Swim
Gorillaz - Plastic Beach
Erykah Badu - New Amerykah Part Two: Return of the Ankh
Las Robertas - Cry Out Loud
How to Dress Well - Love Remains
Thelemáticos - Thelemáticos
Matthew Dear - Black City
Pantha du Prince - Black Noise
Marnie Stern - Marnie Stern
The New Pornographers - Together




40 - 1:

40. Evelyn Evelyn - Evelyn Evelyn
39. Lightspeed Champion - Life Is Sweet! Nice to Meet You
38. Belle and Sebastian - Write About Love
37. Vampire Weekend - Contra
36. Warpaint - The Fool
35. Owen Pallett - Heartland
34. Los Campesinos! - Romance Is Boring
33. Lower Dens - Twin-Hand Movement
32. The Hundred in the Hands - The Hundred in the Hands
31. Janelle Monáe - The ArchAndroid



30. Grinderman - Grinderman 2

Ciężko, ale nie ociężale.

29. Broken Social Scene - Forgiveness Rock Record

Kilka miażdżących piosenek w morzu tych zaledwie niezłych. Trochę mało jak na BSS.

28. Girl Talk - All Day

Girls just wanna have fun.

27. No Age - Everything in Between

Słabsza od Nouns płyta, na której liczy się przede wszystkim kapitalny Glitter.



26. Aias - A la piscina

Kolejny obiecujący zespół sceny barcelońskiej, kolejny obiecujący żeński zespół sceny światowej.

25. Avey Tare - Down There

Dobra solowa płyta na pocieszenie dla czekających na Tomboy.

24. Everything Everything - Man Alive

Poprzeczka mocarnego MY KZ, UR BF strącona z hukiem, ale próba długogrającego debiutu zaliczona bez zadyszki.

23. Soutaiseiriron - Synchroniciteen

Był przekład Lolity na japoński? To jest nowy. Tu, pod dwójką.



22. Robyn - Body Talk (+ Body Talk pt. 1, Body Talk pt. 2)

Mogła być jedna rewelacyjna płyta, są dwie niezłe i synteza w postaci Body Talk właśnie. Dancing On My Own to ścisła czołówka piosenek ostatnich lat.

21. Twin Shadow - Forget

Raczej Remember, bo to debiut godny uwagi.

20. Best Coast - Crazy for You

Plażowe hedonuty w urzekającym wykonaniu.

19. Holly Miranda - The Magician's Private Library

Holly śpiewa, Sitek produkuje. Bardzo klimatyczne i z perełką w postaci Waves.

18. Sufjan Stevens - The Age of Adz

Sufjan zamienia urban konkretny na urban kosmiczny i nagrywa swoją najbardziej udaną całość.

17. The Tallest Man on Earth - The Wild Hunt

And no this is not the summer dream she said
It's just the drying of the lawns I want to leave out there


16. Dum Dum Girls - I Will Be

Najbardziej treściwy kąsek z tegorocznych wytartych dziewczęcych albumów.

15. Tokyo Jihen
Sports







14. Spoon
Transference




Given Spoon’s reputation for consistency, it’s not a surprise that Transference is good. However, it manages to be good in surprising ways. (Allmusic)

No właśnie, był 13.04.2005, a w Berlinie przed Interpolem - zespołem, który w końcu nagrał niestety słabą płytę grał Spoon - zespół, który marnego albumu nie zarejestrował nigdy. Pamiętam dokładnie jak bardzo ścisnęła mnie za wszystko koncertowa wersja Paper Tiger i jak zaraz po koncercie kupiliśmy sobie EPkę The Way We Get By. Od tego wieczoru minęło ponad 5 lat, od długogrającego debiutu Spoon mija w tym roku lat 15. Po co te kalendarzowe dane? Na wypadek gdyby ktoś zapomniał, że to praktycznie weterani udanej piosenki. A zapomnieć łatwo, bo Transference to płyta świeża i nowoczesna. Poza tym jest pełna błyskotliwych zagrań, inteligentna i spójna, ale te cechy mogłyby Was na Spoon tylko naprowadzić.

13. The Bird and the Bee
Interpreting the Masters Volume 1: A Tribute to Daryl Hall and John Oates




No i jakże nie sluchać Inary i George'a jeśli nawet cover-płyta wychodzi im naprawdę dobrze? Heard It on the Radio w wersji z Interpreting... to bez wątpienia jedna z piosenek roku, a Kiss on My List jest słodsze od tureckich smakołyków. Tak więc słuchawki na uszy, fast forward do wiosny, INARA, dzieci, I NARA.

12. Uffie
Sex Dreams and Denim Jeans




Gdyby nie Mena nie miałbym wątpliwości, a tak muszę napisać - Sex Dreams and Denim Jeans to jedna z dwóch najseksowniejszych płyt roku. Już sama dziewczęca (acz niegrzeczna) barwa Hartley stymuluje kowadełko, natomiast takie zabijaki jak nowa wersja Pop the Glock, kapitalne Neuneu, kawałek tytułowy czy śpiewane w duecie z Mattiem Saferem Illusion of Love to już prawdziwy orgazm małżowin.

11. Parallels
Visionaries




Hi Krzysiek,

Thanks for you message! I'm glad the album is serving you well- thank you for your support. We're working on plans for Europe and we'd love to play your beautiful country -- (my grandmother was from Warsaw!)

Keep in touch,

Holly


10. Javiera Mena
Mena




...Primera estrella / Sufrir / Primera estrella / Sufrir / Hasta la verdad / Primera estrella / Sufrir / spanie / Primera estrella / Sufrir / Primera estrella / Sufrir / No te cuesta nada / No te cuesta nada / Luz de piedra de luna / Un audífono tú, un audífono yo / spanie / Primera estrella... czyli muzyczny crush roku po mignięciu na Primaverze i rozbłyśnięciu po przesłuchaniach debiutu i tegorocznej Meny.

Więcej o Javierze Menie na LTB

9. Ariel Pink's Haunted Graffiti
Before Today




Najlepsza płyta Ariela, najbardziej piosenkowa, zdecydowanie najmniej podkultowa (tj. robiona pod bycie niezależnym obiektem zachwytów) i ze świetnym czuciem cytowanych klimatów. Little Wig brzmi jak zagubiony Bowie z cekinowej skrzyni, Menopause Man startuje jak Billie Jean, Round and Round to nie tylko największa pożywka ubiegłorocznego hajpu, ale faktycznie jeden z numerów roku, Can't Hear My Eyes - zmumifikowany przebój złotych lat radia, a Bright Lit Blue Skies - prywatkowy strzał. Wciągający, psychodeliczny lo-fi pop z fantastycznym klimatem dla dźwiękowych różdżkarzy.

Więcej o Ariel Pink's Haunted Graffiti na LTB

8. Dënver
Música, gramática, gimnasia




Zazwyczaj ilość latino-wydawnictw w zestawieniach roku można określić sformułowaniem "tyle o ile". W 2010 roku lepiej użyć jednak określenia "tyle o Chile"! Kilka zabójczych numerów Javiery (nie odpisuje na maile) oraz znakomity album duetu Dënver (regularnie odpisują na maile) praktycznie same czynią wiosnę i każą uważnie śledzić ten wąski rynek. Oparty na instrumentalnym locie, seksownym wokalu i chamskiej disco podwyżce otwieracz brzmi jak The Go! Team południa, Lo que quieras to bull's eye czułej piosenki pop, Los adolescentes ma najlepszy teledysk roku. Lekko, rześko, pociągająco ; niespodziewanie, ale z zapasem w pierwszej dziesiątce roku.

Dënver - Los Adolescentes - wideo roku

Więcej o Dënver na LTB

7. Delorean
Subiza




Studio Montreal, w którym zarejestrowano ten album znajduje się w mieście Subiza położonym tutaj, ale prawdziwa muzyczna Subiza leży tu, na barcelońskiej plaży. Te przestrzenne, oddychające piosenki do tańca z palemką są jak moment, w którym większa fala zalewa nam buty. Niby szok termiczny i zaskoczenie, ale dopiero wtedy czujemy, że jesteśmy nad morzem.

DELOREAN - PRIMAVERA SOUND 2010 - relacja

Więcej o Delorean na LTB

6. Arcade Fire
The Suburbs




Jak mówi nasza znajoma przedszkolaczka - młynek nie lubi pustki. Można jarać się skwierczącym lo-fi - nasłuchiwać szumów i brodzić w chillwavie, a jednocześnie doceniać i z namiętnością słuchać wysokiej jakości uduchowionego hi-fi, które też jest do życia potrzebne. Trochę śmieszne, że piszę to akurat w przypadku Arcade Fire - grupy, która znakomitym debiutanckim Funeral nie zapowiadała raczej wyrywania stadionów. Po pogrzebie przyszło mocarne Neon Bible, a jego konsekwencją jest tegoroczne świetne Suburbs. No i jest jeszcze to jedno zdanie z DiS nt. tej płyty, które bardzo lubię:

This is a gradual gradient of maturity from Funeral (people die) to Neon Bible (EVERYONE DIES!) to The Suburbs (but, y'know, it's not going to happen today so just chill out).

Więcej o Arcade Fire na LTB

5. The National
High Violet




High five High Violet! Wiemy już, że nie jesteś najlepszą płytą The National, bo jest nią Alligator. Wiemy też, że nie jesteś całością tak pełną i zamkniętą jak Boxer. I wiesz co, nie szkodzi. Jesteś świetny. Masz duet poruszającego Sorrow z niezwykle przebojowym Anyone's Ghost. Masz Afraid of Everyone, masz potencjał koncertowy, masz styl i moc. Jesteśmy z tobą! Złapmy się za ręce! Oklaski!

THE NATIONAL - ARS CAMERALIS 2010 - relacja

Więcej o The National na LTB

4. Blonde Redhead
Penny Sparkle




underrated /ˌʌndəˈreɪtɪd/

if a person or thing is underrated, especially a performer, writer, or sports player, most people do not recognize how good that person or thing really is

She is one of the league’s most underrated players.

Więcej o Blonde Redhead na LTB

3. Deerhunter
Halcyon Digest




I znów stali bywalcy Primavery wrócili z piękną płytą, której nie można niczego zarzucić. Nie przeginają, sypią świetnymi numerami jak z rękawa, twórczo modyfikują brzmienie, nie stadionują się, nie idą w formalny eksperyment. Zamiast tego czarują bez wysiłku i udowadniają, że gitary nadal wzruszają (Helicopter), grzeją (Revival, Desire Lines) i wykopują w lepsze, przyjemniejsze miejsca (Fountain Stairs, Coronado). Znakomity album, który jest świadectwem już rozpoznawalnej marki. To jak, Bradfordzie, ostatni weekend maja wolny? Czekamy.

Więcej o Deerhunter na LTB

2. El Guincho
Pop Negro




Tak, tak, alala e alala o! Dwie części przewodnika i srebrny medal 2010 roku składamy u tupiących stóp Reixy - autora dwóch masakrująco dobrych płyt, które zaszczepiają co trzeba gdzie trzeba i zamiast biernie czekać na kiełkowanie podgrzewają atmosferę. Powtórzmy to razem - ale to było dobre! - 12 miesięcy dla hispano (i katalano) -języcznej muzyki. Muzyki, w której w ostatnich latach panuje właśnie El Guincho. I nie ma, że ustawa, że 6 stycznia, że trzech króli. Król. jest. jeden.

EL GUINCHO - PRZEWODNIK LTB - cz. I
EL GUINCHO - PRZEWODNIK LTB - cz. II

Więcej o El Guincho na LTB

1. Beach House
Teen Dream




Jednym z wielu problemów dzisiejszej muzyki jest cała masa zawodników rwących przypadająca na bardzo niewielką (a kiedyś przecież bardzo popularną) grupę graczy podrzucających. Rwący to ci nagrywający dobre / bardzo dobre debiuty i średnie lub słabe *kluczowe drugie płyty* powodujące zawód i wypad z obiegu. Podrzucający zaczynają skromniej - definiującym styl debiutem, który jest początkiem dłuższej, rozwojowej kariery, z trwającym kilka albumów triumfalnym podniesieniem.

Kiedy przypomnę sobie promujący Devotion koncert Beach House w barcelońskiej [2] (2008) oraz promujący Teen Dream koncert Beach House w barcelońskim parku Forum (2010) widzę dwa różne zespoły. W małej salce, która prawie że drży od ruchu podziemnych pociągów na stacji Paral.lel, widzieliśmy shoegaze - nie muzyczny, a mentalny. Nieśmiały, wpatrzony w podłogę kameralny występ z atmosferą skandynawskiej muminkowej wyspy, koncert przy świecach, wakacje z duchami. Na ubiegłorocznej Primaverze zobaczyliśmy muzykę potężną, żarówkową, zespół w najwyższej formie, czołówkę ligi mistrzów. Wejście Walk In the Park wywołało sztorm prawdziwego i ludzkiego mare internum, 10 Mile Stereo zabrzmiało najpiękniej na całym wielkim festiwalu.

Teen Dream to płyta mająca w sobie coś z bogactwa czarno-białych filmów. Coś z tych starych, najbardziej japońskich dzieł Kurosawy czy Ozu, w których mimo najskromniejszej palety barw tak wiele dzieje się w kwestii światła, odcieni i, paradoksalnie, kolorów. To album bez wypełniacza, który można czytać na wielu płaszczyznach. Podstawowa warstwa to muzyka pop, której chcemy słuchać w radiu, muzyka dopieszczona, ale nie przeprodukowana, zwiewna, ale nie pusta, chwytliwie melodyjna, ale nie banalna. Zapuszczanie się w głębsze kręgi przynosi niebiańskie przyjemności - jest z jednej strony fascynującą przygodą, z drugiej poczuciem bycia w domu.

Co ważne - nie można zarzucić tej płycie zbytniej maślaności. Nie bez powodu Victoria Legrand mówi w udzielonym dla altmusic wywiadzie o fizyczności, czy wręcz seksualności tych napędzanych "nową perkusją" piosenek. Jakaś błogość i producencki puch trzymają ją w ryzach świetnej kompozycji, ale pod tych puchem tętni prawdziwe, krwiste życie. Za ten kontrast w pewnym stopniu odpowiada Chris Coady - jeden z najlepszych producentów ostatnich lat, człowiek współodpowiedzialny za brzmienie m.in. płyt Yeah Yeah Yeahs, Subizy Delorean, Dear Science TVOTR (naszej płyty nr 1 2008 roku), Yellow House Grizzly Bear czy 23 Blonde Redhead - albumu, którym zachwycaliśmy się na LTB wielokrotnie. Podobnie jak Martin Hannett, który na szczęście, lecz wbrew woli muzyków Joy Division zmienił brzmienie Unknown Pleasures, Coady pięknemu, ale pozytywkowemu brzmieniu dwóch pierwszych płyt Beach House przeciwstawił kameralny pop totalny. Żeby jednak nie wzbudzać wątpliwości co do intencji, wrócę do określenia "nie przeprodukowane". Teen Dream właśnie takie jest, bo gdyby nie wielka siłą tych piosenek osobno i tych piosenek razem nie byłoby tej wielkiej płyty. I tak naprawdę, kiedy przypomnę sobie promujący Devotion koncert Beach House w barcelońskiej [2] oraz promujący Teen Dream koncert Beach House w barcelońskim parku Forum widzę jeden zespół - nadzieję podrzutu, autorów najlepszej płyty 2010 roku.

BEACH HOUSE - PRIMAVERA SOUND 2010 - relacja + 2.
BEACH HOUSE - [2], BARCELONA, 12.11.2008 - nagranie

Więcej o Beach House na LTB