Dziś krótka zapowiedź nadchodzących nowości na LTB. Już niedługo w dziale MY:
- oprócz dotychczasowego linku do naszych filmowych ocen (Filmweb), odnośnik do filmowej kolekcji, - powstaje też kolekcja książkowa, - oraz zapowiadany wcześniej winny notes,
a dodatkowo, oprócz powyższej odnogi pamiętnikarsko-katalogowej, chronologiczna kompilacja muzyczna, czyli całkiem nowy dział. Pilni i regularni jak zwykle, zapraszamy kiedyś. A na razie, w starej głośności, gramy nowe - Fever Ray coverującą Gabriela już nie tylko na żywo, ale i w studio. Dzięki!
Noo, widełko 126! Kozanów-Krzyki - trasy walkmanowe i discmanowe! I w związku z nimi całkiem przypadkowy zbieg okoliczności - powrót do With the Lights Out Nirvany i IVLed Zeppelin, bo jak to niezwykle zgrabnie ujął Chris Dahlen na widelcu:
Some people call "When the Levee Breaks" the album's true epic, because it sounds like the blues while "Stairway to Heaven" sounds like druids. But that was the fucking point . Zeppelin understood that you spend your days under the weight of shit, so they show you the way out with a moronized stewpot of myth, Tolkien and California daydreaming, a place where you can pray for greatness from battles you'll never fight. Zeppelin spanned it all, because they knew sometimes you wield the Hammer of the Gods and sometimes you just get the shaft.
Zaleciało rockiem właśnie teraz? No to w nogi, w inny repeat=tuar ostatnich dni, czyli Six by Seven i ich trzy pierwsze płyty, z którymi zawsze jest tak samo - kiedy już zacznę słuchać to zimny Lech, nie ma ucieczki. Kapitalny debiut Things We Make, obiektywne szczyty szczytów, czyli "ta z Another Love Song" - The Closer You Get i personal fav - The Way I Feel Today - jedna z najważniejszych płyt w życiu piszącego.
+ wspomnienia sztokholmskiego koncertu (26.03.09) Fever Ray (duchy, wisielce, opętane księżniczki), naprawdę dobre nowe Arcade Fire , a na razie sedno notki, czyli OFFowe zapowiedzi w trybie przyspieszonym - zespoły, których nie graliśmy, albo które graliśmy rzadko. Na początek Damon & Naomi, czyli 2/3 Galaxie 500. Ułóżcie sobie proporcje.
* płyty nieco lepsze, ale poza rankingiem -> tutaj
- nagroda specjalna -
JAMES YORKSTON & THE BIG EYES FAMILY PLAYERS
Folk Songs
Album zbyt odmienny, aby konkurować z innymi w zwykłym rankingu. Trochę pisaliśmy już tutaj, ale warto dodać, że to świetne wskrzeszenie folkloru i zadziwiająca bezstratna konwersja zapomnianych piosenek do muzycznego świata XXI wieku. Tak twórczą art-wiochę ma na swoim koncie tylko naród czeski, ale umówmy się: odrodzenie narodowe < Folk Songs. Znakomita płyta.
-- miejsca 50-31 --
50. JULIAN PLENTI - Julian Plenti Is...Skyscraper 49. THE MARY ONETTES - Islands 48. IAN BROWN - My Way 47. JUNIOR BOYS - Begone Dull Care 46. SUNSET RUBDOWN - Dragonslayer 45. RAIN MACHINE - Rain Machine 44. ASOBI SEKSU - Hush 43. TOWA TEI - Big Fun 42. SCOTT MATTHEW - There Is an Ocean That Divides and With My Longing I Can Charge It With a Voltage That's so Violent to Cross It Could Mean Death 41. HOPE SANDOVAL & THE WARM INVENTIONS - Through the Devil Softly 40. GANGLIANS - Monster Head Room 39. THE RAVEONETTES - In and Out of Control 38. THE ANTLERS - Hospice 37. MUSE - The Resistance 36. ARCTIC MONKEYS - Humbug 35. POLVO - In Prism 34. THE DODOS - Time To Die 33. THE CLIENTELE - Bonfires on the Heath 32. YEAH YEAH YEAHS - It's Blitz! 31. EL PERRO DEL MAR - Love Is Not Pop
--- pierwsza trzydziestka ---
No i zaczynamy odliczanie. Multimedialne załączniki na dole.
30. THE DECEMBERISTS - Hazards of Love
krótko: Jedno z większych rozczarowań tego roku broni się kilkoma utworami i nieco blackriderowym klimatem. Za długo i zbyt słabo kompozycyjnie, ale z drugiej strony bez katastrofy i z jedną perełką (The Wanting Comes In Waves).
posłuchaj no: The Hazards of Love 1, The Wanting Comes In Waves / Repaid
29. REAL ESTATE - Real Estate
krótko: Plaża, dzika plaża... Na razie jest nieźle, ale potrzeba drugiej płyty, aby przekonać się czy w przyszłości "twarz przy twarzy" czy raczej "la, la, la, la"
posłuchaj no: Suburban Dogs
28. WILCO - Wilco (The Album)
krótko: Wilco bez dreszczyka z Yankee czy skondensowanej słodyczy (tubka Gostyń, anybody?) Sky Blue Sky, ale z albumem dość solidnym i z bardzo przyjemnymi momentami.
posłuchaj no: Wilco (The Song), Everlasting Everything
27. DAN DEACON - Bromst
krótko: Występ na Primaverze żenujący, a szkoda, bo Bromst to płyta miejscami fascynująca. Gęsta faza w ostrym lesie czy jakoś tak.
posłuchaj no: Build Voice, Snookered
26. DOLL AND THE KICKS - Doll and the Kicks
krótko: OK, teraz kilkadziesiąt minut Doll, potem filmiki i jedziemy. Skojarzenia z Tour of Refusal nie do wywabienia, stąd spory sentyment. Płyta porządna, muzycy sympatyczni, grupa rokująca, "zal."
posłuchaj no: If You Care, Pictures, Superstar
25. CHARLOTTE GAINSBOURG - IRM
krótko: Nie urzekła mnie ta płyta aż tak jak 5:55, ale myślę, że w ogólnej opinii będzie uchodzić za ten lepszy album Charlotte. Beck jak najbardziej, filmowy flow również, bardzo ok.
posłuchaj no: IRM, Heaven Can Wait, Time of the Assasins
24. THE FLAMING LIPS - Embryonic
krótko: Nice try, nice try...
posłuchaj no: The Sparrow Looks Up at the Machine, I Can Be a Frog (feat. Karen O), Worm Mountain (feat. MGMT)
23. DIRTY PROJECTORS - Bitte Orca
krótko: Pisałem już, że chyba za mało grania na tyle gadania, co nie znaczy, że tej płycie nie należy się uwaga. Gdy nie denerwuje - olśniewa, proporcje rozstrzygnęły o jej miejscu w rankingu. Świetna okładka!
posłuchaj no: Cannibal Resource, Stillness Is the Move
22. jj - jj n° 2
krótko: Rozpływałem się już nad Are You Still in Vallda?, więc żeby się nie powtarzać - materiał nierówny, bardziej EPkowy niż płytowy, ale z highlightami, które windują całość prawie do pierwszej dwudziestki.
posłuchaj no: From Africa to Malaga, Ecstasy, Are You Still in Vallda?
21. ATLAS SOUND - Logos
krótko: Całościowo nie jest to płyta tak dobra jak Let The Blind... (czy nie mędzę dziś zbytnio?), ale za to ma bardziej uderzające fragmenty, przede wszystkim oba duety. Ten z Pandą na poziomie pawilonowym.
krótko: Kiedy po fantastycznym remizohicie Budki Suflera wydawało się, że wszystko w temacie tancerzy dwojga zostało już powiedziane, okazuje się, że nie i że można dołożyć takimi piosenkami, że tańczyć zaczyna znacznie większa grupa ludzi. Nie jest to jeszcze balowanie w niebie, ale potańcówka na schodach też bywa bardzo przyjemna.
posłuchaj no: Hooting and Howling, All the King's Men
19. HEY - Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!
krótko: Najlepsza płyta w dyskografii Hey. Świetnie wypada na żywo (grają w całości i po kolei), brzmi zachodnio i jeszcze bardziej oddala Hey od naszywek na plecakach, podpisów na gipsie i rycin w ławkach.
posłuchaj no: Piersi ćwierć, Chiński urzędnik państwowy, Boję się o nas
18. FUCK BUTTONS - Tarot Sport
krótko:
posłuchaj no: Surf Solar, Olympians
17. NITE JEWEL - Good Evening
krótko: Technikolorowe marzenia o kosmosie, szumiący, podwodny smooth operator. Czasami dystyngowanie, czasami kusząco niegrzecznie. Bardzo dobra płyta.
posłuchaj no: What Did He Say, Let's Go (The Two of Us Together), Lover
16. JAPANDROIDS - Post-Nothing
krótko: Blame Canada? Pfff... Po retrospektywie Maddina na Nowych Horyzontach i świetnym debiucie Japandroids można spokojnie stwierdzić, że she's not the one to blame. Zgłaszam kandydatury Briana i Davida na maskotki zimowych igrzysk i chcę mieć z nimi breloczek.
posłuchaj no: The Boys Are Leaving Town, Young Hearts Spark Fire, Crazy/Forever
15. VIVIAN GIRLS - Everything Goes Wrong
krótko: No, bardzo ładny tytuł, z tym że nie pasuje. Jest lepiej niż na debiucie, treściwiej i bardziej przekonująco.
posłuchaj no: The End, Out For The Sun, Before I Start To Cry
14. THE PAINS OF BEING PURE AT HEART - The Pains of Being Pure at Heart
krótko:
posłuchaj no: Come Saturday, Young Adult Friction, This Love Is Fucking Right!
13. ST. VINCENT - Actor
krótko: Jedna z moich najulubieńszych nowych artystek pozostaje w grze broniąc się bez problemu płytą nr 2. Jest to album szorstszy (brzmienie ważniejsze niż zasady stopniowania przymiotników) od genialnego Marry Me - tracimy więc (moim zdaniem niestety) pajęczynowe zamki Piranesiego na rzecz struktur mocniejszych i często niepokojących. Żeby nie było - świetna płyta, ale kdo Vám tak rozcuchal tmavé vlasy, hę?
posłuchaj no: Actor Out of Work, Laughing With a Mouth of Blood, The Party
12. LILY ALLEN - It's Not Me, It's You
krótko: Złoty środek między radiową przebojowością a popem szlachetnym. Album kojący, przebojowy, zabawny, nieprzekombinowany i bezpretensjonalny. Wrażenie popowego ślizgania się po powierzchni ustępuje miejsca przyjemności słuchania, bo zamiast pędzących panczenistów oglądamy raczej jazdę figurową na lodzie. Płyta uroczo dziewczęca, a jednocześnie drwiąca z konwencjonalnego pojmowania kobiecości. Wyrazisty, brudny róż.
posłuchaj no: 22, I Could Say, Chinese
11. DINOSAUR JR. - Farm
krótko: Dinosaur Jr. podejmują się karkołomnego zadania wskrzeszenia wielokrotnie (i nieskutecznie) reanimowanej już gitarowej (grunge'owo zabarwionej) tradycji i wychodzą z tego obronną ręką. Słuchamy płyty naszpikowanej świetnymi numerami z przeświadczeniem, że muzycy w punkcie X odnaleźli skrzynię muzycznych skarbów. Przemiła i poruszająca wycieczka sentymentalna.
posłuchaj no: Pieces, I Want You To Know, Said The People
10. MORRISSEY - Years of Refusal
krótko: Najsłabsza część najnowszej trylogii Morrissey'a (po fenomenalnym You Are The Quarry i nieziemskim Ringleaderze). Najsłabsza nie znaczy słaba, bo wbrew powszechnemu marudzeniu Refusal to płyta i dobra i ciekawa. Sercem albumu jest bez wątpienia Birthday z wokalizą godną największych muzyków naszych czasów. No a poza tym silne wrażenia z Tour of Refusal - trasy bardzo ciężkiej, granej z zaciśniętymi zębami, ale przez to wyrazistej i fascynującej.
posłuchaj no: Something Is Squeezing My Skull, Mama Lay Softly on the Riverbed, It's Not Your Birthday Anymore
9. EDITORS - In This Light and on This Evening
krótko: Najlepsza płyta w dorobku Editors gwarantuje im miejsce w dziesiątce. Największe nagromadzenie muzycznych substancji smolistych to w ubiegłym roku właśnie In This Light. Z jednej strony gęsta miejska elektronika, z drugiej mroczne peryferia w klimacie kolejowych podróży z grupą Kraftwerk. Mieszanka intrygi z podskórną przebojowością funkcjonuje tu bardzo dobrze.
posłuchaj no: Bricks and Mortar, Papillon, The Boxer
8. GRIZZLY BEAR - Veckatimest
krótko: it's unquestionably a lovely record and it deserves to be heard on land, sea, indoors and out (Uncut)
posłuchaj no: Two Weeks, Cheerleader, Foreground
7. THE BIRD AND THE BEE - Ray Guns Are Not Just the Future
krótko: Z jednej strony fortepianowa czerń, kino noir, najlepsze musicale świata i stare plakaty filmowe, z drugiej smoothie roku, ciepły deszcz, piknik w parku i domek na plaży. Ryzykowne zderzenie owocuje wspaniałą płytą bez zgrzytów. Repeat all i kilka zagapień na tramwajowych przystankach.
posłuchaj no: My Love, Love Letter to Japan, Witch
6. CAMERA OBSCURA - My Maudlin Career
krótko: Siła dobrej piosenki. SiłaDOBREJpiosenki. S i ł a d o b r e j p i o s e n k i. siładobrejpiosenki. SŁ DBRJ PSNK. siła DOBREJ piosenki.
posłuchaj no: James, Forests and Sands, Honey in the Sun
5. FEVER RAY - Fever Ray
krótko: Solowy debiut Karin Dreijer Andersson łączy w sobie baśniowe okrucieństwo braci Grimm z leśnym skandynawskim chłodem, szokującymi obrazami Bacona i subtelnością dobrego japońskiego horroru. Różne formy przerażenia razem tworzą oszałamiającą muzyczną historię. Mroczna elektronika na najwyższym poziomie.
posłuchaj no: If I Had a Heart, Seven, Triangle Walks
4. PHOENIX - Wolfgang Amadeus Phoenix
krótko: Siła dobrej piosenki. SiłaDOBREJpiosenki. S i ł a d o b r e j p i o s e n k i. siładobrejpiosenki. SŁ DBRJ PSNK. siła DOBREJ piosenki. [2]
posłuchaj no: Lisztomania, Rome, Armistice
3. THE XX - The xx
krótko: Bez dwóch zdań jest to debiut roku. Wypielęgnowane utwory są zarazem sterylne i bardzo ciepłe, wręcz otulające. Pierwsze przesłuchanie to spory szok, bo nowe rekordy osobiste padają dosłownie co chwilę. Nie mówię już nawet o całych piosenkach, ale o tworzących je motywach. A gdyby tego było mało, są jeszcze teksty - mądre, dobrze napisane, pozbawione patosu i boldujące życiowe oksymorony:
I don't have to leave anymore
What I have is right here
Spend my nights and days before
Searching the world for what's right here
Underneath and unexplored
Islands and cities I have looked
Here I saw
Something I couldn't over look
I am yours now
So now I don't ever have to leave
I've been found out
So now I'll never explore
posłuchaj no: Crystalized, Islands, Shelter
2. BAT FOR LASHES - Two Suns
krótko: Jak krótko to krótko - Bat For Lashes + LTB = <3 (a więcej w co drugim poście z końca ubiegłego roku)
krótko: Płyta roku, płyta dekady, płyta czegośtam. Słowa nie oddadzą złożoności, wielkości i siły tego albumu. Podjarki, niedojarki, wychwalania i wychałania nie prowadzą do niczego ciekawego. A nic ciekawego to przeciwny do Pawilonu biegun. Po kilku rewelacyjnych albumach, m.in. poprzednim, kapitalnym Strawberry Jam, AC tworzą genialne dzieło sztuki, które jest syntezą wszystkiego co piękne w muzyce. Zresztą, nie tylko w niej.
ZESPOŁAMI. KOLEJNOŚĆ PRZYPADKOWA. Z bólem, ale dla uproszczenia – max 3 na płytę.
Animal Collective – Merriweather Post Pavillion
In The Flowers – epilepsja kolorów w końcówce świetnie wykańcza mięsisty, pluszowy, migocząco-transowy wstęp do piosenki i do płyty. Pamiętajcie o ogrodach, siedźcie w kwiatach.
My Girls – pierwszy utwór z tego genialnego albumu, w którym zakochałem się po uszy (dokładniej – jeszcze w wersji live). Skandowane, splątane cudo sprawia, że chce się podskakiwać, ale potem okazuje się, że samo podskakiwanie nie wystarcza i trzeba uciekać się do innych niepoważnych zachowań, które ujawnione publicznie zrujnowałyby każdego. Tekstowo jest uroczo, prośba o M3 nigdy nie brzmiała tak przejmująco.
Bluish – chyba najbardziej wzruszająca piosenka tego roku. Smukła, satynowa i łagodna. Rozpływa się w uszach. Tekstowo znów uroczo, a na dodatek sam dobór brzmienia wyrazów zachwyca. Poza tym wyjście po pierwszym refrenie (2:10 – 2:22) – jeden z muzycznych momentów wszechczasów. Absolut.
fan video
Bat For Lashes – Two Suns
Moon And Moon – ballada utrzymana w stylistyce księżycowo-wiejskiej (patrz: ostatni Goldfrapp i „White Chalk” PJ Harvey). Piękne partie fortepianu, żabie chórki, rozgwieżdżone niebo. Spokój i niepokój nocy w jednym.
Daniel – okładka singla – to raz. Fakt powstania stricte tanecznego utworu BFL – to dwa. Przeseksowne „my hee-ee-aa-rt” w końcówce refrenu – to trzy.
Travelling Woman – kolejny wielki muzyczny moment tego roku - 1:35 – 2:00. Miękną kolana.
Lily Allen – It’s Not Me, It’s You
Everyone’s At It – świetny początek świetnej płyty. Lily jak zawsze celnie komentująca, cennie zdystansowana i cudnie brzmiąca.
Who’d Have Known / Chinese – obchodzimy trochę przepis o 3 piosenkach na płytę, bo na „It’s Not Me, It’s You” aż kipi od singlowego dobra ; wspólny wybór tych dwóch utworów bierze się z ich stylistycznego podobieństwa. Lily jest tu dziewczęco seksowna, zarówno kiedy śpiewa o zamawianiu chińszczyzny jak i wtedy gdy w absolutnie rozczulający sposób mówi: „Today you accidentally called me ‘baby’”.
Phoenix – Wolfgang Amadeus Phoenix
Lisztomania – wydawało się, że tak dobrego otwieracza jak „Napoleon Says” nie będą mieli przez długi czas. A już na następnej płycie mają jeszcze lepszy.
Rome – zakochany w Rzymie wybitny artysta pisze piosenkę o obejmowaniu Paryża („I’m Throwing My Arms Around Paris” nie weszło na naszą listę z powodu limitów, które sami sobie zgotowaliśmy), zdolni artyści z Francji piszą numer o Rzymie. W obu przypadkach efekt jest fantastyczny. Podejrzane.
Armistice – prawdopodobnie najczęściej słuchana przeze mnie piosenka pierwszej połowy 2009 roku. Perfekcyjnie, zwięźle, okropnie przebojowo. Lśniący drobiazg zamykający Wolfganga. Świetny i w studio i na żywo (patrz: relacja z PS09).
Morrissey – Years Of Refusal
Mama Lay Softy On The River Bed – w wydanej niedawno “Mozipedii” Simon Goddard wiąże historię przedstawioną w “Mamie” z życiem i twórczością Virginii Woolf. I nawet jeśli pisarka nie była dla Moza bezpośrednią inspiracją, czuć tu wybitnie Woolfowski klimat. A „Life is nothing much to lose, it’s just so lonely here without you” i “We’re gonna lay down beside you, mama” – liryczna perła w koronie wyrzeczeń.
It’s Not Your Birthday Anymore – chyba najlepszy utwór na tej płycie. Płakaliśmy rzewnie, że mimo czterech podejść nie udało nam się usłyszeć go na żywo. Wokaliza w kulminacyjnym punkcie piosenki jest tak porażająca i przejmująca, że słowo „genialny” zyskuje nowy, muzyczny synonim.
I’m OK By Myself – nie zamknęliśmy oczu na zdjęciu z Jessem Tobiasem. Urrra!
Fever Ray – Fever Ray
If I Had A Heart – “This will never end cause I want more” to tekst roku. Jedna z najbardziej przejmujących piosenek jakie znam. Teraz już tylko Karin śpiewająca to na żywo i zakurzony Nick Drake z komisu przychodzą mi do głowy gdy słyszę słowo „Sztokholm”. No i kilka filmów („Fishy”! – choć to przedmieścia) ze szwedzkiej nowohoryzontowej serii.
Seven – w typie “Pass This On”, niezwykle czepliwy, świetny numer.
Triangle Walks – po prostu - najfajniejsza figura chodzi.
The Bird And The Bee – Ray Guns Are Not Just The Future