Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Delorean. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Delorean. Pokaż wszystkie posty

środa, lutego 22, 2012

Płyta i EPka miesiąca (styczeń + luty) - John Talabot i Granit

PŁYTA MIESIĄCA - JOHN TALABOT - fIN



Jeśli skuszeni pączkującymi w sieci zachwytami wpiszecie w przeglądarkę adres www.johntalabot.com Waszym oczom - zamiast strony enigmatycznego muzyka - ukaże się witryna jednej z barcelońskich placówek edukacyjnych. Położona w pięknej - zielonej, górzystej, ustronnej i praktycznie wolnej od turystów dzielnicy Sarrià szkoła nie ma jeszcze w menu zakładki "znani absolwenci", ale wszystko wskazuje na to, że informatyk będzie musiał wrócić z urlopu. "fIN" triumfalnie zdobywa niezależne salony (24? więcej!) i utrzymuje się w czołówce płyt 2012 serwisu rateyourmusic.com, na którego stronach jest też jednym z najlepiej ocenianych albumów w historii gatunku Balearic Beat. Debiutancka długogrająca płyta barcelończyka rozpycha się jednak w towarzystwie dudniących składanek z palemką, a łańcuch iberyjskich wysp z ich charakterystyczną muzyczną kulturą służy jej głównie do wspięcia się na wyższe poziomy.

Otwierający album, gęsty, zmierzchający na naszych uszach "Depak Ine" nawiązuje tytułem do nazwy leku o działaniu przeciwdrgawkowym wystawiając się tym samym na ciętą czarną ripostę, że na albumie, który zapowiada w dużej mierze chodzi o drgawki. "Destiny", w którym Talabota wspomaga madrycki producent Pional można w ciemno wpisać na listę najlepszych numerów tego roku, a "Journeys" z wokalem znanego z Delorean Ekhiego zgrabnie tłumaczy pożyczoną od Jarmuscha nazwę monachijskiej wytwórni, nakładem której płyta się ukazała (tak, Permanent Vacation). No a jeśli przenieśliśmy się już myślami na północ Europy dodajmy jeszcze, że jak na mieszkańca stolicy Katalonii przystało, młody artysta nagrał album bardzo kosmopolityczny. Orient "Last Land" czy skandynawskie, Knife'owskie "Missing You" to tylko przykładowe tropy. 

Istnieje duża szansa, że na dniach zaprezentujemy Wam tłumaczenie wywiadu z Talabotem, który ukazał się 20.02 w dzienniku El País. Bądźmy dobrej myśli!




EPka MIESIĄCA - GRANIT - GRANIT EP


Jednocześnie, nie opuszczając Barny, polecamy Wam EPkę duetu "Granit". Granit to Alba Blasi i Cristina Checa. Ta pierwsza wskazuje w wywiadach na bardzo słyszalną inspirację Beach House, ta druga udzielała się wokalnie na "Pop Negro" El Guincha. Ubiegłoroczny konkurs na EPkę roku nie został nawet rozpisany, w tym już w lutym mamy kandydatki do medalu. Ujmująca muzyka.

piątek, stycznia 07, 2011

PODSUMOWANIE 2010 - płyty





PODSUMOWANIE 2010 | PŁYTY | EPki | PIOSENKI



Errata: Ajj, co za błąd na pozycjach kilkunastych! Podsumowanie było kompilowane po nocach, z wielu różnych plików i nieczytelnych zapisków. Stąd pomyłka, bo starszy plik w jednym miejscu zastąpił plik nowy. Chodzi o spory awans Javiery, której płyta - wcześniej zbiór utworów niezłych i świetnych - zaczęła grać jako znakomita całość [dziś byłaby pewnie numerem 2]. Przepraszamy i zapraszamy do lektury!



PRZESŁUCHANE, POZA RANKINGIEM (kolejność przypadkowa):

The Walkmen - Lisbon
Interpol - Interpol
Lali Puna - Our Inventions
Gil Scott-Heron - I'm New Here
The Radio Dept. - Clinging to a Scheme
MEG - Maverick
Latitia Sadier - The Trip
Glasser - Ring
Paul Smith - Margins
Clive Tanaka y Su Orquesta - Jet Set Siempre No. 1
MGMT - Congratulations
Yeasayer - Odd Blood
Shugo Tokumaru - Port Entropy
Isobel Campbell & Mark Lanegan - Hawk
Maximum Balloon - Maximum Balloon
Joanna Newsom - Have One on Me
Stars - The Five Ghosts
CocoRosie - Grey Oceans
Triángulo de amor bizarro - Año Santo
The Fresh & Onlys - Play It Strange
Anais Mitchell - Hadestown
Emeralds - Does It Look Like I'm Here?
Toro Y Moi - Causers of This
jj - jj n° 3
Gonjasufi - A Sufi and a Killer
School of Seven Bells - Disconnect From Desire
Bonnie 'Prince' Billy & The Cairo Gang - The Wonder Show of the World
Lissie - Catching a Tiger
The Ruby Suns - Fight Softly
Dungen - Skit i allt
Ted Leo - The Brutalist Bricks
She & Him - Volume Two
Titus Andronicus - The Monitor
The Mynabirds - What We Lose in the Fire We Gain in the Flood
M.I.A. - /\/\/\Y/\
Flying Lotus - Cosmogramma
Ra Ra Riot - The Orchard
LCD Soundsystem - This Is Happening
Here We Go Magic - Pigeons
Perfume Genius - Learning
The Knife in Collaboration with Mt. Sims and Planningtorock - Tomorrow, in a Year
Race Horses - Goodbye Falkenburg
The Morning Benders - Big Echo
Goldfrapp - Head First
Jónsi - Go
Muchy - Notoryczni debiutanci
First Aid Kit - The Big Black and the Blue
Surfer Blood - Astro Coast
The Futureheads - The Chaos
Marina & The Diamonds - The Family Jewels
Shearwater - The Golden Archipelago
Clogs - The Creatures in the Garden of Lady Walton
Hot Chip - One Life Stand
Liars - Sisterworld

PRZESŁUCHANE, NA TAK (kolejność przypadkowa):



High Places - High Places vs. Mankind
Forest Swords - Dagger Paths
Violens - Amoral
Sleigh Bells - Treats
The Corin Tucker Band - 1,000 Years
Caribou - Swim
Gorillaz - Plastic Beach
Erykah Badu - New Amerykah Part Two: Return of the Ankh
Las Robertas - Cry Out Loud
How to Dress Well - Love Remains
Thelemáticos - Thelemáticos
Matthew Dear - Black City
Pantha du Prince - Black Noise
Marnie Stern - Marnie Stern
The New Pornographers - Together




40 - 1:

40. Evelyn Evelyn - Evelyn Evelyn
39. Lightspeed Champion - Life Is Sweet! Nice to Meet You
38. Belle and Sebastian - Write About Love
37. Vampire Weekend - Contra
36. Warpaint - The Fool
35. Owen Pallett - Heartland
34. Los Campesinos! - Romance Is Boring
33. Lower Dens - Twin-Hand Movement
32. The Hundred in the Hands - The Hundred in the Hands
31. Janelle Monáe - The ArchAndroid



30. Grinderman - Grinderman 2

Ciężko, ale nie ociężale.

29. Broken Social Scene - Forgiveness Rock Record

Kilka miażdżących piosenek w morzu tych zaledwie niezłych. Trochę mało jak na BSS.

28. Girl Talk - All Day

Girls just wanna have fun.

27. No Age - Everything in Between

Słabsza od Nouns płyta, na której liczy się przede wszystkim kapitalny Glitter.



26. Aias - A la piscina

Kolejny obiecujący zespół sceny barcelońskiej, kolejny obiecujący żeński zespół sceny światowej.

25. Avey Tare - Down There

Dobra solowa płyta na pocieszenie dla czekających na Tomboy.

24. Everything Everything - Man Alive

Poprzeczka mocarnego MY KZ, UR BF strącona z hukiem, ale próba długogrającego debiutu zaliczona bez zadyszki.

23. Soutaiseiriron - Synchroniciteen

Był przekład Lolity na japoński? To jest nowy. Tu, pod dwójką.



22. Robyn - Body Talk (+ Body Talk pt. 1, Body Talk pt. 2)

Mogła być jedna rewelacyjna płyta, są dwie niezłe i synteza w postaci Body Talk właśnie. Dancing On My Own to ścisła czołówka piosenek ostatnich lat.

21. Twin Shadow - Forget

Raczej Remember, bo to debiut godny uwagi.

20. Best Coast - Crazy for You

Plażowe hedonuty w urzekającym wykonaniu.

19. Holly Miranda - The Magician's Private Library

Holly śpiewa, Sitek produkuje. Bardzo klimatyczne i z perełką w postaci Waves.

18. Sufjan Stevens - The Age of Adz

Sufjan zamienia urban konkretny na urban kosmiczny i nagrywa swoją najbardziej udaną całość.

17. The Tallest Man on Earth - The Wild Hunt

And no this is not the summer dream she said
It's just the drying of the lawns I want to leave out there


16. Dum Dum Girls - I Will Be

Najbardziej treściwy kąsek z tegorocznych wytartych dziewczęcych albumów.

15. Tokyo Jihen
Sports







14. Spoon
Transference




Given Spoon’s reputation for consistency, it’s not a surprise that Transference is good. However, it manages to be good in surprising ways. (Allmusic)

No właśnie, był 13.04.2005, a w Berlinie przed Interpolem - zespołem, który w końcu nagrał niestety słabą płytę grał Spoon - zespół, który marnego albumu nie zarejestrował nigdy. Pamiętam dokładnie jak bardzo ścisnęła mnie za wszystko koncertowa wersja Paper Tiger i jak zaraz po koncercie kupiliśmy sobie EPkę The Way We Get By. Od tego wieczoru minęło ponad 5 lat, od długogrającego debiutu Spoon mija w tym roku lat 15. Po co te kalendarzowe dane? Na wypadek gdyby ktoś zapomniał, że to praktycznie weterani udanej piosenki. A zapomnieć łatwo, bo Transference to płyta świeża i nowoczesna. Poza tym jest pełna błyskotliwych zagrań, inteligentna i spójna, ale te cechy mogłyby Was na Spoon tylko naprowadzić.

13. The Bird and the Bee
Interpreting the Masters Volume 1: A Tribute to Daryl Hall and John Oates




No i jakże nie sluchać Inary i George'a jeśli nawet cover-płyta wychodzi im naprawdę dobrze? Heard It on the Radio w wersji z Interpreting... to bez wątpienia jedna z piosenek roku, a Kiss on My List jest słodsze od tureckich smakołyków. Tak więc słuchawki na uszy, fast forward do wiosny, INARA, dzieci, I NARA.

12. Uffie
Sex Dreams and Denim Jeans




Gdyby nie Mena nie miałbym wątpliwości, a tak muszę napisać - Sex Dreams and Denim Jeans to jedna z dwóch najseksowniejszych płyt roku. Już sama dziewczęca (acz niegrzeczna) barwa Hartley stymuluje kowadełko, natomiast takie zabijaki jak nowa wersja Pop the Glock, kapitalne Neuneu, kawałek tytułowy czy śpiewane w duecie z Mattiem Saferem Illusion of Love to już prawdziwy orgazm małżowin.

11. Parallels
Visionaries




Hi Krzysiek,

Thanks for you message! I'm glad the album is serving you well- thank you for your support. We're working on plans for Europe and we'd love to play your beautiful country -- (my grandmother was from Warsaw!)

Keep in touch,

Holly


10. Javiera Mena
Mena




...Primera estrella / Sufrir / Primera estrella / Sufrir / Hasta la verdad / Primera estrella / Sufrir / spanie / Primera estrella / Sufrir / Primera estrella / Sufrir / No te cuesta nada / No te cuesta nada / Luz de piedra de luna / Un audífono tú, un audífono yo / spanie / Primera estrella... czyli muzyczny crush roku po mignięciu na Primaverze i rozbłyśnięciu po przesłuchaniach debiutu i tegorocznej Meny.

Więcej o Javierze Menie na LTB

9. Ariel Pink's Haunted Graffiti
Before Today




Najlepsza płyta Ariela, najbardziej piosenkowa, zdecydowanie najmniej podkultowa (tj. robiona pod bycie niezależnym obiektem zachwytów) i ze świetnym czuciem cytowanych klimatów. Little Wig brzmi jak zagubiony Bowie z cekinowej skrzyni, Menopause Man startuje jak Billie Jean, Round and Round to nie tylko największa pożywka ubiegłorocznego hajpu, ale faktycznie jeden z numerów roku, Can't Hear My Eyes - zmumifikowany przebój złotych lat radia, a Bright Lit Blue Skies - prywatkowy strzał. Wciągający, psychodeliczny lo-fi pop z fantastycznym klimatem dla dźwiękowych różdżkarzy.

Więcej o Ariel Pink's Haunted Graffiti na LTB

8. Dënver
Música, gramática, gimnasia




Zazwyczaj ilość latino-wydawnictw w zestawieniach roku można określić sformułowaniem "tyle o ile". W 2010 roku lepiej użyć jednak określenia "tyle o Chile"! Kilka zabójczych numerów Javiery (nie odpisuje na maile) oraz znakomity album duetu Dënver (regularnie odpisują na maile) praktycznie same czynią wiosnę i każą uważnie śledzić ten wąski rynek. Oparty na instrumentalnym locie, seksownym wokalu i chamskiej disco podwyżce otwieracz brzmi jak The Go! Team południa, Lo que quieras to bull's eye czułej piosenki pop, Los adolescentes ma najlepszy teledysk roku. Lekko, rześko, pociągająco ; niespodziewanie, ale z zapasem w pierwszej dziesiątce roku.

Dënver - Los Adolescentes - wideo roku

Więcej o Dënver na LTB

7. Delorean
Subiza




Studio Montreal, w którym zarejestrowano ten album znajduje się w mieście Subiza położonym tutaj, ale prawdziwa muzyczna Subiza leży tu, na barcelońskiej plaży. Te przestrzenne, oddychające piosenki do tańca z palemką są jak moment, w którym większa fala zalewa nam buty. Niby szok termiczny i zaskoczenie, ale dopiero wtedy czujemy, że jesteśmy nad morzem.

DELOREAN - PRIMAVERA SOUND 2010 - relacja

Więcej o Delorean na LTB

6. Arcade Fire
The Suburbs




Jak mówi nasza znajoma przedszkolaczka - młynek nie lubi pustki. Można jarać się skwierczącym lo-fi - nasłuchiwać szumów i brodzić w chillwavie, a jednocześnie doceniać i z namiętnością słuchać wysokiej jakości uduchowionego hi-fi, które też jest do życia potrzebne. Trochę śmieszne, że piszę to akurat w przypadku Arcade Fire - grupy, która znakomitym debiutanckim Funeral nie zapowiadała raczej wyrywania stadionów. Po pogrzebie przyszło mocarne Neon Bible, a jego konsekwencją jest tegoroczne świetne Suburbs. No i jest jeszcze to jedno zdanie z DiS nt. tej płyty, które bardzo lubię:

This is a gradual gradient of maturity from Funeral (people die) to Neon Bible (EVERYONE DIES!) to The Suburbs (but, y'know, it's not going to happen today so just chill out).

Więcej o Arcade Fire na LTB

5. The National
High Violet




High five High Violet! Wiemy już, że nie jesteś najlepszą płytą The National, bo jest nią Alligator. Wiemy też, że nie jesteś całością tak pełną i zamkniętą jak Boxer. I wiesz co, nie szkodzi. Jesteś świetny. Masz duet poruszającego Sorrow z niezwykle przebojowym Anyone's Ghost. Masz Afraid of Everyone, masz potencjał koncertowy, masz styl i moc. Jesteśmy z tobą! Złapmy się za ręce! Oklaski!

THE NATIONAL - ARS CAMERALIS 2010 - relacja

Więcej o The National na LTB

4. Blonde Redhead
Penny Sparkle




underrated /ˌʌndəˈreɪtɪd/

if a person or thing is underrated, especially a performer, writer, or sports player, most people do not recognize how good that person or thing really is

She is one of the league’s most underrated players.

Więcej o Blonde Redhead na LTB

3. Deerhunter
Halcyon Digest




I znów stali bywalcy Primavery wrócili z piękną płytą, której nie można niczego zarzucić. Nie przeginają, sypią świetnymi numerami jak z rękawa, twórczo modyfikują brzmienie, nie stadionują się, nie idą w formalny eksperyment. Zamiast tego czarują bez wysiłku i udowadniają, że gitary nadal wzruszają (Helicopter), grzeją (Revival, Desire Lines) i wykopują w lepsze, przyjemniejsze miejsca (Fountain Stairs, Coronado). Znakomity album, który jest świadectwem już rozpoznawalnej marki. To jak, Bradfordzie, ostatni weekend maja wolny? Czekamy.

Więcej o Deerhunter na LTB

2. El Guincho
Pop Negro




Tak, tak, alala e alala o! Dwie części przewodnika i srebrny medal 2010 roku składamy u tupiących stóp Reixy - autora dwóch masakrująco dobrych płyt, które zaszczepiają co trzeba gdzie trzeba i zamiast biernie czekać na kiełkowanie podgrzewają atmosferę. Powtórzmy to razem - ale to było dobre! - 12 miesięcy dla hispano (i katalano) -języcznej muzyki. Muzyki, w której w ostatnich latach panuje właśnie El Guincho. I nie ma, że ustawa, że 6 stycznia, że trzech króli. Król. jest. jeden.

EL GUINCHO - PRZEWODNIK LTB - cz. I
EL GUINCHO - PRZEWODNIK LTB - cz. II

Więcej o El Guincho na LTB

1. Beach House
Teen Dream




Jednym z wielu problemów dzisiejszej muzyki jest cała masa zawodników rwących przypadająca na bardzo niewielką (a kiedyś przecież bardzo popularną) grupę graczy podrzucających. Rwący to ci nagrywający dobre / bardzo dobre debiuty i średnie lub słabe *kluczowe drugie płyty* powodujące zawód i wypad z obiegu. Podrzucający zaczynają skromniej - definiującym styl debiutem, który jest początkiem dłuższej, rozwojowej kariery, z trwającym kilka albumów triumfalnym podniesieniem.

Kiedy przypomnę sobie promujący Devotion koncert Beach House w barcelońskiej [2] (2008) oraz promujący Teen Dream koncert Beach House w barcelońskim parku Forum (2010) widzę dwa różne zespoły. W małej salce, która prawie że drży od ruchu podziemnych pociągów na stacji Paral.lel, widzieliśmy shoegaze - nie muzyczny, a mentalny. Nieśmiały, wpatrzony w podłogę kameralny występ z atmosferą skandynawskiej muminkowej wyspy, koncert przy świecach, wakacje z duchami. Na ubiegłorocznej Primaverze zobaczyliśmy muzykę potężną, żarówkową, zespół w najwyższej formie, czołówkę ligi mistrzów. Wejście Walk In the Park wywołało sztorm prawdziwego i ludzkiego mare internum, 10 Mile Stereo zabrzmiało najpiękniej na całym wielkim festiwalu.

Teen Dream to płyta mająca w sobie coś z bogactwa czarno-białych filmów. Coś z tych starych, najbardziej japońskich dzieł Kurosawy czy Ozu, w których mimo najskromniejszej palety barw tak wiele dzieje się w kwestii światła, odcieni i, paradoksalnie, kolorów. To album bez wypełniacza, który można czytać na wielu płaszczyznach. Podstawowa warstwa to muzyka pop, której chcemy słuchać w radiu, muzyka dopieszczona, ale nie przeprodukowana, zwiewna, ale nie pusta, chwytliwie melodyjna, ale nie banalna. Zapuszczanie się w głębsze kręgi przynosi niebiańskie przyjemności - jest z jednej strony fascynującą przygodą, z drugiej poczuciem bycia w domu.

Co ważne - nie można zarzucić tej płycie zbytniej maślaności. Nie bez powodu Victoria Legrand mówi w udzielonym dla altmusic wywiadzie o fizyczności, czy wręcz seksualności tych napędzanych "nową perkusją" piosenek. Jakaś błogość i producencki puch trzymają ją w ryzach świetnej kompozycji, ale pod tych puchem tętni prawdziwe, krwiste życie. Za ten kontrast w pewnym stopniu odpowiada Chris Coady - jeden z najlepszych producentów ostatnich lat, człowiek współodpowiedzialny za brzmienie m.in. płyt Yeah Yeah Yeahs, Subizy Delorean, Dear Science TVOTR (naszej płyty nr 1 2008 roku), Yellow House Grizzly Bear czy 23 Blonde Redhead - albumu, którym zachwycaliśmy się na LTB wielokrotnie. Podobnie jak Martin Hannett, który na szczęście, lecz wbrew woli muzyków Joy Division zmienił brzmienie Unknown Pleasures, Coady pięknemu, ale pozytywkowemu brzmieniu dwóch pierwszych płyt Beach House przeciwstawił kameralny pop totalny. Żeby jednak nie wzbudzać wątpliwości co do intencji, wrócę do określenia "nie przeprodukowane". Teen Dream właśnie takie jest, bo gdyby nie wielka siłą tych piosenek osobno i tych piosenek razem nie byłoby tej wielkiej płyty. I tak naprawdę, kiedy przypomnę sobie promujący Devotion koncert Beach House w barcelońskiej [2] oraz promujący Teen Dream koncert Beach House w barcelońskim parku Forum widzę jeden zespół - nadzieję podrzutu, autorów najlepszej płyty 2010 roku.

BEACH HOUSE - PRIMAVERA SOUND 2010 - relacja + 2.
BEACH HOUSE - [2], BARCELONA, 12.11.2008 - nagranie

Więcej o Beach House na LTB

piątek, września 17, 2010

El Guincho - przewodnik (notatki z przesłuchania [7] Pop Negro - część 2.)





EL GUINCHO - PRZEWODNIK | CZĘŚĆ 1. | CZĘŚĆ 2. | Alegranza - SUPLEMENT




TROPICALISMO (cd.) i EXOTICA

Faktem jest, że Pop Negro to płyta mniej egzotyczna niż Alegranza i że bliżej na niej Guinchowi do hiszpańskiego radia czy space age popu (→ WIDEO NR 16 - Marty Gold and His Orchestra - Dance, Ballerina, Dance) niż do szemrzącej brazylijskiej portugalszczyzny Tropicalistów, ale patrząc przekrojowo na twórczość Hiszpana i dokonania Veloso, Gila i innych (ogólny obraz daje m.in. składanka Tropicália ou Panis et Circencis) trudno nie doszukać się wielu podobieństw. Spalona jak Lily na T4 stylistyka, plażowy luz, wielki odważnik rytmu, zabawy wokalem, czerpanie z kulturowej multiwitaminy - wymieniać można długo. Tropicalismo to jednak w miarę konkretny styl, a płytę z papugą charakteryzuje spora kalejdoskopiczność brzmienia, dlatego przy koniecznej we wszystkich recenzjach inspiracyjnej litanii często pojawia się nazwa exotica (When I started producing, I was obsessed with exotica records) - nostalgiczny nurt orientalno-oceaniczny pod patronatem i batutą Lesa Baxtera

→ WIDEO NR 17 - Les Baxter - Jungle Flower

gdzie kształt większości instrumentów (oprócz wszechobecnych smyków rzecz jasna) podpada pod explicit content. Bardzo exotyczne jest np. Guinchowskie Cuando maravilla fui.

Wracając natomiast do Tropicalismo i postaci genialnego Veloso warto przytoczyć jeden z wywiadów, w którym zapytany o swoich pięć ulubionych płyt Díaz-Reixa wylicza:

These 5 by Caetano Veloso: 1968 (Tropicália), Araça Azul, Muito, Qualquier Coisa (Side A) and Cinema Trascendental..

No to gramy jeszcze raz, tym razem z fantastycznej płyty Caetano Veloso (Tropicália) z 1968 roku → WIDEO NR 18 - Cateano Veloso - Clarice:



[Zobacz też: dokument BBC o ruchu Tropicalismo]

SAMPLE, DEBIUT, J DILLA

Pozostajemy w sferze inspiracji. Wspominaliśmy już o pewnych podobieństwach do Since I Left You The Avalanches - płyty definiującej plażową żonglerkę samplami i zabójczymi melodiami, porównania do Pandy i Animal Collective (które brzmiały najprawdziwiej na etapie Folías - pierwszego, wyprzedanego albumu Guincha*, który → WIDEO NR 19 - rules) szły na żółtym pasku w TVNie. Sam Guincho wskazuje jednak na inną definiującą początki jego stylu inspirację:

I'm flattered when all these journalists compare me to Animal Collective or Cornelius or other great bands, but that's not me, I wouldn't have done anything if it weren't for J Dilla. I heard Donuts, wow! That was when I decided to get a sampler and it all started. I couldn't pay for an MPC, it was way too expensive! I asked for something cheap and they sold me a Roland SP-404.

→ WIDEO NR 20 - J Dilla - Last Donut of the Night:



Na Pop Negro sample poszły jednak w odstawkę, dlatego więcej o nich w Alegranzowym suplemencie do przewodnika (zapraszamy niedługo).

* opis ze strony wytwórni: Imagine the Cookie Monster all full on crack in a dark and wet basement aiming El Guincho with an AK-47 and screaming at him“play something beautiful for me baby, c’mon flaco this is my weird war!” Thirteen songs about bizarre birthday parties, intergalactical karts and sharks on the swimmingpool. If Caetano Veloso had known what is a Sp-404 in 1968 another rooster would sing. Word!

ODNOGI i KOLONIE

Z lewej strony muzycznych równań przenosimy się (po raz kolejny, patrz: cz. 1) w rejony po znaku równości. Oprócz The Avalanches (a jeśli Avalanches to czemu by nie Girl Talk? → WIDEO NR 21 - Girl Talk - Play Your Part, pt. 1) mamy tu sporo słuchania podzielonego na dwie grupy:

ZESPOŁY, KTÓRYCH CZŁONKIEM JEST/BYŁ EL GUINCHO i (uwaga) ZESPOŁY, W KTÓRYCH NIE WYSTĘPUJE EL GUINCHO. Na razie zapraszamy grupę pierwszą:

Coconot:

znajoma twarz i debiut pt. Novo tropicalismo errado → WIDEO NR 22:



Giulia Y Los Tellarini:



Guincha przygoda z perkusją i soundtrack do Vicky Cristina Barcelona:

→ WIDEO NR 23 - Giulia Y Los Tellarini - La Ley Del Retiro

+ Albaialeix = Guincha przygoda z perkusją [2].

POZOSTAŁE GRUPY:

Na początek bardzo przez Guincha lubiani Barcelończycy (dołączający tym samym do Thelematicos, o których pisaliśmy w pierwszej części przewodnika) Extraperlo (→ WIDEO NR 24 - Extraperlo - Bañadores)

Actually, I should say my favorite new band is Extraperlo. They're from Barcelona, too, and great friends of mine. They write clever pop songs that you can dance to with all these jumpy percussion sounds like in my favorite Tom Tom Club tunes, and the way they sing the melodies like if they were not interested at all. I think they're great...

Dalej - Delorean - autorzy bardzo dobrej EPki Ayrton Senna i jeszcze lepszej płyty Subiza, o których na LTB pisaliśmy bardzo często (tag: delorean).

→ WIDEO NR 25 - Delorean - live, Primavera Sound 2010

Dalej - i to dalej w rozumieniu odległości stylistycznej - Devendra Banhart - który swoją odmianę New Weird Americi oparł głównie na kontynencie południowym. Banhart to największy chyba propagator tropikalnych rytmów na alternatywnej scenie, bosy JezusMax, którego na LTB pamiętamy m.in. z Americany na Malcie oraz koncertu w Madrycie.

→ WIDEO NR 26 - Devendra Banhart - Carmensita:



BERLIN



Muzycznie Berlin i Niemcy kojarzą się chociażby z kraut-rockiem, pociągami i autostradami Kraftwerk, mur-trylogią Bowiego, idealnym eskperymentalnym kwachem Can, zimnym błyszczącym dichem, owłosionym NRDowskim punkiem - słowem ze wszystkim oprócz tropikalnej biby. Berlin jednak ma swoje miejsce na mapie Pop Negro - Guincho przez trzy miesiące nagrywał w znanym studio Planet Roc (zdjęcie powyżej). Mówiliśmy już o hiszpańskim temperamencie i niemieckiej precyzji, tak?

A na koniec - DISCOTECA OCEANO



czyli wytwórnia założona "pod Alegranzę" (dumnie oznaczoną numerem DO001), która oryginalnie nie została wydana przez Young Turks, ale przez Discotecę właśnie (ze znaczkiem tego labelu Alegranza pozuje z mą ręką powyżej). Podobno gdy Félix Ruiz usłyszał materiał nagrany przez Guincha nie miał wątpliwości - ktoś musi wydać to W TEJ CHWILI. Dzisiaj Discoteca Oceano (MYSPACE) to m.in.:

- opisywani Thelematicos,
- Joe Crepúsculo (Ruiz jest jego managerem),



- Linda Mirada - → WIDEO NR 27 - Linda Mirada - Solo,
- Maluca,
- Los Massieras

i honorowy ambasador - Pablo Díaz-Reixa - El Guincho.

czwartek, czerwca 03, 2010

Primavera Sound 2010 - dzień 1.




PS2010 | POCZTÓWKI | WIDEO | CZWARTEK | PIĄTEK | SOBOTA



EDIT: koncert Pavement z Primavery, pocięty i otagowany / Pavement PS2010 gig (originally recorded from WFMU.org by stu66) now divided into seperate mp3 tracks and tagged : DOWNLOAD



Tego festiwalu na P nie jest w stanie powstrzymać ani wulkan na E ani część narodu na A. Co roku jest inny - w 2008 z mieszanką różnych muzycznych cudów i kapitalną, praktycznie niefestiwalową atmosferą, w 2009 z niebywale czułą reakcją na to nowe w muzyce, w 2010 ze składem gigantem. I nawet jeśli czasami tęskniliśmy do tej bardziej dźwiękocentrycznej, mniej hipsterskiej, a bardziej listenerskiej atmosfery sprzed dwóch lat (choć oczywiście bez przesady, to wciąż good ol' Primavera!), mankamenty większej popularności barcelońskiego festu niknęły w natłoku genialnych koncertów. Było rocznicowo i z rozmachem, z nie zostawiającym czasu na oddech rozkładem jazdy, z historią i współczesnością rozrywkowego grania w pigułce. Niczym praktyczna realizacja idealnego podręcznika do muzyki, zapraszam więc do pianina i jak powiem teraz to teraz.

1,2,3,4, jeszcze nie teraz.

1,2,3,4.

Teraz.

THE BOOKS, których nie było.

A w zasadzie byli, ale zamiast o 19:00 to o 00:30, co krzyżowało ich trochę z Broken Social Scene, a trochę z Pavement. Wielka szkoda, bo The Lemon of Pink to mistrz w swojej klasie, a koncert The Books miał być jednym z najciekawszych czwartkowych wydarzeń. A tak - lektura do nadrobienia.

SURFER BLOOD i TITUS ANDRONICUS - 19:15, 20:30, scena PITCHFORK

Na Surfer Blood zależało nam bardzo umiarkowanie - Astro Coast średnie, twarz lidera z nutą niemowlęctwa (nie chcę myśleć co będzie when he's sixty four), kupony na napoje do kupienia. Zajrzeliśmy więc na chwilę i (zgodnie z przewidywaniami) nie wkręcając się pooglądaliśmy bez obrzydzenia (bo z daleka) ten poprawny rockowy set. Muzyka letnia - niestety w każdym znaczeniu tego słowa.


Titus Andronicus ; fot.: louder than bombs

Bum tarararara za oknami noc
Czego chcesz dziewczyno ja wiem - Tarzana!


Krótka rundka po Forum, a zaraz potem Titus Andronicus. Tu już znacznie ciekawiej, bo jarmarczny powerpop na początek dnia nie jest zły. Patrick Stickles - człowiek o aparycji powiększonego Rumcajsa i scenicznej manierze Tarzana właśnie - żywiołowo zapodawał (ach, co za wspaniały świat!), a i rytmiczne popisy reszty zespołu oglądało się bardzo przyjemnie. Jednak w porównaniu ze środowym Los Campesinos!, zespół z New Jersey (buuu! Go Knicks go!) wypadł słabiej, co zresztą nie dziwi, bo wieśniaki mają płyty lepsze niż Titus. Na +, ale bez większych emocji, poza tym nie do końca, bo przed 21:00 trzeba było iść na scenę Ray-Ban.


wideo: louder than bombs

THE XX - 21:15, scena RAY-BAN


The XX ; fot.: louder than bombs

Pierwsze duże wydarzenie tego festiwalu. The XX zagrali koncert bardzo intymny, o charakterze wybitnie niefestynowym, pozbawionym zbytniego mizdrzenia się, pytania o samopoczucie i żółwika z pierwszym rzędem. Nie chodzi zresztą wyłącznie o brak wodzirejskich ciągot, ale o samą muzykę, którą Londyńczycy rozłożyli nad tym wielkim sceniszczem przytulny namiot. Zaczęło się tak jak płyta - instrumentalnym intrem, które jednak nie przeszło w pozytywkowe VCR, ale zapisało się jako asysta dla największego chyba przeboju grupy - Crystalized. Granie tak dużych koncertów po pierwszej płycie to spory problem (przede wszystkim kompozycyjny), ale nawet tutaj obyło się bez wpadki. Świetnie zagrała jedna z moich ulubionych piosenek - Do You Mind (coverowy b-side z Islands, oryginał tu, xx tu), bardzo dobrze wypadła pokryta skwiercząco-pulsującą folią bąbelkową wersja Infinity. Występ ze stonowaną, podskórną, ale naprawdę dużą siłą rażenia.


wideo: louder than bombs

BROKEN SOCIAL SCENE - 23:15, scena RAY-BAN


Lisa Lobsinger (Broken Social Scene) ; fot.: Daniel Villanueva

Pastwiłem się trochę nad nowym BSS, więc może po tak fantastycznym koncercie czas na Forgiveness Rock Review? Nie do końca, bo nadal uważam, że proporcje między świetną stroną A (EJ! side) a średnią stroną B (PHI! side) są tak gigantycznie zachwiane, że punkty za kompozycję odejmują się same. Nie wiem, czy członkowie Broken Social Scene uważają podobnie, w każdym razie na koncertach, jeśli chodzi o nowości, grają same michałki. Zaczęli swoim nowym robust-hitem - krzepkim, jurnym, szerokim w biodrach World Sick i to właśnie w treściwym, ultramelodyjnym przypierdoleniu należy się doszukiwać źródeł wrażeń-mutantów, które wynieśliśmy z tego występu. Nawet w utwory z pozoru pościelowe/plażowe/zwiewne tchnięta została nowa siła fatalna (cudowne wykonanie 7/4 Shoreline). Tam natomiast, gdzie już na płycie buzowało muzycznymi hormonami, na żywo czwartkową kumulacją emocji rozsadzało wielką czachę sceny Ray-Ban (Cause=Time!). I niby brakowało Anthems i wielu innych hymnów, ale ciężko byłoby je tu naturalnie wpasować, bo zbyt mocno poszli, żeby wracać po ballady.


wideo: louder than bombs

My wracamy za to na moment do nowej płyty, bo warto wspomnieć o tourującej obecnie z BSS Lisie Lobsinger (Reverie Sound Revue, polecaliśmy tutaj). Można narzekać, że nie gra ani Feist, ani Emily Haines, ani Amy Milan, ale no ej, mięso też byś chciał? Poza tym, to właśnie Lobsinger wywindowała (i nie later, a dokładnie wtedy) najlepszy utwór z Forgiveness Rock Record - mrowiące All to All - do top 5 najlepszych wykonów całego festiwalu. Gdyby tego było mało, mamy jeszcze gościnny występ Spiral Stairs (na ciętą ripostę nie trzeba było długo czekać - więcej w opisie Pavement) i Owena Palletta (wiadomo, ziomek). Ale tego nie jest mało - oszałamiający, znakomity, porywający występ. Brawa brawa brawa.

PS W ogóle postać Brendana Canninga. Koleś gra jak mieszkaniec kosmosu, a wygląda jak połączenie Jarvisa z finalistą Wielkiej gry. Mocne doznania estetyczne każdego rodzaju.

setlista

PAVEMENT - 01:00, scena SAN MIGUEL


Stephen Malkmus (Pavement) ; fot.: Shannon McLean

Im dłużej trwał koncert Broken Social Scene, tym bardziej oddalała się perspektywa zobaczenia choćby fragmentu The Books. Skończyło się na tym, że na główną scenę festiwalu trzeba było przejść od razu. Pavement - główna gwiazda wieczoru - przyciągnęli pod San Miguela tłumy. Bardzo słusznie, bo zgodnie z oczekiwaniami zagrali cudownie, a sam fakt słuchania na żywo tych wszystkich pomnikowych kompozycji spowodował całkowite odrealnienie wydarzenia. Po spanglishowej strzałeczce (Oh-la, Quei tahl?) skwitowanej autoironicznym śmiechem ruszyli z dwójki przeznanym i prześwietnym Cut Your Hair. Skończyli Stop Breathin', a w międzyczasie pojawiło się nieziemskiej urody Elevate Me Later, więc zagłębie cudów z Crooked Rain, Crooked Rain (2,3,4) pojawiło się w całości. Oprócz tego dużo Slanted, co ucieszyło mnie niezmiernie. Zagrali m.in. cudowne Here, rewelacyjne In the Mouth of a Desert (z wyj-alongiem zamiast sing-alonga), a przy samym początku masakrujące Trigger Cut. Nie zabrakło też Wowee Zowee - świetnie zabrzmiało We Dance (!), Father to a Sister of Thought, a podczas Kennel District na scenie pojawił się Kevin Drew, który tym samym zrewanżował się Kannbergowi (Kennel to zresztą jego piosenka) za partie w Texico Bitches podczas gigu Broken Social Scene. Poza tym znakomicie wypadły otwieracze dwóch późniejszych płyt Pavement - Stereo i Spit On a Stranger.


wideo: louder than bombs

Wracając do domu pomyślałem sobie, że jakikolwiek by ten występ nie był, uczestnictwo w nim jest wydarzeniem historycznym. Myśl w błoto, to był kapitalny koncert. You sleep with electric guitars? W takie wieczory człowiek nabiera ochoty.

setlista
mp3 stream (WFMU)

DELOREAN - 02:45, scena PITCHFORK


Delorean ; fot.: louder than bombs

Wykrakałem z tym Sleigh Bells i w końcu czasu starczyło tylko na to, żeby zrobić sobie zdjęcie z Alexis (coś jak w parkowej scenie z Reprise, ale z otwartą przesłoną obiektywu). A potem Delorean - wielka niewiadoma, bo po przygodach z Guinchem (który btw wydaje teraz serię epek - Piraci z... nie, z Ameryki Południowej ; opiszemy z pewnością) wiedzieliśmy, że w przypadku tego typu dobrych hiszpańskich wydawnictw, koncert to nadal spora zagadka. Mieszkający obecnie w Barcelonie Baskowie nagrali jedną z najlepszych płyt 2010 i jedną z najlepszych EPek 2009. To zobowiązuje i na szczęście Delorean na żywo nie zawiedli. Na zamknięcie czwartkowej odsłosny sceny Pitchfork zagrali świetny, wybuchowy set (rozumiecie tę terro-niejednoznaczność, nie?). Przez cały roztańczony czas lecieli inteligentną ibizą (sample-chórki!) zanurzoną głęboko w inspiracjach Animal Collective (jeden z nich wygląda nawet jak Geologist). I choć z pewnością nie wysmażyli całego ogromu smaczków z Subizy, zachowali jednak (a może i dzięki temu) czystość rozrywkowej, natchnionej, napędzanej popową elektroniką jazdy. Bardzo udany live, jeszcze lepsza płyta - to co, najmilsi? Do zobaczenia w podsumowaniu roku. A na razie w kolejce Primaverowy piątek. Pewnie już jutro.


wideo: louder than bombs

piątek, maja 28, 2010

PS10 - pocztówka nr 2



Krótko - pierwszy dzień tegorocznej Primavery przyniósł kilka małych zawodów organizacyjnych i atmosferycznych (nie, nie mówię o tym małym deszczu) oraz kilka wielkich zachwytów koncertowych. Główne doznania to piękny set The XX, naprawdę miażdżący występ Broken Social Scene (szturm na listę bestof live) z gościnnym udziałem Owena Palletta (dziś, 16:00), wspaniałe Pavement i świetne Delorean. A to nie wszystko. Więcej oczywiście w naszej pofestiwalowej relacji. Klipy (m.in. Pavement & Kevin Drew - Kennel District i Lisa Lobsinger śpiewająca z BSS jeden z kawałków roku - bajeczne All To All) w trakcie wgrywania.



sobota, maja 01, 2010

Wideo dnia #070



Mieliśmy pominąć ich w prezentacji (w związku z tym, że ostatnio często o nich mówiliśmy), ale łamiemy się bardzo szybko. Muzycy udzielili wywiadu serwisowi Yours Truly w jednym z naszych ulubionych miejsc w Barcelonie (i w ogóle) - na zamku na wzgórzu Montjuïc.



Na zamek można wejść, lub wjechać przeszkloną gondolową kolejką. Widoki obłędne, a widziane z góry kolorowe portowe kontenery wyglądają jak lego w specjalnej edycji Gargantua-Pantragruel (co brzmi w sumie nieco z katalońska). Z ich świetnej Subizy - Grow.



PS10 - bez numeru - Delorean

sobota, stycznia 09, 2010

podsumowanie 2009 - EPki



Nie każemy Wam czekać długo. Oto najlepsze EPki 2009 roku:

10. NO AGE - Losing Feeling
9. MODEST MOUSE - No One's First, and You're Next
8. DUM DUM GIRLS - Yours Alone
7. THE PAINS OF BEING PURE AT HEART - Higher Than The Stars
6. DEERHUNTER - Rainwater Cassette Exchange

5. WASHED OUT - Life of Leisure



Kwintesencja wakacyjnego luzu, fan-video poniżej oddaje to miejscami bardzo dobrze. Nie wiem czy Washed Out nie rozpłynie się w fali wakacyjno-szumiących dźwięków nowego wieku, ale dziś wyróżnia się, przede wszystkim kompozycyjną subordynacją (fuj, paskudne słowo, ale - wybaczcie - pasuje). Jak na razie jesteśmy zdecydowanie za.




4. DELOREAN - Ayrton Senna



I kolejna wakacyjno-luzacka EPka, tym razem z Hiszpanii. Sprawdzimy ich na żywo podczas tegorocznej Primavery. W studio brzmią niezwykle przyjaźnie, a skakanie przez fale zyskuje swój soundtrack. Dawać mi tu jagodzianki, zamek z piasku i falochron! Bardzo dobra mała płyta.




3. BON IVER - Blood Bank



Główny element naszej miejskiej playlisty z Granady. Teraz, gdy śnieg zasypał wszystko, słucha się tego wspaniale. Bon Iver trafia z formą. Może nie aż taką jak na genialnym debiutanckim, długogrającym For Emma, Forever Ago, ale wciąż wysoką i przyciągającą. Magnetyczny, tajemniczy album z punktem centralnym w postaci tytułowego utworu.



A tu jeszcze warty uwagi cover:




2. ANIMAL COLLECTIVE - Fall Be Kind



Po nagraniu absolutnie niesamowitego Pawilonu muzycy Animal Collective jakby od niechcenia wygrzali EPkę, na której pojawia się tak fantastyczny numer jak What Would I Want? Sky. Świetny materiał pokazuje ogromny potencjał AC. Nagrywanie tak dużej ilości utworów-gigantów w ciągu jednego roku nie pozostawia wątpliwości - to jeden z zespołów wszech czasów. Tak się rysuje!




1. DERADOORIAN - Mind Raft



Hey Krzysztof!

Thanks so much. I'm glad you like the EP.

Angel


To, bez żartów, jeden z ważniejszych muzycznych maili, m.in. obok tego od Gabrielle Drake.



No a płyta? To zdecydowanie ciche wydarzenie roku 2009. Kiedy większość recenzentów piała nt. albumu Bitte Orca Dirty Projectors, mniejszość twierdziła, że płyta jest koszmarna, gdzieś obok rozgrywała się prawdziwa muzyczna historia. Ta EPka jest magiczna. Kiedy usłyszałem ją po raz pierwszy wydawało mi się, że Angel przyszła do pokoju, zagrała swoje piosenki, a te zniknęły na zawsze pozostając tylko sennym muzycznym wspomnieniem. Obcowanie z Mind Raft jest czynnością niezwykle intymną, a dźwięki, z którymi obcujemy zdają się być wyjątkowo kruche i ulotne. Piosenki są śpiewane na ucho, bez pośredników.
Aaarmeniia city in the sky! Plemienny orient, mapy nieba i głos anioła. Płyta pozaświatowa, EPka roku.



EDIT (04/2011): obecnie na pudle także Rum Hee Shugo Tokumaru