Optimus Primavera Sound 2013 - #2-3, a set on Flickr.
Prezentujemy Wam zdjęcia z drugiego i trzeciego dnia festiwalu i już teraz zapraszamy na pofestiwalową relację. Do przeczytania!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ps pocztówki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ps pocztówki. Pokaż wszystkie posty
niedziela, czerwca 02, 2013
sobota, czerwca 01, 2013
Optimus Primavera Sound 2013 - #2

Dzień drugi to przede wszystkim:
- Wspaniały, hipnotyczny koncert najważniejszych ubiegłorocznych debiutantów - duetu Svper z Barcelony.
- Grizzly Bear - grupa po raz kolejny potwierdzająca koncertową klasę.
- I rewelacyjne Blur.
Więcej w naszym pofestiwalowym podsumowaniu, które ukaże się na naszych stronach... po festiwalu!
Do przeczytania w ciągu trzeciego dnia na Twitterze i FB i do jutra, tu, na Louder Than Bombs. Dzięki!
piątek, maja 31, 2013
Optimus Primavera Sound 2013 - #1
Optimus Primavera Sound 2013 - #1, a set on Flickr.
Po raz kolejny witamy z festiwalu Primavera Sound, po raz drugi z jego portugalskiej edycji. Pierwszy dzień to przede wszystkim: The Breeders grający "Last Splash" z okazji dwudziestolecia wydania płyty, potężny koncert Nicka Cave'a i The Bad Seeds i Deerhunter - jak zawsze na Primaverze i jak zawsze w formie.
W galerii znajdziecie nasze zdjęcia z pierwszego dnia festiwalu. Jutro - dzień drugi, pojutrze - trzeci. W planach mamy też pofestiwalowe podsumowanie, które ukaże się u nas i w magazynie Piana.
Dodatkowo zapraszamy do śledzenia naszych żywych relacji na Twitterze (@ltborx) i Facebooku (popatrz w prawo!). Pozdrawiamy i do napisania!
sobota, maja 29, 2010
PS10 - pocztówka nr 3
Pierwszy dzień PS10 (znany jako 'świetny czwartek') zakończył się bardzo surrealistycznie - chóralnym wykonaniem Juxtaposed With U przez niektórych członków okropnie zatłoczonego autobusu. Piątek, który też już za nami, to chyba najbardziej nafaszerowany bakaliami dzień w historii tego festiwalu, a bakalie, jak to bakalie, rozkładają się równo lub nie. Siatka godzinowa gęstniała wczoraj w oczach wymuszając nieprzyjemne wybory. Jednym słowem tragedia antyczna ery facebooka albo tweetujący Hamlet. Być na Japandroids czy nie być - oto jest głupie pytanie, ale co jeśli częstotliwość tego typu pytań wzrasta do poziomu większego niż jedno na godzinę? Trzeba wybierać, ale mimo wspomnianych dylematów mogę z pewnością stwierdzić - to jeden z trzech najlepszych dni w całej naszej historii z Primaverą.
Pallett gra Odessę (niestety kolejka długa - odległość duża - jakość słaba)
Zaczęło się od Owena Palletta, któremu publiczność wypakowanego po sufit Auditori zgotowała owacje na stojąco. Chyba słusznie, bo Pallett wykonał set uroczy i, hm, podniosły, ale bez momentu nadęcia czy zbędnej pompy. No i (podobno po raz pierwszy) scoverował świetnego singla Caribou. Potem lekka obsuwa i Hope Sandoval (czasu starczyło na dwie piosenki), a później świeżo wyciśnięty sok z The New Pornographers (bardzo zwarty, soczysty, przebojowy zestaw). Sun było nadal high (a I był na muzycznym haju), gdy przebiegliśmy w kierunku sceny Pitchfork by zobaczyć część bardzo dobrego występu Best Coast. Dalej kolejna głowa programu, czyli Spoon i ich dziwny koncert (mistrzyni suspensu Mary Higgins Clark zaprasza na dokładną relację pofestiwalową).
Beach House
Ściemniało się i chmurzyło nad sceną ATP, na którą weszli Beach House i zgodnie z oczekiwaniami i nadziejami zagrali jeden z najpiękniejszych koncertów jakie dane mi było widzieć (jak to mówiła pani lat 50-60 po Pet Shop Boys na Summer of Music - no, to już na trzech koncertach byłam). Więcej o tym cudzie za niecały tydzień (oszybydeszczdzwoni).
Beach House - Walk In The Park
Co potem? Średnio nagłośnione Wilco z atmosferą raczej niesprzyjającą, ale nie bez pięknych momentów (opiszemy). No i chwilę później szczyty tragedii wyborów - brak Wire (nieeee!) i Japandroids (słyszeliśmy tylko Wet Hair). Szczęśliwym trafem Les Savy Fav grali akurat Yawn Yawn Yawn, kiedy my zdążaliśmy wśród krzaczorów na scenę Vice gdzie zawiódł niestety Panda Bear. Monotonnym, okołoTombojowym chyba, materiałem sprawił jedyną sporą przykra niespodziankę tego dnia. Nie było strasznie, było średnio (oprócz pięknego Ponytail i kilku przebłysków), ale no średnio na Pandzie, taaato!
Pixnik
Na sam koniec piknikowe Pixies z gigantyczną frekwencją i zadziwiająco dobrą formą Blacka (też opiszemy) oraz kolonijno-orientalny pop Yeasayera, który na żywo okazał się niestety kolejnym rozczarowaniem tego dnia. Poniżej lista klipów z czwartku i piątku, wszystko powoli się wgrywa i na relację będzie gotowe. Tymczasem śniadanie wzywa i queso curado ku radości swej spożywać będę amen.
Subskrybuj:
Posty (Atom)