Pokazywanie postów oznaczonych etykietą editors. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą editors. Pokaż wszystkie posty

sobota, kwietnia 10, 2010

Editors - 9.04.2010, Poznań, CK Zamek



Setlista:

In This Light And On This Evening
Lights
An End Has A Start
You Don't Know Love
Bones
A Life As A Ghost
Eat Raw Meat = Blood Drool
Blood
Escape The Nest
Last Day
Bullets
Big Exit
The Racing Rats
Munich
Smokers Outside The Hospital Doors

***

No Sound But The Wind
Bricks And Mortat
Papillon
Fingers In The Factories



Grupie Interpol niemal od początku zarzucano przesadną inspirację Joy Division. Editors mieli jeszcze gorzej, dostało im się za podobieństwa i do Joy Division i do Interpolu właśnie. Jak na ostatnie ogniwo łańcucha recenzenckich zjebek poradzili sobie wyjątkowo dobrze. Na debiucie umieścili kilka niezwykle chwytliwych utworów i jedną piękną balladę (no przecież, że Fall), na płycie nr 2 kilka cudownych momentów (polecam kliknięcie w etykietę editors, pisaliśmy o nich) i nowość w postaci wielkiej przestrzenności kompozycji, na trzecim, najnowszym i najlepszym albumie połączyli high-endową jakość Kraftwerkowych utworów z bardzo piękną, ciemną, miejską melodyką.



Oczekiwania przed poznańskim koncertem były wysokie. Po pierwsze po Madrycie, po drugie po wielu zachwytach nad jakością ich występów, po trzecie po In This Light And On This Evening właśnie. Bo z jednej strony mroczno, mniej przebojowo i w ogóle the nights are longer now than ever before, ale z drugiej strony now you see lights of the town. Stawiałem na tę płytę i nie zawiodłem się - utwory z debiutu podciągnięte stylistycznie do klimatu In This Light... brzmiały lepiej niż na płycie, kawałki z An End Has A Start broniły się same (kapitalne wykonanie Smokers Outside the Hospital Doors na koniec głównej części setu czy jakby napisane pod koncerty The Racing Rats), ale najpiękniej błyszczały piosenki najnowsze.

Połączenie świeżutkiego A Life As A Ghost z gęstym parkietowym Eat Raw Meat = Blood Drool to pierwsze z dwóch najmocniejszych uderzeń. Na drugie musiałem poczekać aż do bisu i kolejnego killer-duetu: Bricks And Mortar + Papillon. Bo kiedy wydawało się, że motylka ostatecznie zakatowały radiowe playlisty, ożył i świetnie zakończył rewelacyjną wersję Bricks - utworu absolutnie uwodzącego i mocnego.


wideo (to i więcej): Anahata20

Czy był to występ genialny? Chyba nie, bo mimo wielu naprawdę znakomitych momentów nie zostawiłem szczęki na Świętym Marcinie. Trzeba jednak pamiętać, że tych boskich koncertów jest naprawdę niewiele i czasem trzeba *zadowolić się* czymś po prostu bardzo dobrym. Editors pokazali w Poznaniu, że nie są klonem ani Joy Division ani Interpolu. Mają pomysły, piosenki, ogromnie charyzmatycznego lidera i basistę, który wygląda jak twój ulubiony wujek. W stworzonej przez siebie charakterystycznej stylistyce dzielą i rządzą. I jako królowie grają na zamkach ś-w-i-e-t-n-e! koncerty.

środa, lutego 03, 2010

It kicks like a sleep twitch! + Our true love (to) Waits



Na fali wspomnień o Mozzowej trasie Tour of Refusal (patrz: blog bootlegowy i wiedeńska setlista poniżej) + trzymając kciuki za Editors we Wrocławiu (okrutny miesiąc kwiecień, koncertu stan niepewny), słuchamy dzisiaj Toma Smitha, który przed (a w zasadzie za) pięknym Gasometrem wykonuje z akustykiem Papillon z naszej płyty nr 09 roku 09.





+ z ostatniej chwili: wytwórnia Anti informuje o nowym projekcie Toma Waitsa!

An exciting possible upcoming project is……….. Tom Waits once again teaming up with visionary director Robert Wilson for a fourth stage musical following The Black Rider, Alice in Wonderland, and Woyzeck. Contributing to this yet untitled project would also be play-write Martin McDonagh who is most known for writing and directing the 2008 Oscar nominated film “In Bruges.” (polecamy!) The musical would be slated to premiere in Paris next year. More info as it comes in.


Don't you know there ain't no devil, there's just God when he's drunk!

piątek, stycznia 22, 2010

podsumowanie 2009 - płyty



Po kolei:

* płyty przesłuchane i szybko zapomniane -> tutaj

* płyty nieco lepsze, ale poza rankingiem -> tutaj



- nagroda specjalna -

JAMES YORKSTON & THE BIG EYES FAMILY PLAYERS
Folk Songs



Album zbyt odmienny, aby konkurować z innymi w zwykłym rankingu. Trochę pisaliśmy już tutaj, ale warto dodać, że to świetne wskrzeszenie folkloru i zadziwiająca bezstratna konwersja zapomnianych piosenek do muzycznego świata XXI wieku. Tak twórczą art-wiochę ma na swoim koncie tylko naród czeski, ale umówmy się: odrodzenie narodowe < Folk Songs. Znakomita płyta.



-- miejsca 50-31 --

50. JULIAN PLENTI - Julian Plenti Is...Skyscraper
49. THE MARY ONETTES - Islands
48. IAN BROWN - My Way
47. JUNIOR BOYS - Begone Dull Care
46. SUNSET RUBDOWN - Dragonslayer
45. RAIN MACHINE - Rain Machine
44. ASOBI SEKSU - Hush
43. TOWA TEI - Big Fun
42. SCOTT MATTHEW - There Is an Ocean That Divides and With My Longing I Can Charge It With a Voltage That's so Violent to Cross It Could Mean Death
41. HOPE SANDOVAL & THE WARM INVENTIONS - Through the Devil Softly
40. GANGLIANS - Monster Head Room
39. THE RAVEONETTES - In and Out of Control
38. THE ANTLERS - Hospice
37. MUSE - The Resistance
36. ARCTIC MONKEYS - Humbug
35. POLVO - In Prism
34. THE DODOS - Time To Die
33. THE CLIENTELE - Bonfires on the Heath
32. YEAH YEAH YEAHS - It's Blitz!
31. EL PERRO DEL MAR - Love Is Not Pop

--- pierwsza trzydziestka ---

No i zaczynamy odliczanie. Multimedialne załączniki na dole.



30. THE DECEMBERISTS - Hazards of Love



krótko: Jedno z większych rozczarowań tego roku broni się kilkoma utworami i nieco blackriderowym klimatem. Za długo i zbyt słabo kompozycyjnie, ale z drugiej strony bez katastrofy i z jedną perełką (The Wanting Comes In Waves).

posłuchaj no: The Hazards of Love 1, The Wanting Comes In Waves / Repaid



29. REAL ESTATE - Real Estate



krótko: Plaża, dzika plaża... Na razie jest nieźle, ale potrzeba drugiej płyty, aby przekonać się czy w przyszłości "twarz przy twarzy" czy raczej "la, la, la, la"

posłuchaj no: Suburban Dogs



28. WILCO - Wilco (The Album)



krótko: Wilco bez dreszczyka z Yankee czy skondensowanej słodyczy (tubka Gostyń, anybody?) Sky Blue Sky, ale z albumem dość solidnym i z bardzo przyjemnymi momentami.

posłuchaj no: Wilco (The Song), Everlasting Everything



27. DAN DEACON - Bromst



krótko: Występ na Primaverze żenujący, a szkoda, bo Bromst to płyta miejscami fascynująca. Gęsta faza w ostrym lesie czy jakoś tak.

posłuchaj no: Build Voice, Snookered



26. DOLL AND THE KICKS - Doll and the Kicks



krótko: OK, teraz kilkadziesiąt minut Doll, potem filmiki i jedziemy. Skojarzenia z Tour of Refusal nie do wywabienia, stąd spory sentyment. Płyta porządna, muzycy sympatyczni, grupa rokująca, "zal."

posłuchaj no: If You Care, Pictures, Superstar



25. CHARLOTTE GAINSBOURG - IRM



krótko: Nie urzekła mnie ta płyta aż tak jak 5:55, ale myślę, że w ogólnej opinii będzie uchodzić za ten lepszy album Charlotte. Beck jak najbardziej, filmowy flow również, bardzo ok.

posłuchaj no: IRM, Heaven Can Wait, Time of the Assasins



24. THE FLAMING LIPS - Embryonic



krótko: Nice try, nice try...

posłuchaj no: The Sparrow Looks Up at the Machine, I Can Be a Frog (feat. Karen O), Worm Mountain (feat. MGMT)



23. DIRTY PROJECTORS - Bitte Orca



krótko: Pisałem już, że chyba za mało grania na tyle gadania, co nie znaczy, że tej płycie nie należy się uwaga. Gdy nie denerwuje - olśniewa, proporcje rozstrzygnęły o jej miejscu w rankingu. Świetna okładka!

posłuchaj no: Cannibal Resource, Stillness Is the Move



22. jj - jj n° 2



krótko: Rozpływałem się już nad Are You Still in Vallda?, więc żeby się nie powtarzać - materiał nierówny, bardziej EPkowy niż płytowy, ale z highlightami, które windują całość prawie do pierwszej dwudziestki.

posłuchaj no: From Africa to Malaga, Ecstasy, Are You Still in Vallda?



21. ATLAS SOUND - Logos



krótko: Całościowo nie jest to płyta tak dobra jak Let The Blind... (czy nie mędzę dziś zbytnio?), ale za to ma bardziej uderzające fragmenty, przede wszystkim oba duety. Ten z Pandą na poziomie pawilonowym.

posłuchaj no: Walkabout (feat. Noah Lennox), Criminals, Quick Canal (Laetitia Sadier)



20. WILD BEASTS - Two Dancers



krótko: Kiedy po fantastycznym remizohicie Budki Suflera wydawało się, że wszystko w temacie tancerzy dwojga zostało już powiedziane, okazuje się, że nie i że można dołożyć takimi piosenkami, że tańczyć zaczyna znacznie większa grupa ludzi. Nie jest to jeszcze balowanie w niebie, ale potańcówka na schodach też bywa bardzo przyjemna.

posłuchaj no: Hooting and Howling, All the King's Men



19. HEY - Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!



krótko: Najlepsza płyta w dyskografii Hey. Świetnie wypada na żywo (grają w całości i po kolei), brzmi zachodnio i jeszcze bardziej oddala Hey od naszywek na plecakach, podpisów na gipsie i rycin w ławkach.

posłuchaj no: Piersi ćwierć, Chiński urzędnik państwowy, Boję się o nas



18. FUCK BUTTONS - Tarot Sport



krótko:



posłuchaj no: Surf Solar, Olympians



17. NITE JEWEL - Good Evening



krótko: Technikolorowe marzenia o kosmosie, szumiący, podwodny smooth operator. Czasami dystyngowanie, czasami kusząco niegrzecznie. Bardzo dobra płyta.

posłuchaj no: What Did He Say, Let's Go (The Two of Us Together), Lover



16. JAPANDROIDS - Post-Nothing



krótko: Blame Canada? Pfff... Po retrospektywie Maddina na Nowych Horyzontach i świetnym debiucie Japandroids można spokojnie stwierdzić, że she's not the one to blame. Zgłaszam kandydatury Briana i Davida na maskotki zimowych igrzysk i chcę mieć z nimi breloczek.

posłuchaj no: The Boys Are Leaving Town, Young Hearts Spark Fire, Crazy/Forever



15. VIVIAN GIRLS - Everything Goes Wrong



krótko: No, bardzo ładny tytuł, z tym że nie pasuje. Jest lepiej niż na debiucie, treściwiej i bardziej przekonująco.

posłuchaj no: The End, Out For The Sun, Before I Start To Cry




14. THE PAINS OF BEING PURE AT HEART - The Pains of Being Pure at Heart



krótko:



posłuchaj no: Come Saturday, Young Adult Friction, This Love Is Fucking Right!



13. ST. VINCENT - Actor



krótko: Jedna z moich najulubieńszych nowych artystek pozostaje w grze broniąc się bez problemu płytą nr 2. Jest to album szorstszy (brzmienie ważniejsze niż zasady stopniowania przymiotników) od genialnego Marry Me - tracimy więc (moim zdaniem niestety) pajęczynowe zamki Piranesiego na rzecz struktur mocniejszych i często niepokojących. Żeby nie było - świetna płyta, ale kdo Vám tak rozcuchal tmavé vlasy, hę?

posłuchaj no: Actor Out of Work, Laughing With a Mouth of Blood, The Party



12. LILY ALLEN - It's Not Me, It's You



krótko: Złoty środek między radiową przebojowością a popem szlachetnym. Album kojący, przebojowy, zabawny, nieprzekombinowany i bezpretensjonalny. Wrażenie popowego ślizgania się po powierzchni ustępuje miejsca przyjemności słuchania, bo zamiast pędzących panczenistów oglądamy raczej jazdę figurową na lodzie. Płyta uroczo dziewczęca, a jednocześnie drwiąca z konwencjonalnego pojmowania kobiecości. Wyrazisty, brudny róż.

posłuchaj no: 22, I Could Say, Chinese



11. DINOSAUR JR. - Farm



krótko: Dinosaur Jr. podejmują się karkołomnego zadania wskrzeszenia wielokrotnie (i nieskutecznie) reanimowanej już gitarowej (grunge'owo zabarwionej) tradycji i wychodzą z tego obronną ręką. Słuchamy płyty naszpikowanej świetnymi numerami z przeświadczeniem, że muzycy w punkcie X odnaleźli skrzynię muzycznych skarbów. Przemiła i poruszająca wycieczka sentymentalna.

posłuchaj no: Pieces, I Want You To Know, Said The People



10. MORRISSEY - Years of Refusal



krótko: Najsłabsza część najnowszej trylogii Morrissey'a (po fenomenalnym You Are The Quarry i nieziemskim Ringleaderze). Najsłabsza nie znaczy słaba, bo wbrew powszechnemu marudzeniu Refusal to płyta i dobra i ciekawa. Sercem albumu jest bez wątpienia Birthday z wokalizą godną największych muzyków naszych czasów. No a poza tym silne wrażenia z Tour of Refusal - trasy bardzo ciężkiej, granej z zaciśniętymi zębami, ale przez to wyrazistej i fascynującej.

posłuchaj no: Something Is Squeezing My Skull, Mama Lay Softly on the Riverbed, It's Not Your Birthday Anymore



9. EDITORS - In This Light and on This Evening



krótko: Najlepsza płyta w dorobku Editors gwarantuje im miejsce w dziesiątce. Największe nagromadzenie muzycznych substancji smolistych to w ubiegłym roku właśnie In This Light. Z jednej strony gęsta miejska elektronika, z drugiej mroczne peryferia w klimacie kolejowych podróży z grupą Kraftwerk. Mieszanka intrygi z podskórną przebojowością funkcjonuje tu bardzo dobrze.

posłuchaj no: Bricks and Mortar, Papillon, The Boxer



8. GRIZZLY BEAR - Veckatimest



krótko: it's unquestionably a lovely record and it deserves to be heard on land, sea, indoors and out (Uncut)

posłuchaj no: Two Weeks, Cheerleader, Foreground



7. THE BIRD AND THE BEE - Ray Guns Are Not Just the Future



krótko: Z jednej strony fortepianowa czerń, kino noir, najlepsze musicale świata i stare plakaty filmowe, z drugiej smoothie roku, ciepły deszcz, piknik w parku i domek na plaży. Ryzykowne zderzenie owocuje wspaniałą płytą bez zgrzytów. Repeat all i kilka zagapień na tramwajowych przystankach.

posłuchaj no: My Love, Love Letter to Japan, Witch



6. CAMERA OBSCURA - My Maudlin Career



krótko: Siła dobrej piosenki. SiłaDOBREJpiosenki. S i ł a d o b r e j p i o s e n k i. siładobrejpiosenki. SŁ DBRJ PSNK. siła DOBREJ piosenki.

posłuchaj no: James, Forests and Sands, Honey in the Sun



5. FEVER RAY - Fever Ray



krótko: Solowy debiut Karin Dreijer Andersson łączy w sobie baśniowe okrucieństwo braci Grimm z leśnym skandynawskim chłodem, szokującymi obrazami Bacona i subtelnością dobrego japońskiego horroru. Różne formy przerażenia razem tworzą oszałamiającą muzyczną historię. Mroczna elektronika na najwyższym poziomie.

posłuchaj no: If I Had a Heart, Seven, Triangle Walks



4. PHOENIX - Wolfgang Amadeus Phoenix



krótko: Siła dobrej piosenki. SiłaDOBREJpiosenki. S i ł a d o b r e j p i o s e n k i. siładobrejpiosenki. SŁ DBRJ PSNK. siła DOBREJ piosenki. [2]

posłuchaj no: Lisztomania, Rome, Armistice



3. THE XX - The xx



krótko: Bez dwóch zdań jest to debiut roku. Wypielęgnowane utwory są zarazem sterylne i bardzo ciepłe, wręcz otulające. Pierwsze przesłuchanie to spory szok, bo nowe rekordy osobiste padają dosłownie co chwilę. Nie mówię już nawet o całych piosenkach, ale o tworzących je motywach. A gdyby tego było mało, są jeszcze teksty - mądre, dobrze napisane, pozbawione patosu i boldujące życiowe oksymorony:

I don't have to leave anymore
What I have is right here
Spend my nights and days before
Searching the world for what's right here

Underneath and unexplored
Islands and cities I have looked
Here I saw
Something I couldn't over look

I am yours now
So now I don't ever have to leave
I've been found out
So now I'll never explore


posłuchaj no: Crystalized, Islands, Shelter



2. BAT FOR LASHES - Two Suns



krótko: Jak krótko to krótko - Bat For Lashes + LTB = <3 (a więcej w co drugim poście z końca ubiegłego roku)

posłuchaj no: Daniel, Pearl's Dream, Travelling Woman



1. ANIMAL COLLECTIVE - Merriweather Post Pavilion



krótko: Płyta roku, płyta dekady, płyta czegośtam. Słowa nie oddadzą złożoności, wielkości i siły tego albumu. Podjarki, niedojarki, wychwalania i wychałania nie prowadzą do niczego ciekawego. A nic ciekawego to przeciwny do Pawilonu biegun. Po kilku rewelacyjnych albumach, m.in. poprzednim, kapitalnym Strawberry Jam, AC tworzą genialne dzieło sztuki, które jest syntezą wszystkiego co piękne w muzyce. Zresztą, nie tylko w niej.

posłuchaj no: no posłuchaj, posłuchaj!



30 AV-załączników:



niedziela, grudnia 16, 2007

PODSUMOWANIE 2007 - miejsca 5-1






5. 51 Editors – An End Has A Start (yoko: 5, slejw: 6)

yoko: Franz Ferdinand nie wydali w tym roku nowej płyty, więc to chyba do piosenek Editors tańczą w tym roku indie-dziewczęta. Świetnie, dynamiczne Bones czy Racing Rats doskonale nadają się pod lewą nóżkę, a szczególnie w wersji live, bo Editors to koncertowi wymiatacze. Wysokie miejsce w podsumowaniu właśnie za koncert, wzruszający zamykacz Well Worn Hand, no i za fantastyczną sekcję rytmiczną (perkusista umie!).

slejw: Że co?! Editors tak wysoko?! Eeee... Taaak, wyobraźnia pracuje i już widzę takie reakcje, od razu więc tłumaczę. Hasło "Don't believe the hype!" jest tak samo ważne jak "Don't believe the anti-hype!". Dlatego jeśli uwierzycie w to, że zespół A jest kalką zespołu B, który z kolei jest kalką zespołu C i przez to nie należy mu poświęcać uwagi, OK. Ale nie poznacie wtedy m.in. tej wzruszającej płyty. Wszystko zaczyna się podniosłym aranżacyjnym kremem sułtańskim, ale tak naprawdę jest to płyta prosta, taneczna. Jest kilka numerów, które zabrzmią dobrze na indie-potańcówkach (m.in. utwór tytułowy czy mocarne momentami Escape The Nest), ale taniec przy An End Has a Start jest raczej klasycznym, eleganckim tańcem zjaw przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Dystyngowanym balem częściej niż migającą dyskoteką. Najprostsze zabiegi poruszają, najprostsze kompozycje pobudzają i największe nawet błędy można wybaczyć tylko wtedy, kiedy obcujemy z czymś szczerym i prawdziwym. W tym przypadku nie mam co do autentyczności albumu najmniejszych wątpliwości. Aha, jeśli tego byłoby mało na An End Has a Start znajduje się jeden z najbardziej poruszających utworów jakie znam, czyli Well Worn Hand, o którym już na LTB pisaliśmy.

recenzja koncertu Editors w Madrycie




4. 52 The Arcade Fire - Neon Bible (yoko: 6, slejw: 4)

yoko: Po zachwycającym, magicznym Funeral nikt się chyba nie spodziewał, że zespół z Montrealu na drugiej płycie zafunduje nam barokowe aranże na organy i orkiestrę symfoniczną. Gdy pierwszy szok minie i zdołamy się przyzwyczaić okazuje się, że Neon Bible to jedna z najpiękniejszych płyt ever. Moje koncertowe marzenie nr 1, no, ex aequo z RH :-)

slejw: Ten zespół to jedno z największych muzycznych objawień XXI wieku. Funeral to jedna z najważniejszych i najlepszych płyt kilku, a może i kilkunastu ostatnich lat. Nagrywać pod taką presją to wyzwanie, a nagrać w takich warunkach świetny album to już prawdziwa sztuka. Neon Bible zachwyca bogactwem (m.in. gościnny udział orkiestry z Budapesztu) i dopieszczeniem kompozycji, które podporządkowane jednej koncepcji (zamaszystej, baśniowej, monumentalnej) układają się w zamkniętą całość. Rankingi to, jak mówiliśmy, "just a state of mind" i prawdę mówiąc w określonych warunkach Neon Bible mogłoby z powodzeniem znaleźć się na podium tego zestawienia. Z takimi utworami jak genialne My Body Is a Cage, odświeżone No Cars Go czy chociażby otwieracz - Black Mirror, mało jest dla tego albumu rzeczy niemożliwych.




3. 57 Radiohead – In Rainbows (yoko: 2, slejw: 3)

yoko: Pewnie zawiedli się ci którzy oczekiwali kolejnej rewolucyjno-przełomowej płyty, a zastali kontynuację Kid A, Amnesiaca i Hail to the Thief. Mimo wszystko RH nadal są o pół okrążenia przed resztą zawodników i jeszcze trochę będą musieli poczekać na godnych siebie rywali. A 12.06.2008 grają w Barcelonie, więc może wreszcie...

slejw: Coś chyba pisałem o presji, prawda? No właśnie. Muzycy Radiohead musieli do niej przywyknąć, trudno być geniuszem we własnym... świecie? Na Pablo Honey był ultraprzebojowy Creep, The Bends było już kompletnym rockowym dziełem, OK Computer to ścisła czołówka płyt wszechczasów, Kid A przełom i to przełom faktyczny, odczuwalny, Amnesiac - wyżyny elektroniczno-rockowo-popowego geniuszu, Hail To The Thief - płyta wymagająca, ale oddająca wszystko co w nią "zainwestujemy", no a In Rainbows? "Recenzję" już niby publikowaliśmy, ale o wielkich płytach można powiedzieć TAK dużo. Tylko czy naprawdę trzeba? Ten album broni się sam - niezwykle wysoką jakością piosenek, tęczowością uczuć, które wzbudza, brakiem silenia się na cokolwiek. Poza tym spotkanie z In Rainbows było jak spotkanie z przyjacielem po latach: Jak dobrze znów ich słyszeć.




2. 58 Animal Collective – Strawberry Jam (yoko: 3, slejw: 1)

yoko: ChaosChaosChaosChaosChaosChaosChaosChaosChaosChaosChaos
ChaosChaosChaosChaosChaosChaosChaosChaosChaosChaosChaos
ChaosChaosChaosChaosChaosChaosChaosChaosChaosChaosChaos
ChaosChaosChaosChaosChaosChaosChaosChaosChaosChaosChaos

Oni są z innej planety.

slejw: WWWWWWOOOOOOOOWWWWWWWWW!!! To jest dopiero muzyczna miazga i najmilsza niespodzianka tego roku (oglądając ich na Malcie nie spodziewałem się, że nagrają COŚ TAKIEGO). To jedna z najlepszych płyt jakie słyszałem - For Reverend Green wywala słuchacza na takie wysokości, na których ten rzadko kiedy bywa. Fireworks to jedna z najpiękniejszych piosenek jakie znam. Peacebone masakruje tym "In-side" tak, że nie można o tej płycie mówić. Tak, to Ta-Płyta-O-Której-Nie-Można-Mówić to natomiast MÓWI o niej wiele. I jeszcze tylko pytanie do Was, panowie z zespołu, odwiedzaliście może kiedyś planetę Ziemia?




1. 59 Interpol – Our Love To Admire (yoko: 1, slejw: 2)

yoko: Pioneer to the Falls - No I in Threesome - The Scale - The Heinrich Maneuver - Mammoth - Pace Is the Trick - All Fired Up - Rest My Chemistry - Who Do You Think? - Wrecking Ball - The Lighthouse

Wystarczy posłuchać.

slejw: Wiecie jak chciałbym zacząć? "Że co?! Interpol tak wysoko?! Eeee... Taaak, wyobraźnia pracuje i już widzę takie reakcje, od razu więc tłumaczę." Sytuacja bowiem bardzo podobna do tej związanej z Editors pojawia się w mojej głowie. Pomijając fakt, że porównywanie Editors do Interpol i odwrotnie jest już tak nudne jak gramatyka język staro-cerkiewno-słowiańskiego. Ale OK, nie przejmujmy się tym co mówią, mówmy. Our Love To Admire nie jest najlepszą płytą Interpolu. Jest nią, jak mi się wydaję, debiut - Turn On The Bright Lights. Niezwykle cieszy natomiast to, że płyta nr 3 z TOTBL ścigać się wcale nie zamierza. To album kompletnie inny. Gotowy na eksperymenty (prześliczne The Lighthouse), nawiązujący do dokonań Antics (jeden z singli roku - The Heinrich Maneuver czy łopoczący Mammoth), wzruszający (Pace Is The Trick, masakrujące Rest My Chemistry, Who Do You Think czy jedna z ich najbardziej wzruszających piosenek - Wrecking Ball) w końcu - stworzony do grania na żywo (rozpoczynanie koncertów Pioneer To The Falls z pięknym, śpiewanym przez publiczność, tekstem jest bardzo dobrym pomysłem). Wrzućcie tabletkę z napisem OLTA w morze zgromadzonych w klubie ludzi a zasmakujecie jednego z najlepszych muzycznych koktajli jakie istnieją. A teraz brawa dla płyty roku wg Louder Than Bombs. Dzięki i do zobaczenia w rankingu 2008.


recenzja koncertu Interpol w Madrycie




EDIT: Pssst! Stali czytelnicy już wiedzą, niestałym obwieszczamy. To podsumowanie wygrał tak naprawdę Panda Bear. Zajął miejsce zerowe, to nad pierwszym i wszystkimi innymi. Dowody tu i tu.




EPki, składanki, płyty live, o których aktualnie pamiętamy:


Black Kids – The Wizards...
Daft Punk – Alive 2007
Drivealone – The Letitout EP
Hey – Unplugged
Junior Boys – Dead Horse EP
Offensywa 2
orchid - takk_soundsampler
Sigur Rós – Hvarf/Heim
Yeah Yeah Yeahs – Is Is

Rankingi osobiste:

YOKO:

30. Burial – Untrue
29. Beirut – The Flying Club Cup
28. Klaxons - Myths Of The Near Future
27. Art Brut – It's A Bit Complicated
26. Piano Magic - Part Monster
25. PJ Harvey – White Chalk
24. CocoRosie - The Adventures of Ghostborne and Stillborn
23. Wilco - Sky Blue Sky
22. Róisín Murphy – Overpowered
21. Nosowska – UniSexBlues

20. Yoko Ono – Yes I'm a Witch
19. Caribou - Andorra
18. The Aliens – Astronomy For Dogs
17. Muchy - Terroromans
16. LCD Soundsystem - Sound Of Silver
15. Super Furry Animals Hey Venus!
14. Bloc Party - A Weekend In The City
13. Modest Mouse - We Were Dead Before The Ship Even Sank
12. Blonde Redhead - 23
11. Maximo Park - Our Earthly Pleasures

10. The National - Boxer
09. The New Pornographers - Challengers
08. Devendra Banhart - Smokey Rolls Down Thunder Canyon
07. Spoon - Ga Ga Ga Ga Ga
06. The Arcade Fire - Neon Bible
05. Editors – An End Has a Start
04. Arctic Monkeys Favourite Worst Nightmare
03. Animal Collective – Strawberry Jam
02. Radiohead – In Rainbows
01. Interpol - Our Love To Admire

SLEJW:

30. Beirut – The Flying Club Cup
29. The Good, The Bad & The Queen - The Good, The Bad & The Queen
28. Art Brut – It's A Bit Complicated
27. Super Furry Animals Hey Venus!
26. Caribou - Andorra
25. Burial - Untrue
24. Black Rebel Motorcycle Club - Baby 81
23. The Field – From Here We Go Sublime
22. CocoRosie - The Adventures of Ghostborne and Stillborn
21. Jens Lekman - Night Falls Over Kortedala

20. Klaxons - Myths Of The Near Future
19. Piano Magic - Part Monster
18. Nosowska - UniSexBlues
17. Muchy - Terroromans
16. Bloc Party - A Weekend In The City
15. The National - Boxer
14. Arctic Monkeys - Favourite Worst Nightmare
13. LCD Soundsystem - Sound Of Silver
12. Wilco - Sky Blue Sky
11. Devendra Banhart - Smokey Rolls Down Thunder Canyon

10. Spoon - Ga Ga Ga Ga Ga
09. Modest Mouse - We Were Dead Before The Ship Even Sank
08. Maximo Park - Our Earthly Pleasures
07. Blonde Redhead - 23
06. Editors - An End Has A Start
05. The New Pornographers - Challengers
04. The Arcade Fire - Neon Bible
03. Radiohead - In Rainbows
02. Interpol - Our Love To Admire
01. Animal Collective - Strawberry Jam




Dziękujemy Wam bardzo za uwagę i już teraz zapraszamy na zapowiadany cykl Musztarda po obiedzie. Znajdą się w nim opisy płyt, których tu zabrakło a nie powinno + tych, które otarły się o pierwszą trzydziestkę. Będą to m.in. nowy Patrick Wolf, Lust Lust Lust grupy The Raveonettes, nowa płyta Sea and The Cake i wiele innych. Będą także wyznania osobiste, w których np. Slejw przeprosi za brak Overpowered w swoim głównym zestawieniu.

Poza tym - już dziś wieczorem relacja z koncertu tres b/Muchy/HEY a najprawdopodobniej na dniach tekst Yoko o występie Róisín Murphy w Madrycie.

Do przeczytania!

sobota, listopada 24, 2007

this song is based on a true story. Wintercase 2007.



Kilka słów wstępu. Wintercase to zimowy festiwal objazdowy, organizowany w Hiszpanii już po raz szósty. Ma też swoją letnią, open-space edycję, czyli (tak, wasze podejrzenia są słuszne) Summercase:) Idea zimowej akcji jest taka: zapraszamy 4 indie-gwiazdy i 6 mniej znanych zespołów i, w ramach festiwalu, organizujemy im mini-trasę. Joder,Hiszpanom gratulujemy Wintercase!!

odsłona 1: SUPER FURRY ANIMALS, Ratatat



Jako support zagrał duet Ratatat, dość dziwaczny, ale jednak interesujący.
Ich elektroniczno-gitarowe kompozycje wprawiły w ekstazę hiszpańską publiczność. Odniosłam nawet wrażenie, że całkiem spora grupa ludzi przyszła tego wieczoru do Joy właśnie dla nich, a nie dla „starych nudziarzy z SFA”, well..

Chcesz zrozumieć hiszpańską publiczność, kliknij tu: http://www.myspace.com/ratatatmusic



Po dziwolągach z Nowego Yorku na scenie pojawili się Walijczycy z SFA. Człowiek o dziwnym imieniu, Gruff Rhys, czyli wokalista SFA, powitał publiczność słowami 'Somos animales superpeludos de Gales' ['Jesteśmy superfutrzakami z Walii'], czym wywołał, chwilowy niestety, entuzjazm zgromadzonych. Tak, to właśnie tego wieczoru mit „wspaniałej hiszpańskiej publiczności” upadł. Mogę zrozumieć, że nie śpiewali, ale zagadywanie zespołu, to już raczej nietakt, nawet gruby:) Na szczęście SFA nie zawiedli, mimo chłodnego przyjęcia zagrali fantastycznie. W pierwszej, nastojowo-pościelowej, części setu pojawiły się m.in. 'Juxtaposed with you', 'Hello Sunshine' czy 'Show Your Hand'.



Druga część koncertu to już czysta rockowa energia z, najlepszym momentem wieczoru, zagranym prawie na finał 'The Man Don't Give a Fuck'. A na pożegnanie, 'Para vosotros, para la buena gente de Madrid' ['Dla was, dla dobrych ludzi z Madrytu'] krótki psychodeliczny jam ze zdjęciami Madrytu wyświetlanymi w tle. Klasa. Cymru am Byth!


odsłona 2: EDITORS, The Boxer Rebellion, How I Became the Bomb

Pierwszy z występujących tego wieczoru zespołów, How I Became the Bomb, to synonim sformułowania 'muzyczny obciach.' Bardzo się cieszę, że zdążyłam tylko na dwie ostatnie piosenki w ich wydaniu.
Tak, grają tak jak wyglądają. Bodek, dno.



Honor supportów uratowali świetni The Boxer Rebellion. 'We have this place surrounded', jedna z moich 'most played' piosenek, na żywo wypada znakomicie. To samo można powiedzieć o 'Flashing Red Light' zagranym na dwie perkusje. Na koniec krótkiego setu 'Watermelon':
Inside, outside, Inside your love.
Inside, outside, Inside your love.



Koncert Editors można podsumować jednym słowem: MIAZGA.
Słyszałam już peany na ich cześć po warszawskim koncercie w Stodole, ale to co usłyszałam/zobaczyłam przerosło wszelkie oczekiwania. Energia, pasja, radość grania!
Tom Smith swoim pięknym smutnym głosem i scenicznym ADHD uwiódł publiczność. Na szczęście chyba przyszli ci z koncertów w Rivierze, więc były śpiewy w spanglishu, nucenie melodii, ole, ole i inne przejawy uwielbienia:)



setlista:

Lights
Bones
Bullets
An End Has A Start
The Weight Of The World
Blood
Escape The Nest
Banging Heads
All Sparks
When Anger Shows
Spiders
The Racing Rats
Munich


You Are Fading
Smokers Outside The Hospital Doors
Fingers in the Factories

Na finał, w trakcie 'Fingers in the Factories' wyemitowano w publiczność setki mydlanych baniek.

Magiczny moment, magiczny koncert.


Odsłona 3: SPOON, Explosions in the Sky



Na przystawkę bardzo serdecznie, ciepło przyjęci Explosions in the Sky. Panowie z Teksasu, zagrali jeden dłuuuugi, trwający ponad godzinę, ponury utwór:)



Później kolejni reprezentanci ww stanu USA, Spoon. Jakiś czas temu zachwycili nas grając przed Interpolem w Berlinie. Wczoraj potwierdzili klasę, udowadniając, że zasługują na wiele więcej niż tylko 'wspieranie' gwiazd Matadora. Zagrali głównie utwory z nowej, gagaistycznej:) płyty 'Ga Ga Ga Ga Ga', polecamy!!. Było więc 'Don't Make Me a Target' z refrenem odśpiewanym przez publiczność, fantastyczne 'The Ghost of Your Lingers', 'You Got Yr. Cherry Bomb', 'Rhthm & Soul' , 'The Underdog' i przede wszystkim, moje ukochane 'Black Like Me'. Gdzieś w środku setu pojawił się nokautujący duet 'The Way We Get By' i 'The Two Sides of Monsieur Valentine'.
Na bis 'Everything Hits At Once' i już 'adiós amigos'. Krótko, ale JAK!