Pokazywanie postów oznaczonych etykietą elbow. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą elbow. Pokaż wszystkie posty

sobota, września 08, 2012

iTunes Festival 2012


Ależ to był znakomity wieczór - najpierw cudowna jak zawsze Bat For Lashes, a potem Elbow - którzy mimo haniebnego olania swojej pierwszej, najlepszej płyty zagrali świetny koncert z wieloma wzruszającymi momentami. Bywa, że da się te występy obejrzeć z odtworzenia, więc jeśli nie widzieliście, to polujcie, a uszy Wasze Wam podziękują.



Throw those curtains wide
One day like this a year would see me right



wtorek, marca 08, 2011

Build a rocket BOYS!


Sporo było ostatnio o kobietach, które zasłużenie biorą w końcu szturmem świat muzyki. W dzień kobiet, (och jakże) przekornie, tylko o chłopakach:

Zupełnie nie wiem, jak to się, jak to się stało, że nie znajduję w archiwum LTB opisu wrocławskiego, nowohoryzontowego koncertu Junior Boys. Trudno, a nawet lepiej - pisząc pocztówki z OFFa nie będę musiał uważać na powtórzenia. Na powtórzenie formy z Warszawy (CDQ) i Wrocławia (ENH) jednak liczymy, bo te dotychczasowe podejścia do żywych Boys Boys Boys przebiegły bez najmniejszej skuchy.

Co jeszcze? Destroyer, na którego OFFowy występ cieszymy się chyba najbardziej. The New Pornographers widzieliśmy na koncercie dwa (świetne) razy, ale ambasador pasującego zarostu nie ukazał nam się ani w Madrycie ani w Barcelonie. Widzę, że wspominałem już o uwielbieniu do Destroyer's Rubies, ale nie padałem na kolana przed jedną z najpiękniejszych piosenek miłosnych wszech czasów. Ludzie, naprawdę, pilnujcie mnie, bo nie wiem co czynię. No nic, gramy zaległości teraz, w ramach wakacyjnych zapowiedzi:


Lekcja. Temat: Let the one who lies next to me lie next to me jako najprostsze wyrażenie podstawowego życzenia człowieka kochającego.

A na koniec - podsumowanie co ciekawszych rekwizytów rzuconych w głębiny wrzutni w ciągu ostatnich kilku dni:

1) a propos Nowych Horyzontów - w tym roku Grinderman na pięknej Wyspie Słodowej. Pamiętajcie, że Brosy, Offy i Globole nie są wliczone w cenę biletu,
2) anonsowana dziś piosenka Pecknolda i Droste'a jest naprawdę ładna, więc ściągnijcie ją i puśćcie wszystkim, którzy mówili Wam, że "dzis nic za darmo",
3) pobierzcie również nowy numer Guillemots, bo odruchem całkowicie bezwarunkowym sam się repeatuje,
4) no a przede wszystkim - słuchajcie nowej, pięknej, najlepszej chyba od czasów debiutu płyty Elbow! To będą szczyty tego roku, bo dobrze napisał Uncut: It's a quietly beautiful record: anthemic, but not bombastic, a tego nam przecież trzeba.



+ spoza wrzutni: 5) zbieramy te rewelacyjne single, słuchamy świetnego - jak się okazało - koncertu Pandy z ubiegłorocznej Primavery i szykujemy się na kolejną płytę roku. Tym razem nie przegapimy.

Pozdrawiam, a jak całkiem wyzdrowieję, zaserwuję niespodziankę, która stałych czytelników być może rozbawi. Do kontaktu!

PS (edit): Naprawdę nie jest ze mną najlepiej. Zapomniałem się pochwalić, że robiłem kiedyś polską stronę o Elbow (linkowaną na oficjalnej stronie zespołu) + otrzymałem od Nich osobistą mailową kartkę na Boże Narodzenie. Co-za-przeoczenie!

środa, stycznia 06, 2010

AV - miejskie playlisty - Rzym


What's my life for?

Miejskie playlisty charakteryzują się tym, że składają się na nie różne stada piosenek. Tworzą je utwory w sposób oczywisty związane z miastem (opisują je lub zostały w nim nagrane), te powiązane nieco luźniej (z państwem, z atmosferą) i te przypadkowe, zasłyszane podczas pobytu lub podróży. Takie miksy jarają więc głównie autorów, ale mamy nadzieję, że przedstawiając Wam nasze miejskie playlisty opowiemy jednocześnie jakąś ciekawą muzyczną historię o fascynujących miejscach. The city is here for you to use i tak dalej. Jedziemy.

1) MORRISSEY - album Ringleader of the Tormentors

Nie ma dla nas bardziej rzymskiej nuty. Płyta nagrana w Rzymie i przesycona jego atmosferą, album genialny i przejmujący. Moz, mimo explosive kegs między nogami, jest na Ringleaderze elegancki jak kolumna dorycka i potężny jak kolejka do Kaplicy Sykstyńskiej. Dear God, Please Help Me to jedna z najpiękniejszych piosenek jakie kiedykolwiek powstały i gdyby Panteon - rzymska świątynia wszystkich bogów - chciała kiedyś posiadać swój hymn, to został on już nagrany.

Co jeszcze - kalejdoskop włoskiego filmu w You Have Killed Me i Piazza Cavour, który dostojnie milczy w kwestii sensu życia. A poza tym The Youngest Was The Most Loved zaczynający się odgłosem słyszalnym w Rzymie co kilka sekund. Nie, serio.



2) PHOENIX - Rome

Nagrana w Paryżu, znakomita na żywo w Barcelonie piosenka o Rzymie.

Rome, Rome, Rome, Rome
Focus looking forward the Colosseum




3) RADIOHEAD - You And Whose Army

Come on, come on, Holy Roman Empire! Morze Tyrreńskie było definitely pissed off i nakręcało się jak ten miażdzący utwór z Amnesiaca.


live, Poznań (video: kenigmatic)

4) PULP - Bar Italia

włoskie jedzenie > inne jedzenie



5) CAMERA OBSCURA - Roman Holiday



Wakacje Romana, piękny b-side z Lloyda. Singla kupiliśmy w najfajniejszym mieście świata (takie na M, z dużym parkiem, mieszkaliśmy tam przez jakiś czas... łatwe, nie? pierwszą poprawną odpowiedź nagradzamy Peronim), ale fazę nań (faza nań, no no) mieliśmy właśnie w Rzymie (też świetnym, żeby nie było wątpliwości).

No i znów jest filmowo. I've never had a roman holiday, but I won't hold it against you...

6) muzyka Nino Roty

Czy Fellini (btw: jego "Rzym" - film rewelacyjny, kamera przejeżdża pod najważniejszymi zabytkami, a przed Włochami stawia się zwierciadło, nawet niekoniecznie krzywe) czy Il Padrino - włoski (rzymski) klimat w skali 1:1.



7) BEIRUT - Postcards from Italy

Podobno włoska poczta jest gorsza od polskiej. Wiem, mi również jest ciężko to sobie wyobrazić.



8) LADY GAGA - Bad Romance

Ten świetny popowy kawałek słyszeliśmy wielokrotnie w supermarkecie Pim. Występowaliśmy tam w roli atrakcji sklepu wybierając godzinami wina z różnych regionów (tak, to szokujące, ale na tzw. zachodzie dobre wina kupuje się w supermarkecie).

Teledysk też na duży plus.



9) ELBOW - An Audience with the Pope

Najlepszy numer z Seldom Seen Kid, zdecydowanie godny polecenia (i 'postrofjenia' też).



10) TOM WAITS - np. Please Call Me, Baby



Płyta CD z włoskim hologramem została nabyta (saldi baby!) i przywieziona do Polski (razem z kolejnym zagranicznym Nickiem Drakiem ; mamy już m.in. madryckiego i sztokoholmskiego, fajna tradycja, polecam). Włoskie kolacje upływały najczęściej właśnie przy The Heart of Saturday Night. W związku z tym wszystko było dobre: miasto, muzyka i micha.

piątek, lutego 29, 2008

porządki i nowości 2008

Cześć. No i tak:

1) Porządki w związku z najlepszymi utworami 2007:

dodaliśmy za pamięci Now Now St. Vincent, ale co ważniejsze: były problemy z tymi playerami (nie wyświetlały wszystkiego), więc zamieszczamy dwa bezpośrednie linki do playlist na youtubie:

część pierwsza
część druga.

2) Porządki w kolekcji internetowej (czyli dodanie wyników naszego muzycznego zakupoholizmu) już wkrótce (myślę, że we wtorek np.).



3) Nowości - 2008,

bo zapowiada się świetny rok (już mamy kilka dobrych, bardzo dobrych i jeden rewelacyjny album) i później możemy nie ogarnąć. Ale zacznijmy może od przykrego działu:

ROZCZAROWANIA


Nick Cave & The Bad Seeds - Dig Lazarus Dig!!!

Niezły singiel i słaba płyta. No, powiedzmy, że dostateczna. Ogólnie dużo rock-łomotu, ale brak witalności świeżutkiej, pachnącej Nocturamy. O wcześniejszych dziełach i arcydziałach zespołu nawet nie wspominam. Fajne jest Midnight Man i ten kawałek przed tym też OK, ale ogólnie to już było, miejmy nadzieję, że wróci więcej.

3


British Sea Power - Do You Like Rock Music?

Nadzieje były spore - po fenomenalnym debiucie i bardzo inteligentnym, wyważonym kroku nr 2 w postaci urokliwego Open Season. "Ta płyta ma kamień zamiast serca" napisał recenzent Pitchforka, ale my aż tak srodzy nie będziemy. DYLRM to bowiem płyta w sumie przyzwoita. Na szczęście średni, dostateczny poziom nie utrzymuje się cały czas. Mamy po prostu sporo wpadek, trochę nudziarstwa (czasem, jak to powiedział jeden z bohaterów Juno, "pachnie zupą"), ale też kilka świetnych momentów. Żeby już nie lecieć Oskarem z Ulicy Sezamkowej, skupmy się na dwóch głównych pozytywach. Pierwszy nazywa się Waving Flags, drugi No Lucifer. Pierwszy pożycza melodię od Such Great Heights Postal Service, ale przetwarza ją w sposób bajeczno-epicki. Powstaje świetny hymniczno-poruszający numer, brawo. Drugi przepisali od Mercury Rev, ale znów przefiltrowanie inspiracji przez własny charakter stworzyło coś bardzo przyjemnego. Więcej hooków nie pamiętam, wszystkich nie-hooków żałuję.

+3

PS. Wszystko to nie zmienia faktu, że występ BSP na Primaverze to jeden z koncertów, których nie możemy się doczekać najbardziej.


Elbow - The Seldom Seen Kid

Raczej w kategoriach rozczarowania, a (znów!) zapowiadało się dobrze. Pamiętacie singla? Nam się podobał - surowy, w klimacie new-westernowym (ale w inny, bardziej dosłowny sposób niż np. s/t Portishead), z fajnym przypieprzeniem w refrenie. Pary jednak brakuje przez 3/4 płyty. Nudnawo bywa często, szczególnie pod koniec (jakieś 3 ostatnie numery). Ale tak jak w przypadku BSP, są momenty do wyłowienia i zachowania. Oprócz wspomnianego, singlowego Grounds For Divorce, jeszcze typowo-Elbowowe Bones Of You i przede wszystkim śliczne, walczykowate Audience With The Pope. A! No i może jeszcze bardzo ładnie zatytułowane Loneliness Of A Tower Crane Driver. Ogólnie jednak wielka szkoda, tym bardziej, że po gigantycznym Asleep In The Back (Newborn! Newborn!!) i dwóch niezłych płytach, Dzieciak jawi się jako spory spadek formy.

+3



PŁYTY DOBRE I BARDZO DOBRE


Cat Power - Jukebox

W sumie nie wiadomo czy ta płyta nie powinna się znaleźć w dziale powyżej, bo biorąc pod uwagę re-we-la-cyj-ność takich albumów jak niezwykłe Moon Pix, wspaniałe You Are Free czy czarujące The Greatest, Jukebox jest w pewnym sensie rozczarowaniem. Nie pomaga dobór utworów - głównie coverów znanych, starych, klasycznych pieśni z repertuaru np. Sinatry (tu akurat bardzo dobre wykonanie New York) czy Janis Joplin. Śliczna Chan, do tej pory wzór i ideał jeśli chodzi o tworzenie prostych piosenek, które nie są ani prymitywne ani nudne, tu czasem osuwa się w okolice interpretacyjnego banału. Jednak często bywa świetnie - wspomniane New York, kapitalna rekonstrukcja Metal Heart z Moon Pix, nowy numer - Song To Bobby, czy pociągająca, tajemnicza wersja Don't Explain z repertuaru Billie Holiday.

4


Beach House - Devotion

Pastele suche i rozmazywanie ich palcami - o tym myślę i to widzę słuchając płyty nr 2 w dyskografii Beach House (btw - świetna nazwa). Utrzymanie tak "rozmazanej" płyty w pewnych ryzach było, podejrzewam, ciężkie, ale chyba się udało. Mnóstwo "czwórkowej" materii do słuchania w tle bądź na pierwszym planie + świetne Gila, Turtle Island (przede wszystkim!) czy Heart of Chambers.

4


These New Puritans - Beat Pyramid

Płyta na granicy czwórki i czwórki z plusem - często hipnotyzująca, rzadziej drażniąca, ogólnie bardzo fajna i do bezmózgiego i do mózgiegu densu. Rządzi Numbers (czy też Numerology), ale podobają się też np. Kasabianowy Elvis, albo Navigate - Colours z wokalami jak z debiutanckiej płyty Klaxons. Poza tym fajowy układ (sprawdźcie sami - mówię tu i o pierwszym i ostatnim kawałku i o ogólnym ułożeniu utworów) i spora siła rażenia. Fajne.

4


The Kills - Midnight Boom

Dobry, prosty rockowy album z dobrymi piosenkami. Dobrze, że są takie płyty. Dobre i proste i rockowe. Dobrze już, dobrze.

4


El Perro del Mar - From The Valley To The Stars

1) Płyta-muzeum. Bardzo pasuje do niej określenie "sztuka". Elegancka, dostojna, przestronna. 2) Wytchnienie od/po i tutaj wstawcie cokolwiek. 3) Spiżarnia z piosenkami w słoiczkach. Więc z jednej strony bardzo artystyczna i poważna, z drugiej kojąca i otulająca, chciałoby się powiedzieć lekka. Prześliczne muzyczne pejzaże tworzy Szwedka na swoim drugim longpleju. Nie tak porywające jak na znakomitym (5 / +5) debiucie, ale momentami wręcz zachwycające (Do Not Despair). Brawo.

+4


Atlas Sound - Let the Blind Lead Those Who Can See but Cannot Feel

Kiedy walnęliśmy się z yoko na trawę w Parku Zachodnim z Let The Blind... na uszach, przyszła mi do głowy pewna pretensjonalna, ale nieźle ilustrująca tę płytę myśl. Otóż - debiut Atlas Sound (solowy projekt Bradforda Jamesa Coxa z Deerhuntera - musztarda 2007) ma strukturę bardzo roślinną. Tworzy go 14 tkanek - bardzo podobnych, ale jednak różniących się masą szczegółów. Całość układa się w bujną liściastą (płyta raczej się ścieli niż kłuje) przestrzeń. Skomplikowane? Niejasne? Hm, włączcie Let The Blind... a zobaczycie jak trudno cokolwiek o tej płycie powiedzieć. Większość czasu to +4, ale jest jedno "ale", które podnosi ocenę solowego projekt Coxa. Ten element to teksty - zazwyczaj pomijane w tego typu "dźwiękowych" albumach, tu stanowią ważną i silną część. Dokładna analiza tutaj.

-5


Vampire Weekend - Vampire Weekend

recenzja LTB

5



REWELACJA


El Guincho - Alegranza!

To co prawda płyta wydana w 2007 r. (przez Discoteca Océano), ale większość świata dowiaduje się o niej w związku z jej reedycją w 2008. Na okładce sztuczne ognia i kolorowa papuga (oko x 18), zabudowania jakby z Barcelonety (artysta - Pablo Díaz-Reixa - tworzy w Barcelonie), kolorowa ryba, palmy, geometryczne, jaskrawe góry i krótki list od twórcy. Hmm. Jakieś pojechane latino? Niekoniecznie, aczkolwiek to też znajdziecie na tej płycie. Z albumu bije bardziej nocna, imprezowa, europejska hiszpańskość - zsamplowana i ułożona w przesmakowity kawał muzyki.

Lekkość, wakacyjność, słoneczność, nastoletniość, seksowność, orzeźwiająca siła Since I Left You The Avalanches wpływa z impetem w genialne, nienormalne kompozycje Animal Collective imponująco chłodząc w ogólnopanującym żarze fragmentami jak z solowego Pandy Beara. Ufff. No ale tak to wygląda! Jesteśmy strasznie ciekawi jak to wszystko wypadnie na żywo (Primavera again), tak, nie możmy się doczekać. W Alegranzy! eksplodują wszystkie uśmiechny pięknych dziewcząt i chłopców, chwilowe zauroczenia, nieprzespane noce, najfajniejsze momenty imprez i co tam jeszcze chcecie.

Nie jest to album kompletny. Takim jest dla mnie np. zeszłoroczne Strawberry Jam AC, które w zabójczym pędzie znajduje czas na dotykającą absolutu "balladę" Fireworks (znów te fajerwerki). Ale nie zmienia to faktu, że Alegranza! to dzieło wybitne. Najfajniejsza laska ostatnich lat, najmądrzejszy przystojniak w kurorcie.

Chłońcie ją, oszałamia.

+5



Uff... to tyle na dzisiaj :-) W następnej notce postaramy się dodać jakieś próbki płyt, o których napisaliśmy. Polecamy też własne poszukiwania, np. na majspejsie. Naprawdę zapowiada się świetny rok. Do kontaktu.

niedziela, lutego 17, 2008

AV - teledyski z "You Forgot It In People" BSS (+ nowe Elbow!)



Broken Social Scene - You Forgot It In People

Ta (genialna) płyta na zmianę z nowym Lekmanem (kolejny underrated i to mocno w naszym podsumowaniu, już niedługo pomusztardowa podsuma, wtedy sporo mniejszych i większych roszad) okupuje nasz odtwarzacz.

Co poza tym? Vampire Weekend, limitowane Greatest Hits Morrissey'a (świetna koncertówka), Nouvelle Vague przed marcowym koncertem, Electrelane (Singles, B-sides & Live + wspomnienie kapitalnego występu na OFFie), The National (Alligator przede wszystkim ; oczekiwanie na Benicassim) i wiele innych...

ALE przede wszystkim The Raveonettes, bo dziś ok. 21:30 usłyszymy ich na żywo w Sali Heineken (tam gdzie BRMC, a w czerwcu Feist). Oczekujcie relacji, pojawi się na dniach ;-)

A później jeszcze koncert Art Brut, o którym również tu napiszemy.

Aha! Słyszeliście nowy singiel Elbow? Nam się podoba bardzo.



Do kontaktu!